Katastrofa samolotu w Etiopii z ponad 150 osobami na pokładzie

Świat

Nikt nie przeżył katastrofy - potwierdziły Ethiopian Airlines, linie lotnicze, których samolot rozbił się w niedzielę w drodze do stolicy Kenii, Nairobi. Na pokładzie było 149 pasażerów i ośmiu członków załogi. Pasażerowie pochodzili z ponad 30 krajów. Polskie MSZ potwierdziło, że wśród ofiar jest dwóch Polaków.

Według Ethiopian Airline nikt nie przeżył katastrofy samolotu, który rozbił się w niedzielę niedaleko stolicy Etiopii, Addis Abeby. Na liście pasażerów było 149 osób i 8 członków załogi. Pochodzili z 35 krajów. 

 

Pasażerowie z ponad 30 krajów

  

"Ethiopian Airlines Group CEO głęboko ubolewa nad śmiertelnym wypadkiem 10 marca podczas lotu z Addis Abeby do Nairobi. Grupa CEO, która obecnie znajduje się na miejscu wypadku, z żalem potwierdza, że nikt nie przeżył katastrofy. Wyraża także głębokie współczucie i kondolencje rodzinom i bliskim pasażerów oraz członków załogi, którzy stracili życie w tym tragicznym wypadku" - napisano.  

 

 

 

Według opublikowanej przez linie listy pasażerów samolotem podróżowało: 32 obywateli Kenii, 18 - Kanady, dziewięciu - Etiopii, po osiem osób z Włoch, Chin i USA, siedem z Wielkiej Brytanii i siedem z Francji, sześć z Egiptu, pięć z Niemiec, cztery z Indii i cztery ze Słowacji, troje Austriaków, troje Szwedów, troje Rosjan, dwóch Polaków, dwóch Marokańczyków, dwóch Hiszpanów oraz dwóch Izraelczyków.

 

Wśród ofiar ze Słowacji jest rodzina polityka Antona Hrnko, który poinformował, że zginęli jego żona Blanka, syn Martin oraz córka Michala.

 

 

Na pokładzie samolotu według listy byli także: po jednej osobie z Belgii, Irlandii, Indonezji, Somalii, Norwegii, Serbii, Togo, Mozambiku, Rwandy, Sudanu, Ugandy, Arabii Saudyjskiej, Dżibuti, Nepalu, Nigerii i Jemenu.

 

Sesja Zgromadzenia Środowiskowego ONZ

 

Samolotem etiopskich linii lotniczych Ethiopian Airlines, który rozbił się w niedzielę niedaleko stolicy kraju Addis Abeby, mogły podróżować osoby, które miały wziąć udział w  sesji Zgromadzenia Środowiskowego ONZ (UNEA) w Nairobi - podaje Associated Press.

 

Jedna osoba podróżowała z paszportem ONZ. Udostępniona przez linie lista obejmuje 150 z 157 osób znajdujących się na pokładzie.

 

Samolot zmierzał do stolicy Kenii, Nairobi, gdzie w poniedziałek rozpoczyna się sesja Zgromadzenia Środowiskowego ONZ - zauważa AP.

 

"Jestem głęboko zasmucony wiadomością o porannej katastrofie samolotu w Etiopii, w której wszyscy na pokładzie mieli zginąć. Serdeczne kondolencje dla rodzin i bliskich wszystkich ofiar -również naszych pracowników UN [Organizacji Narodów Zjednoczonych - red] - którzy zginęli w tej tragedii" - napisał António Guterres, Sekretarz Generalny ONZ. 

 

"Rodzina Narodów Zjednoczonych opłakuję utratę naszych kolegów i przyjaciół, których wielu straciło dzisiaj życie wykonując swoje obowiązki zawodowe. Będziemy docierali do ich rodzin i oferowali im wsparcie" - napisała z kolei na oficjalnym koncie na Twitterze Komisja Gospodarcza ONZ ds. Afryki (ECA).

 

 

"Najgłębsze kondolencje"

 

Kancelaria Premiera Etiopii poinformowała, że Abiy Ahmed był na miejscu katastrofy. Wyraził smutek z powodu ofiar oraz zapewnił o "pełnym i terminowym" dochodzeniu w sprawie wypadku samolotu. 

 

 

"Kancelaria premiera, w imieniu rządu i obywateli Etiopii, chciałaby wyrazić swoje najgłębsze kondolencje rodzinom, które straciły bliskich w samolocie Boeing 737 etiopskich linii lotniczych, który leciał dziś (w niedzielę) rano do Nairobi w Kenii" - przekazała po pierwszych informacjach o katastrofie kancelaria na Twitterze.

 

 

Ogłoszono również, że 11 marca będzie dniem żałoby narodowej w Etiopii.

 

 

"Przerażające wiadomości z Etiopii. W katastrofie lotniczej zginęło również wielu Europejczyków. Moje najszczersze kondolencje i modlitwy za ofiary i ich rodziny" - napisał na Twitterze Antonio Tajani, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. 

 

"Zbyt wcześnie, aby spekulować o przyczynie wypadku"

 

"Jest zbyt wcześnie, aby spekulować o przyczynie wypadku. Przyszłe dochodzenie zostanie przeprowadzone w celu ustalenia przyczyny we współpracy ze wszystkimi zainteresowanymi stronami w tym: z producentem samolotów Boeing, Etiopskim Urzędem Lotnictwa Cywilnego i innymi podmiotami międzynarodowymi w celu utrzymania międzynarodowego standardu. Informacje zostaną podane po zidentyfikowaniu przyczyny" - podały linie.  "Ethiopian Airlines zapewnią rodzinom ofiar pełne wsparcie" - dodano. 

 

 

Linie podały również, że lotem dowodził starszy kapitan Yared Getachew, który miał na koncie 8 tys. przelatanych godzin wraz z pierwszym oficerem Ahmedem Nur Mohammodem Nur, który miał przelatanych 200 godzin. 

 

AFP podaje, powołując się na przedstawiciela linii, że pilot zgłaszał "trudności" i chciał zawrócić do Addis Abeby.

 

Sześć minut po starcie

 

Boeing 737 rozbił się sześć minut po starcie niedaleko miasta Debre Zeit (dawn. Bishoftu), około 60 km na południowy wschód od stolicy Etiopii. Maszyna leciała do stolicy Kenii, Nairobi.

 

 

Ethiopian Airlines w pierwszym oświadczeniu przekazały, że "trwa operacja poszukiwawczo-ratownicza". - Nie mamy potwierdzonych informacji na temat osób, które ewentualnie przeżyły, ani o możliwych ofiarach śmiertelnych - dodano.

 

"Samolot nie miał żadnych technicznych problemów"

 

Na razie nie wiadomo, co spowodowało katastrofę maszyny, która była nowa; Boeing 737 MAX 8 został dostarczony etiopskiemu przewoźnikowi w połowie listopada ub.r. - podaje agencja Associated Press. Dyrekcja linii oświadczyła w niedzielę po południu, że samolot "nie miał żadnych technicznych problemów".

 

Państwowe linie Ethiopian Airlines są jednym z największych przewoźników na kontynencie afrykańskim pod względem wielkości floty. Linie informowały, że w zeszłym roku miały przewieźć 10,6 mln pasażerów.

 

Ostatnia katastrofa samolotu tego przewoźnika miała miejsce w 2010 roku, kiedy to kilka minut po starcie maszyna rozbiła się w stolicy Libanu, Bejrucie; zginęło wówczas 90 osób.

 

W październiku ub.r. Boeing 737 MAX 8, lecący ze stolicy Indonezji, Dżakarty, na wyspę Sumatra, wkrótce po starcie runął do morza w odległości ok. 15 km od brzegu; zginęło wówczas 189 pasażerów i członków załogi. Rejestrator danych w kokpicie wykazał, że wskaźnik prędkości samolotu uległ uszkodzeniu podczas ostatnich czterech lotów, chociaż linie Lion Air początkowo twierdziły, że problemy z samolotem zostały usunięte

ked/pgo/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze