Protest nauczycieli. Spory zbiorowe "S" w tysiącu szkół na Śląsku, strajk okupacyjny w Krakowie

Polska
Protest nauczycieli. Spory zbiorowe "S" w tysiącu szkół na Śląsku, strajk okupacyjny w Krakowie
PAP/Andrzej Grygiel

W ok. tysiącu śląskich szkół NSZZ "Solidarność" wszczęła spory zbiorowe, które otwierają drogę do zorganizowania strajku - mówił we wtorek szef regionalnej sekcji oświaty Lesław Ordon podczas pikiety przed Urzędem Wojewódzkim w Katowicach. W tym czasie w Warszawie szefowie nauczycielskiej "S" rozmawiali z minister edukacji. A w kuratorium oświaty w Krakowie druga doba strajku okupacyjnego.

- Na dziś w około tysiącu szkół w woj. śląskim toczą się spory zbiorowe. Czym się zakończą, jeszcze nie wiemy. Za jakiś tydzień - dwa będziemy się liczyć, czy możemy zrobić strajk, czy nie. Na pewno do końca marca zostanie cała procedura przeprowadzona - powiedział szef Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ "Solidarność" w Katowicach Lesław Ordon.

 

Pikietę rozpoczęto sygnałem szkolnego dzwonka, witając jej uczestników na lekcji, której temat to "Analiza rzeczywistych zarobków nauczycieli". Wystawiono tablicę, na której wywieszono paski wynagrodzeń nauczycieli na różnych etapach drogi zawodowej.

 

- Jesteśmy zdenerwowani, sfrustrowani, rozgoryczeni tą sytuacją, jaka ma miejsce. Nasze działania nie są nastawione na poklask. Reformę prowadzi się na naszych barkach, naszym kosztem, a my dostajemy jakieś ochłapy, a nie podwyżki - powiedział Ordon.

 

- Dość obrażania nauczycieli! Nie może być tak, że daje nam się tak niskie, praktycznie śmieszne, głodowe podwyżki. Tak być nie może, bo to my kształtujemy i kształcimy społeczeństwo, i powinno się o nas pamiętać, a nie nas obrażać - dodała przewodnicząca Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania w częstochowskim regionie "S" Dorota Kaczmarek.

 

"Edukacja to nie koszt, to lokata"

 

Pikietujący mieli ze sobą związkowe flagi i transparenty z napisami: "Takie będą Rzeczypospolite, jakie nauczycieli opłacanie" "Edukacja to nie koszt, to lokata" "Obiecali, okłamali, na oświatę mało dali!". Według szacunków policji w demonstracji wzięło udział około 300 osób.

 

Po przemówieniach delegacja pikietujących udała się do urzędu wojewódzkiego, aby na ręce wojewody śląskiego złożyć petycję do premiera. Przyjęła ją rzecznik wojewody Alina Kucharzewska, zapewniając, że zostanie przekazana adresatowi.

 

"Zwracamy się do Pana, ponieważ czujemy się oszukani i wykorzystani!" - napisali nauczyciele w przekazanej dziennikarzom petycji do premiera.

 

"Stosowanie półprawd" 

 

"Cała reforma oświaty, bardzo trudna (której to reformie nie przeszkadzaliśmy - wielu z nas wręcz było za) została przeprowadzona naszym kosztem! Nowe podstawy programowe (często pisane na kolanie), nowa sieć szkół (przenoszenie nauczycieli ze szkoły do szkoły), a co za tym idzie nagminne łączenie etatów w kilku szkołach, by mieć pełny etat, nauczanie przez jednego nauczyciela według różnych podstaw programowych (w szkołach branżowych w przyszłym roku szkolnym nawet według czterech podstaw) to wszystko nas obciąża dodatkową pracą i ogromnym stresem!" - dodali.

 

Zarzucili też minister oświaty Annie Zalewskiej "stosowanie półprawd" w wypowiedziach o nauczycielskich wynagrodzeniach.

 

Najważniejszy postulat związku dotyczy podwyższenia płac zasadniczych wszystkich nauczycieli oraz pracowników oświaty o co najmniej 650 zł brutto od 1 stycznia tego roku oraz o 15 proc. od 1 stycznia 2020 r. Związek domaga się również wprowadzenia takich zmian do systemu wynagradzania nauczycieli, który sprawiłyby, że poziom płac w oświacie byłby powiązany ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce narodowej.

 

Spotkanie z Zalewską 

 

Z kolei w Warszawie niespełna dwie godziny trwało spotkanie minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej i przewodniczącego Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszarda Proksy. Jak poinformowano, ma dojśc do kolejnych rozmów w sprawie ewentualnych nowych rozwiązań.

 

W spotkaniu poza minister Zalewską uczestniczył wiceminister Maciej Kopeć. Ze strony "S" - poza Proksą - byli też członek Prezydium Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" ds. dialogu społecznego i negocjacji Henryk Nakonieczny oraz przewodniczący Sekretariatu Służb Publicznych Jerzy Wielgus.

 

"Obu stronom zależało na przedstawieniu obiektywnej sytuacji, z wyraźnym zaakcentowaniem dokonanych już lub będących w trakcie realizacji postulatów związków zawodowych, w tym podwyżek płac nauczycieli. Obie strony zapewniły, że dołożą wszelkich starań, by napięta sytuacja, która ma miejsce chociażby w siedzibie Małopolskiego Kuratora Oświaty wróciła do normy" - napisało ministerstwo w komunikacie.

 

Wkrótce ma zostać podany termin kolejnego spotkania. Resort edukacji podkreślił, że "Solidarność", wraz z innymi związkami zawodowymi, to "ważni partnerzy rozmów z MEN".

 

"Po tygodniu mamy się spotkać, ocenić efekty i podjąć dalsze kroki"

 

Wieczorem Ryszard Proksa przyjechał do Kuratorium Oświaty w Krakowie, gdzie 11 nauczycieli prowadzi protest.

 

- Założyliśmy sobie na razie, bo nie wiemy jak będzie dalej, że w ciągu tygodnia dojdzie do bezpośrednich rozmów z rządem - mówił Proksa. Sprecyzował, że chodzi głównie o ministra finansów.

 

Proksa wyjaśnił, że obecnie toczą się rozmowy w grupach roboczych ekspertów. - Te rozmowy potrwają około tygodnia. Po tygodniu mamy się spotkać, ocenić efekty i podjąć dalsze kroki - mówił.

 

- Na 20 marca zakładamy, że uda się, jeśli nic nam nie przeszkodzi, zwołać Krajowy Sztab Protestacyjny całego związku. Ocenimy efekty tych rozmów, tych grup roboczych i dopiero wtedy podejmiemy decyzję, jaki będzie dalszy ciąg tego protestu, czy będziemy zadowoleni i zrezygnujemy z jego kontynuowania - mówił przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność". Zaznaczył, że na razie nie było mediacji czy bilateralnych rozmów o pieniądzach.

 

Pytany o przewidywane losy protestu zapowiedział, że zakończy się on po "osiągnięciu jakiegoś porozumienia" czy satysfakcjonujących nauczycieli rozwiązań.

 

"Będziemy tutaj trochę dłużej"

 

- Przyjechałem tutaj porozmawiać z koleżankami i kolegami o tym, jaka jest determinacja. Jutro może będziemy już wiedzieć, na jak długo zostaniemy. Z tego, co widzę, to wygląda, że będziemy tutaj trochę dłużej - ocenił Proksa.

 

Pytany, jak długo sam zamierza uczestniczyć w proteście, odpowiedział: "Jak nie będę ja, to będą moi zastępcy". "Nie obiecuję, że będę murem siedział do końca, bo jeśli będzie trzeba jechać na spotkania czy jakieś rozmowy, to wiadomo, że muszę tam być. Ale ktoś tu zawsze będzie dowodził" - zapowiedział.

 

Przyznał, że na noc z wtorku na środę zostanie z protestującymi. "Zobaczę, czy jutro też zostanę. To już sobie ustalimy w zależności od tego, jak będzie się rozwijać sytuacja" - mówił.

 

"Rząd musi pokazać, że rozumie trudną sytuację"

 

Dziennikarze pytali Proksę również o to, jak ocenia szansę na dojście do porozumienia z minister edukacji Anną Zalewską. W jego opinii to "nie tyle pani minister Zalewska ma się ugiąć, co rząd ma pani minister pokazać, że jednak rozumie trudną sytuację i przeznaczy jakieś dodatkowe środki dla nauczycieli".

 

- Bo to, że pani minister mówi, ile miliardów "wpompowała" w system, to jest prawda, tylko druga prawda jest taka, że one nawet w małej części nie trafiły do nauczycieli - ocenił. - Trzeba przyznać, że nakłady są zwiększone, duże, ale w ogóle nie odczuli tego nauczyciele - powiedział i dodał, że jest to najgorzej w Polsce opłacana grupa pracowników z wyższym wykształceniem.

maw/dro/bas/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!