Leszek Czarnecki przeszedł pięciogodzinne badanie wariografem. "Jestem spokojny o wynik"

Polska

- Badania były na nasz wniosek i cieszę się, że mogłem je przeprowadzić - powiedział Leszek Czarnecki po około pięciogodzinnym badaniu wykrywaczem kłamstw w stołecznej prokuraturze. Miało ono związek ze sprawą podejrzenia o przekroczenie uprawnień przez byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego, który - według bankiera - miał złożyć mu propozycję korupcyjną.

Właściciel Getin Noble Banku stawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie przed godz. 9:00. Dziennikarzom powiedział, że cieszy się, iż odbędzie się badanie wykrywaczem kłamstw.

 

Jak informowała w piątek Polska Agencja Prasowa, opierając się na "źródłach zbliżonych do śledztwa", biznesmen "nie stawił się w wyznaczonym przez prokuraturę terminie na badania wykrywaczem kłamstw".

 

Czarnecki, wchodząc we wtorek do prokuratury stwierdził jednak, że to właśnie ten dzień jest pierwszym ustalonym z prokuraturą terminem.

 

W listopadzie 2018 roku Leszek Czarnecki przekazał prokuraturze nagrania mające świadczyć o próbie korupcji przez byłego szefa KNF. W jego zawiadomieniu do prokuratury znalazło się stwierdzenie, że podczas rozmowy "Marek Chrzanowski wskazał Leszkowi Czarneckiemu kartkę z napisem 1%.".  Miało to oznaczać, według Czarneckiego, 40 mln zł - 1 proc. wartości Getin Noble Banku, które miał otrzymać wskazany przez Chrzanowskiego prawnik. Właśnie tą kwestię miało wyjaśnić badanie na wykrywaczu kłamstw.

 

Chrzanowski, za pośrednictwem pełnomocnika, zaprzecza.

 

Czarnecki: będziemy się domagać od PAP przeprosin i odszkodowania

 

Termin wykonania badań wariograficznych Leszka Czarneckiego ustalono z biegłym na dzień między 25 a 28 lutego, o czym poinformowano jego pełnomocnika mec. Romana Giertycha - przekazała we wtorek Polskiej Agencji Prasowej rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

 

W ten sposób Prokuratura Krajowa odniosła się do twierdzenia Leszka Czarneckiego o tym, że nie wiedział o wcześniejszym terminie badań wariograficznych. W piątek (1 marca) PAP, powołując się na źródła zbliżone do śledztwa, podała, że Czarnecki nie stawił się w wyznaczonym przez prokuraturę terminie na badania wykrywaczem kłamstw.

 

Pełnomocnik bankiera, mec. Roman Giertych podkreślił, że on i jego klient "nie mieli (wcześniej - red.) żadnego wezwania". - Ustalone było, że się spotykamy na początku marca - dodał.

 

Giertych poinformował również, że w poniedziałek skierował sprostowanie do PAP ws. "tej niesprawdzonej informacji". - Jeśli nie sprostują, będzie pozew - podkreślił.

 

 

 

Czarnecki tuż po badaniu wariografem stwierdził natomiast, że on i jego pełnomocnik "pozywają PAP w tej sprawie".

 

- To był pierwszy termin, kiedy byłem wezwany, żadnego innego terminu nie było i nie wiem skąd PAP tę informację wziął. Będziemy się domagać od PAP przeprosin i odszkodowania - powiedział.

 

Badania Czarneckiego trwały ok. pięciu godzin. - Były na nasz wniosek i cieszę się, że mogłem je przeprowadzić - powiedział dziennikarzom.

 

Dodał, że w trakcie przesłuchania z wykorzystaniem wariografu padło kilkanaście pytań. - Wielokrotnie powtarzane były te same pytania, żeby zobaczyć reakcję badanego na odpowiedzi - tłumaczył.

 

Jak poinformował, "wyniki będą jednoznaczne". - Także jestem bardzo spokojny o ich wynik (...) Prawdopodobnie za kilka, kilkanaście dni będzie jednoznaczna opinia biegłego - dodał.

 

"Nie oczekujemy niczego więcej, tylko zwrotu naszych środków"

 

Przed wejściem do budynku stołecznej prokuratury okręgowej zgromadziło się kilkunastu manifestantów reprezentujących Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack S.A. Domagali się od Leszka Czarneckiego zwrotu środków utraconych w wyniku działalności spółki GetBack.

 

- Nasze rodziny są klientami Idea Banku. Powierzyliśmy temu bankowi pieniądze życia. W sposób podstępny zostały nam one ukradzione. Domagamy się, żeby nam teraz te pieniądze oddać. Nie oczekujemy niczego więcej, tylko zwrotu naszych środków w całości. W chwili obecnej jest ok. 400 osób pokrzywdzonych, a kwota utraconych środków to ok. 90 mln zł - oświadczył Artium Bujan prezes zarządu Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack S.A.

 

Przychylność w zamian za ok. 40 mln zł

 

Były szef KNF Marek Chrzanowski został zatrzymany 27 listopada ub. roku. W śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień w związku z rozmową z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim, na którym omawiano przebieg postępowania KNF w sprawie programu naprawczego tego banku. Czarnecki, który nagrał tę rozmowę, na początku listopada ub.r. złożył doniesienie w prokuraturze, a 19 listopada przez 12 godzin składał w niej zeznania.

 

"Gazeta Wyborcza" napisała 13 listopada ub.r., że w marcu 2018 roku ówczesny przewodniczący KNF zaoferował Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł - miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Czarnecki nagrał rozmowę, jednak w nagraniu nie znalazła się wypowiedź Chrzanowskiego o tej kwocie. Według biznesmena szef KNF pokazał mu kartkę, na której napisał "1 proc.", co miało stanowić część wartości Getin Noble Banku "powiązaną z wynikiem banku".

 

Adwokat Czarneckiego mec. Roman Giertych przyznał, że kartki z jednym procentem nie ma, ale - jak przekonywał - jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała. Oświadczył, że jego klient jest gotowy poddać się badaniu wariograficznemu.

zdr/luq/grz/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze