Nielegalne składowisko odpadów w starej żwirowni. "Ciężarówki wciąż tam jeżdżą"

Polska
Nielegalne składowisko odpadów w starej żwirowni. "Ciężarówki wciąż tam jeżdżą"
Polsat News/Zdj. ilustracyjne

Mieszkańcy podwarszawskich Olszewic alarmują, że na teren starej żwirowni, gdzie działało nielegalne składowisko śmieci, wciąż zwożone są odpady komunalne. Właściciel składowiska zaprzecza tym doniesieniom.

Jan M. od 2012 r. prowadził rekultywację starej żwirowni w Olszewicach (gm. Kałuszyn). Miał tam zwozić niegroźne odpady, czyli przede wszystkim gruz. Okazało się, że na składowisko trafiały również nielegalnie odpady komunalne przywożone prawdopodobnie ze stolicy.


Okoliczni mieszkańcy skarżyli się na smród, obawiali się też zatrucia wód gruntowych. Sprawą zainteresował się m.in. burmistrz gminy Kałuszyn i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który sprawdził działkę należącą Jana M.


11 mln zł grzywny


Aleksandra Dziwulska z delegatury WIOŚ w Mińsku Mazowieckim poinformowała, że w latach 2013-2017 na terenie wyrobiska przeprowadzono łącznie 12 kontroli "z czego 8 wykazało nieprawidłowości związane m.in. z naruszeniem warunków zezwolenia, przyjmowaniem odpadów nieujętych w zezwoleniu i prowadzeniem ewidencji odpadów niezgodnie ze stanem faktycznym".


Na podstawie ustaleń kontroli wymierzono cztery administracyjne kary pieniężne. Jan M. miał zapłacić 11 mln zł grzywny. Zawiadomiono też prokuraturę, która w październiku ubiegłego roku skierowała akt oskarżenia do sądu. Zarzuciła przedsiębiorcy składowanie na należącej do niego działce zagrażających zdrowiu odpadów.


Na wyrobisko miały być przywożone "odpady komunalne, zawierające tworzywa sztuczne, folię, gumę, czy worki foliowe wypełnione liśćmi" - informowała Prokuratura Krajowa. Dodatkowo powołano biegłego z zakresu geologii i ochrony środowiska. Z jego opinii wynikało, że działalność Jana M. oddziaływała negatywnie na wody podziemne.


"Zagrożenie dla zdrowia człowieka"


- Warunki, w których Jan M. odpady składował mogły zagrażać zdrowiu człowieka i spowodować istotne obniżenie jakości wód podziemnych - powiedziała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Siedlcach Krystyna Gołąbek i dodała, że postępowanie w tej sprawie toczy się obecnie przed sądem. - Odbyło się kilka rozpraw przed sądem rejonowym w Mińsku Mazowieckim. Ostatnia z nich miała miejsce w poniedziałek - mówi prokurator Gołąbek.


Mężczyzna nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Janowi M. grozi do pięciu lat więzienia. 59-latek nie przyznaje się do winy. Stwierdził, że żadnych odpadów nie odbierał.


Właścicielowi Janowi M. cofnięto pozwolenia na działalność. To miało zakończyć sprawę. Jednak według informacji, które burmistrzowi przekazują mieszkańcy na teren starej żwirowni nadal mogą trafiać odpady komunalne.


- Walczymy z tym od kilku lat. Wciąż jednak otrzymujemy telefony, że nocą podjeżdżają tam ciężarówki - mówi burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski. Tym doniesieniom zaprzecza Jan M. Nie chciał jednak komentować całej sprawy.


- Były kary finansowe. Ten pan ma cofnięte wszystkie decyzje i postępowanie karne. Pisaliśmy do wszystkich, nikogo to nie interesowało, a te ciężarówki wciąż tam jeżdżą - stwierdził burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski i zauważył: "To jest ogromny problem dla miejscowości wokół Warszawy, bo śmieci ze stolicy najprawdopodobniej wciąż napływają do nas".

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze