Czekał dziewięć godzin w szpitalnej izbie przyjęć. "Zmarł w męczarniach"

Polska

Pan Krzysztof zmarł po 9 godzinach oczekiwania w izbie przyjęć Szpitala Miejskiego w Sosnowcu. Według relacji rodziny, trafił tam z siną nogą, z której sączył się płyn z krwią. "Nie było reakcji, nie otrzymał pomocy takiej, jak powinien" - twierdzi jego szwagierka. Sprawę, na wniosek lecznicy, bada prokuratura. Prezes szpitala: "Przepraszam za to, iż nie uratowaliśmy życia naszemu pacjentowi".

Pani Anna w mediach społecznościowych zrelacjonowała pobyt szwagra na izbie przyjęć w szpitalu przy ul. Zegadłowicza w Sosnowcu. Według jej relacji, pan Krzysztof trafił do placówki w poniedziałek rano. 

 

"Z opuchniętą i siną nogą od kolana w dół wszedł na izbę o własnych siłach około 10:30. Został tam skierowany w trybie pilnym przez lekarza rodzinnego. Na skierowaniu było napisane, że problemem puchnięcia są naczynia. Wszystko wskazywało na zator, stan zagrażający życiu. Mimo to dostał kolor zielony z oczekiwaniem powyżej 4 godzin" - napisała kobieta.

 

Cztery godziny czekania na pobranie krwi

 

Według niej, pierwsze zainteresowanie lekarzy stanem jej szwagra miało miejsce około godz. 12:00. "Mąż zawiózł szwagra na badanie drożności żył. Potem zjazd na izbę i czekanie. Długie czekanie. W tym czasie Krzysztof tracił głos, bełkotał, kiedy podniósł się z wózka, natychmiast tracił równowagę, był roztrzęsiony. Rano rozmawiał i zachowywał się normalnie. Kiedy mąż mówił o tych objawach napotkanym na izbie lekarzom został zignorowany. Nawet nie zmierzono poziomu glukozy zwykłym glukometrem" - relacjonowała pani Anna.

 

Jak podkreśliła, jej szwagier w ciągu swojego życia pomagał innym i przez lata honorowo oddawał krew, będąc zawsze przy tym badany. "Był zdrowy".

 

Dodała, że jej mąż prosił mijających pana Krzysztofa lekarzy, aby zrobili mu podstawowe badania krwi. Jej pobranie miało nastąpić cztery godziny później. 

 

"W tym czasie na izbie nie było dużo osób oczekujących. Po godzinie 13 raptem 3-4 osoby. Lekarze przechodzili często. Pomimo próśb żaden z nich nie zajął się profesjonalnie męczącym się szwagrem. Tylko zdawkowe pytania, boli? Jak się pan czuje? Jedyną osobą, która zajmowała się Krzysztofem była pani sprzątająca, która co 15 minut wymieniała ręczniki spod nogi. Jak powiedziała następnego dnia jedna z pielęgniarek, jak pracuje już ponad 20 lat, takiej nogi jeszcze nie widziała" - czytamy w relacji szwagierki pana Krzysztofa.

 

"Noga była w stanie katastrofalnym"

 

Według kobiety obcy w stosunku do jej rodziny świadkowie zdarzenia alarmowali, że z mężczyzną jest coraz gorzej. W tym czasie mężczyzna miał tracić krew. Po godzinie 16:00 noga pana Krzysztofa, według relacji jego szwagierki, "była w stanie katastrofalnym".

 

Pani Anna do swojego wpisu dołączyła zdjęcie przedstawiające nogę jej szwagra. "Z nogi cały czas sączył się płyn z krwią. To co widać na zdjęciu powstało w ciągu zaledwie 15 minut. Takich śladów płynu pozostawił po sobie mnóstwo na całej izbie, w windzie, toalecie... Nikogo to nie zainteresowało" - napisała kobieta.

 

 

"To, co spotkało mojego szwagra, to dramat"

 

O godzinie 17:20 mężczyzna miał zostać zbadany ciśnieniomierzem. "66/46 to stan zapaści. Obecna już wtedy mama Krzyśka prosiła pielęgniarki o pomoc. Krzysztof powoli tracił życie" - napisała w relacji pani Anna.

 

Według niej, około 19:20 do pana Krzysztofa została skierowana "pani psychiatra lub psycholog", która miała stwierdzić, że mężczyźnie potrzebna jest natychmiastowa pomoc lekarska. "W tym czasie Krzysiu zwymiotował i stracił przytomność" - napisała.

 

Mężczyzna miał być kilkakrotnie reanimowany. "Po 21 została wezwana karetka by przewieźć go do Chorzowa. Nie zdążył tam pojechać. Zmarł na izbie przyjęć około 22:00" - poinformowała szwagierka pana Krzysztofa.

 

"To co spotkało mojego szwagra na izbie przyjęć tego szpitala to dramat. (...) Nie było reakcji, nie otrzymał pomocy takiej jak powinien. Czekał na nią 9 godzin. Zmarł na izbie przyjęć w męczarniach" - napisała kobieta.

 

"Nieumyślne spowodowanie śmierci" 


Jej zdaniem pan Krzysztof zmarł przez "niechlujstwo i straszne zaniedbania personelu tego szpitala".

 

Z wpisu pani Anny w portalu internetowym wynika, że jeden z lekarzy miał powiedzieć: "O jedno, co mogę mieć pretensje do moich kolegów, to że nie zareagowali tak jak trzeba. Mnie profesorowie uczyli czegoś innego. Oni to zaniedbali". Według pani Anny był to "jeden z ordynatorów szpitala".

 

Jak dotąd nie jest znana bezpośrednia przyczyna śmierci pana Krzysztofa. Sprawą na wniosek szpitala zajmuje się Prokuratura Rejonowa Sosnowiec-Południe. 

 

Prowadzone jest postępowanie dotyczące narażenia na zagrożenie życia i nieumyślne spowodowanie śmierci - przekazał Polsat News zastępca prokuratora rejonowego, prok. Marcin Stolpa.

 

W ramach prowadzonego śledztwa została przeprowadzona sekcja zwłok i prokuratorzy mają już wstępną opinię dotyczącą przyczyny zgonu pacjenta. Na razie prokuratura nie udziela jednak informacji na ten temat.

 

"Przepraszam za to, iż nie spełniliśmy Państwa oczekiwań"

 

Prezes Sosnowieckiego Szpitala Miejskiego Dariusz Skłodowski powiedział, że nie chce odnosić się do pojawiających się zarzutów i "wdawać się w polemikę z rozżaloną rodziną". - Zasłaniając się dobrem śledztwa mogę powiedzieć tylko tyle, ile prokuratura. To my zawiadomiliśmy prokuraturę o zgonie i potrzebie wykonania sekcji zwłok. Prowadzimy również własne postępowanie wyjaśniające. Poczekamy z zajęciem stanowiska do momentu wyjaśnienia przez naszą komisję tego zdarzenia - dodał prezes.

 

W czwartek ok. południa prezes Skłodowski zamieścił na oficjalnym profilu szpitala na Facebooku przeprosiny. "Przepraszam za to, iż nie spełniliśmy Państwa oczekiwań i nie uratowaliśmy życia naszemu pacjentowi. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu i jeszcze raz bardzo przepraszam. Obiecuję, że zrobimy wszystko by wyjaśnić w sposób jednoznaczny przyczyny śmierci" - zapewniał Dariusz Skłodowski. 

 

Do sprawy odniósł się prezydent miasta

 

Jak podał opisujący tę sprawę "Dziennik Zachodni", do tragedii odniósł się prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński.

 

"Wiadomość o śmierci pacjenta w izbie przyjęć Sosnowieckiego Szpitala Miejskiego wstrząsnęła mną dogłębnie. Człowiek, który w poszukiwaniu pomocy oddaje swoje życie w ręce specjalistów, nie może tej pomocy zostać pozbawiany. Nie ma zgody na takie traktowanie pacjentów! Nie tak w służbie zdrowia ma wyglądać opieka nad chorymi!" - napisał prezydent. Jak dodał, czeka na efekty śledztwa i wyniki wewnętrznej kontroli.

zdr/hlk/grz/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze