"Zmiażdżyliśmy kłódkę, broniącą przed wprowadzeniem małżeństw jednopłciowych"

Polska

Jakub Kwieciński i Dawid Mycek wzięli ślub w Portugalii, noszą obrączki i nazywają się mężem i mężem, ale w Polsce zawarcie przez nich związku małżeńskiego nie zostało uznane. Dlatego postanowili to zmienić, walcząc w sądzie. - Jakbyśmy zmiażdżyli kłódkę, która broniła nas przed wprowadzeniem małżeństwo jednopłciowych - skomentowali ostatni wyrok w ich sprawie.

Jakub Kwieciński i Dawid Mycek pobrali się w czerwcu 2017 r. na Maderze. Po powrocie do kraju postanowili zarejestrować związek w Polsce, ale w stołecznym urzędzie stanu cywilnego usłyszeli, że "decyzja będzie odmowna". Mimo to zdecydowali się złożyć wniosek. Urzędniczka przekazała im wówczas, że odpis ich aktu małżeństwa pozostanie już w urzędzie. - Żeby dostać nowy odpis musimy lecieć do Portugalii - przykazał w "Skandalistach" Dawid Mycek.

 

Na odmowną odpowiedź urzędu czekali dwa miesiące. Później para odwołała się do wojewody mazowieckiego, a kiedy ten odmówił rejestracji związku, skierowała sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

 

"Mit" art. 18. konstytucji

 

Wyrok zapadł w styczniu. Choć wniosek Mycka i Kwiecińskiego został odrzucony, to uzasadnienie nazwali "historycznym". Sąd uznał bowiem, że konstytucja nie zabrania, aby mocą ustaw "zinstytucjonalizować status związków jednopłciowych lub różnopłciowych".

 

- Mam wrażenie, jakby okazało się, że przez ostatnich kilka lat część polityków i publicystów prawicowych mówiło wszystkim, że Ziemia jest płaska. Przez wiele lat narósł mit, że art. 18. konstytucji zabrania małżeństw jednopłciowych. Dzięki tej wypowiedzi sądu udało się to wreszcie odczarować - skomentował Jakub Kwieciński.

 

- Jakbyśmy zmiażdżyli kłódkę, która broniła nas przed wprowadzeniem małżeństwo jednopłciowych. Teraz wystarczy te drzwi otworzyć, co nie będzie takie łatwe. Kłódki w postaci konstytucji już jednak nie ma - dodał.

 

"Jeśli się nie uda, będziemy walczyć w Strasburgu "

 

Para zapowiedziała odwołanie od wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego, gdzie "walka potrwa około 1,5 roku".

 

Zdaniem gości Agnieszki Gozdyry brak ustaw dopuszczających małżeństwa homoseksualne świadczy "o braku spójności prawa, bo według konstytucji wszyscy są równi. - Apeluję o to, by tę sprawę rozwiązać w Polsce. Jeśli się nie uda, będziemy walczyć w Strasburgu - zapowiedział Kwieciński. 

 

Mężczyźni zastrzegli, że "to nie jest ich kaprys, że nie uparli się, by postawić na swoim i bulwersować ludzi". - Chodzi głównie o to, żeby czuć się bezpiecznym, żeby mieć prawo do informacji medycznej, żeby móc chociaż się wspólnie rozliczyć (z podatków - red.), dziedziczyć - wyjaśnili.

 

Na uwagę, że mogą spisać umowę notarialną, zauważyli, że "to jest trochę tak, jakby rodzic przyprowadził dziecko do szkoły, a ktoś by mu kazał wchodzić tylnym wejściem". - Można część tych praw uzyskać spisując umowę notarialna, ale to trochę uwłaczające - ocenił Kwieciński.

 

Dawid Mycek wspominał moment, gdy uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, a jego partner jechał około 50 km, by odwiedzić go w szpitalu, nie będąc pewnym, czy lekarze przekażą mu informację, co do stanu zdrowia poszkodowanego. 

 

 

- Gdyby nie był przytomny, mogliby mnie nie wpuścić do niego. Przysięgaliśmy, że będziemy się opiekować sobą, a będąc w Polsce nie wiemy, czy będziemy mieli do tego prawo - zauważył Kwieciński.

 

"Karta LGBT to prowizoryczny plaster na ranę homofobii"


W programie poruszono wątek wprowadzanej m.in. w Warszawie karty LGBT+. - Nie jestem wielkim zwolennikiem tej karty. Jej wprowadzenie uświadamia nam, jak bardzo jest źle, że jej potrzebujemy. To taki prowizoryczny plaster na ranę homofobii w naszym kraju - ocenił Kwieciński.

 

- Problem społeczności LGBT dotyczy całej Polski. Udało się rozwiązać go w Warszawie, ale wydaje mi się, że w stolicy jest on mniejszy niż w pozostałej części kraju, np. w mniejszych miejscowościach - dodał Mycek.

 

Goście "Skandalistów" wskazali, że nie są wielbicielami karty, bo "to pewne etykietowanie osób". - Teraz będzie karta dla LGBT, za chwilę karta dla rudych, czy innych osób - dodali.

 

"Mój ojczym okazał się homofobem"

 

W ramach dyskusji o dyskryminacji na osobiste wyznanie zdecydował się Dawid Mycek, który stwierdził, że jego "ojczym okazał się homofobem".  


- Nie mógł mnie zaakceptować. Wysłałem zaproszenie na ślub i od tego rozsypało się małżeństwo mojej mamy - ocenił.

 

Jak przekazał, że w pozwie rozwodowym ojczym argumentował, iż zachowanie Mycka źle wpływa na młodszego, 11-letniego brata.

 

- A wcześniej, przez wiele lat puszczał brata na wakacje z nami. "Szacun" dla sędziego, że nie dał się na to nabrać - dodał.

 

 

Więcej odcinków "Skandalistów" dostępne są tutaj.

 

ml/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze