Apel Dudziak i Kościkiewicza do prezydenta i premiera. "Korporacje zarabiają na polskich artystach"

Kultura
Apel Dudziak i Kościkiewicza do prezydenta i premiera. "Korporacje zarabiają na polskich artystach"
PAP/Radek Pietruszka

Wokalistka Urszula Dudziak i muzyk Marek Kościkiewicz poinformowali w czwartek, że wystosowali list do prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, w którym zwrócili się o ich wsparcie dla unijnej dyrektywy o prawach autorskich. Ich zdaniem ponadnarodowe, internetowe korporacje, (m.in. Google, Facebook i YouTube) zarabiają setki milionów dolarów na dziełach polskich artystów.

"Zwracamy się do Panów z apelem o obronę polskiej kultury, która jest zagrożona przez wielkie, ponadnarodowe, internetowe korporacje. Firmy takie jak Google, Facebook lub YouTube zarabiają setki milionów dolarów na dziełach polskich artystów i autorów" - napisali artyści w liście do premiera i prezydenta podpisanym "w imieniu polskich pisarzy, dziennikarzy, artystów".


Muzycy wyjaśnili, że firmy te "poza tym, że nie odprowadzają w Polsce podatków lub płacą je w minimalnym zakresie, to również nie dzielą się ogromnymi zyskami z twórcami, dzięki którym osiągają ogromne profity".

 

"Monopoliści uciszają w sieci wszystkich"


Podkreślili, że "wszelkie próby protestu lub choćby polemiki z nieetycznym wyzyskiwaniem kultury są przez technologiczne giganty zagłuszane, manipulowane lub wręcz zakłamywane. Monopoliści dzięki swej potężnej sile przekazu przedstawiają siebie jako strażników wolności wypowiedzi w internecie, podczas gdy de facto uciszają w sieci wszystkich, którzy chcą mówić o faktach niewygodnych dla interesów Google, YouTube i Facebooka".


Przypomnieli, że w najbliższych dniach Parlament Europejski podejmie decyzję o tym czy przyjąć artykuły 11. i 13. unijnej dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Ich zdaniem przepis ten "zobowiąże najpotężniejsze internetowe korporacje takie jak Google, YouTube i Facebook do uczciwego dzielenia się zyskiem z twórcami". Wyjaśnili, że "to rozwiązanie nie będzie dotyczyć mniejszych internetowych platform i wydawnictw, co oznacza, że wbrew temu co twierdzą internetowi monopoliści, polscy cyfrowi przedsiębiorcy nie będą obciążeni żadnymi dodatkowymi kosztami".

 

"Zmiany nie zagrożą wolności słowa"


Dodali, że "zmiany nie obciążą w żaden sposób użytkowników internetu ani też - nie zagrożą wolności słowa i dostępu do treści". Według Dudziak i Kościkiewicza "opowieść o ACTA2 i cenzurze w sieci była narracją wymyśloną przez agencje lobbingowe pracujące dla wielkich międzynarodowych koncernów".


Muzycy zwrócili się do prezydenta i premiera "o wsparcie dla unijnej dyrektywy o prawach autorskich". "To pozwoli nam wszystkim odzyskać kontrolę nad polską kulturą" - dodano.

 

 


We wtorek podczas konferencji "Cyfrowa przyszłość Europy - wyzwania dla Parlamentu Europejskiego", wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski powiedział, że według polskiego rządu, dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym w obecnym kształcie nie powinna zostać uchwalona przez Parlament Europejski.

 

Lewandowski: polski rząd zgadza się z ideą art. 13


Wyjaśnił, że wprowadzenie mechanizmów art. 11. "mogłoby spowodować pewne zagrożenie interpretacyjne". "W niektórych krajach może prosta informacja prasowa nie do końca byłaby chroniona. I teraz, jeżeli mamy tworzyć jednolity rynek cyfrowy to powinniśmy stworzyć taką dyrektywę, która ujednolica jak najbardziej prawa na całym rynku, a nie tworzy sytuację, że w jednym kraju może być coś bardziej restrykcyjnego w tym zakresie, a w innym nie, bo wtedy nie wiemy, jak będzie z przepływem informacji. Może się okazać się, że ludzie w niektórych krajach będą mieli pełną wiedzę na temat różnych spraw, z wielu perspektyw, a w innych krajach nie będą tego mieli" - powiedział Lewandowski.


Dodał, że polski rząd zgadza się z ideą art. 13. "Uważamy, że platformy cyfrowe powinny więcej pieniędzy płacić artystom. Natomiast zmuszając je prawnie do tworzenia określonego typu filtrów, robimy pewien wyłom w systemie. Cedujemy ochronę prawno-autorską z państwa na korporacje. Po drugie, nie mamy do końca wglądu, w jaki sposób te filtry miałyby działać, a po trzecie nie wiemy, czy robiąc wyłom w tym zakresie, nie tworzymy precedensu dla kolejnych tego typu mechanizmów" - wyjaśnił wiceszef MKiDN podczas wtorkowej konferencji.


Dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Nowe przepisy wzbudzają sporo emocji w niektórych państwach UE, zwłaszcza w Polsce, gdzie określane były nawet mianem ACTA2. Najwięcej kontrowersji budzą artykuły 11. i 13. dyrektywy. Przeciwnicy tych regulacji mają wątpliwości, czy przepisy nie będą ograniczały wolności słowa w internecie. Polska, Holandia, Włochy, Finlandia i Luksemburg nie poparły wypracowanego porozumienia w Radzie UE w tej sprawie.


Art. 13. wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich, natomiast art. 11. dotyczy tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

 

Start-upy będą podlegały mniejszym restrykcjom


Na mocy zmian przepisami artykułu 13. nie będą objęte: encyklopedie internetowe, takie jak np. Wikipedia, archiwa edukacyjne i naukowe oraz platformy pasywne (tzw. usługi w chmurze dla indywidualnych użytkowników jak Dropbox), platformy w ramach otwartego dostępu, platformy sprzedażowe jak Ebay czy Amazon i wszystkie platformy, których głównym celem nie jest dostęp do treści objętych prawem autorskim (np. portale randkowe) ani ich magazynowanie.


Platformy, których dotyczy artykuł 13., powinny podpisać licencje z właścicielami praw na treści chronione prawem autorskim. Jeśli platforma nie otrzyma takiej licencji, będzie musiała usunąć treści wskazane przez właściciela praw. Jeśli platforma nie dopełni obowiązków, będzie odpowiedzialna za nielegalne treści wrzucane przez użytkowników.


Start-upy będą podlegały mniejszym restrykcjom niż wielkie, od lat działające na rynku firmy internetowe. Regulacjami nie będą objęte też prace internautów takie jak memy, gify itp.


Art. 11., określany przez jego przeciwników jako podatek od linków, odnosi się do tego, jakie elementy artykułu dziennikarskiego mogą być publikowane przez agregatory treści bez konieczności wnoszenia opłat licencyjnych. Regulacje wymagają, by platformy, takie jak np. Facebook, płaciły posiadaczom praw autorskich za publikowane przez użytkowników treści albo kasowały takie materiały. Wydawcy prasy będą mieli możliwość negocjowania licencji z platformami i agregatorami treści.


Nowe prawo nie dotyczy prywatnego i niekomercyjnego użytkowania tekstów prasowych przez indywidualnych użytkowników, nie dotyczy również hiperlinków, a wraz z nimi krótkiego wyciągu z artykułu. Na mocy przepisów wydawcy mają obowiązek dzielenia się wpływami z nowego prawa z autorami danej publikacji.

grz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze