"Groteskowy leśny teatrzyk". Działacz Ruchu Narodowego o "urodzinach Hitlera"

Polska
"Groteskowy leśny teatrzyk". Działacz Ruchu Narodowego o "urodzinach Hitlera"
Polsat News

Działacz Ruchu Narodowego Jacek L., współautor katowickiego happeningu, podczas którego na symbolicznych szubienicach powieszono zdjęcia europosłów PO, zeznawał w piątek w gliwickim sądzie w postępowaniu dotyczącym rozwiązania stowarzyszenia Duma i Nowoczesność.

Członkowie tego stowarzyszenia w maju 2017 r. uczestniczyli w sfilmowanych przez TVN obchodach urodzin Hitlera, zaprzeczali jednak w swoich zeznaniach, by organizatorem tego wydarzenia było stowarzyszenie DiN. Toczące się w Gliwicach powstępowanie ma m.in. rozstrzygnąć, czy stowarzyszenie mogło złamać prawo, propagując nazizm i gloryfikując Hitlera. Następną rozprawę w postępowaniu wyznaczono na 17 maja.

 

36-letni Jacek L. z Rydułtów, przesłuchany w piątek jako drugi świadek po operatorze TVN Piotrze Wacowskim, był współzałożycielem i członkiem zarządu stowarzyszenia DiN. Zrezygnował z członkostwa po emisji reportażu Superwizjera TVN o środowisku polskich neofaszystów w styczniu ub. roku.

 

L. nie brał udziału w sfilmowanych przez dziennikarzy obchodach urodzin Hitlera w lesie k. Wodzisławia Śląskiego w maju 2017 r., wystąpił jednak w reportażu TVN jako uczestnik happeningu narodowców w Katowicach w listopadzie 2017 r., oraz jako osoba wypowiadająca się na temat uczestników poświęconych Hitlerowi obchodów.

 

Szubienice służyły osiągnięciu "mocnego przekazu"

 

Jacek L. zeznał, że choć podczas happeningu w Katowicach przedstawił się publicznie jako członek Dumy i Nowoczesności (jak mówił - "z przyzwyczajenia"), nie był tam z ramienia stowarzyszenia, nie współorganizowało ono tamtego wydarzenia, a jego pozostali członkowie nie wiedzieli o udziale L. w happeningu.

 

Chodzi o zgromadzenie na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach, podczas którego na atrapach szubienic powieszono zdjęcia sześciorga europosłów PO, którzy zagłosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego ws. praworządności w Polsce. W tej sprawie śledztwo prowadzi katowicka prokuratura - nikomu nie przedstawiono dotąd zarzutów.

 

Jacek L. potwierdził w sądzie, że był jednym z dwóch pomysłodawców formy happeningu. - Chodziło nam żeby zrobić pikietę, która będzie miała mocny przekaz - powiedział świadek, zaznaczając, że uczestnicy zgromadzenia wybrali formę, która nie była np. paleniem kukieł czy symbolicznym podrzynaniem gardeł. L., który z wykształcenia jest historykiem, tłumaczył, że - jak mówił - "wieszanie portretów zdrajców" praktykowano w przeszłości we Francji, a także podczas insurekcji kościuszkowskiej - do tego miał nawiązywać katowicki happening.

 

Świadek powiedział, że podczas happeningu podkreślano m.in., że "najważniejszym elementem do rozliczania polityków w XXI wieku jest urna wyborcza", a szubienice służyły przede wszystkim osiągnięciu "mocnego przekazu". Po happeningu L. rozmawiał z dziennikarzem TVN, sądząc, że rozmawia - jak mówił - z osobą, która zabiegała o spotkanie z nim jako (ówcześnie) społecznym asystentem posła Roberta Winnickiego. Świadek, nieświadomy filmowania, mówił m.in. o znanych mu uczestnikach majowych obchodów urodzin Hitlera. Swojego rozmówcę (dziennikarza) L. odebrał jako - zeznał - "nawiedzonego".

 

"Reportaż wzbudził w nim szok"

 

L. nazwał w sądzie wydarzenie pokazane w reportażu TVN "groteskowym leśnym teatrzykiem" i "idiotycznymi wygłupami". Przyznał, że "reportaż wzbudził w nim szok" - chodzi o użyte w inscenizacji przedmioty, jak tort ze swastyką czy wizerunek Hitlera. L. ocenił, że pokazane w reportażu "obrzędy" miały charakter groteskowy. Jego zdaniem, obchody były prywatnym przedsięwzięciem S., zorganizowanym z jego środków (o tym miał zapewniać S.), i nie było organizowane ani finansowane przez DiN.

 

Krótko przed emisją reportażu TVN, gdy był on już przez stację anonsowany, L. sugerował szefowi DiN Mateuszowi S., by zrezygnował z kierowania stowarzyszeniem, spodziewając się niesłużących stowarzyszeniu ataków ze strony mediów. - Przypięto stowarzyszeniu łatkę neonazistowskiego, chociaż nie miało z tym (z obchodami - red.) nic wspólnego - zeznawał.

 

Tłumacząc swoją rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniu po emisji reportażu Jacek L. ocenił, że materiał, w którym został pokazany z odkrytą twarzą, "ewidentnie uderzył bezpardonowo w jego osobę". - Musiałem wyjaśniać, że mnie w żadnym lesie nie było, nie miałem żadnych zarzutów - tłumaczył. Wśród przyczyn rezygnacji wymienił też względy rodzinne, zawodowe oraz związane z faktycznym brakiem aktywności w DiN. L. zeznał, że obecnie jest członkiem partii Ruch Narodowy.

 

Mówiąc o stronie organizacyjnej stowarzyszenia, L. zeznał m.in. że jego finansami (także z 1 proc. podatku dla organizacji pożytku publicznego), a także stroną internetową, zajmował się Mateusz S. Stowarzyszenie nie miało majątku rzeczowego. Podczas festiwalu muzyki tożsamościowej Orle Gniazdo prowadziło - zeznał świadek - stoisko survivalowe. L. widział na festiwalu jeden incydent z faszystowskimi pozdrowieniami; jak zeznał - zareagował wówczas organizator. L. mówił, że Mateusz S. należał do grup rekonstrukcyjnych.

 

"Publiczne propagowanie nazistowskiego ustroju państwa"

 

Jacek L. był jednym z dwóch świadków, przesłuchanych w piątek przez gliwicki sąd. Wcześniej zeznawał operator TVN Piotr Wacowski, współautor reportażu.

 

O rozwiązanie stowarzyszenia DiN, którego siedziba mieści się w Wodzisławiu Śląskim, wnioskują starostwa wodzisławski i Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, według której w działalności stowarzyszenia doszło do "rażącego naruszenia prawa" poprzez propagowanie ideologii nazistowskiej.

 

W styczniu ub. roku Superwizjer TVN24 ujawnił wyniki swego dziennikarskiego śledztwa dotyczącego działalności niektórych polskich środowisk narodowych, m.in. stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. Na nagraniach ukrytą kamerą są pokazane m.in. obchody 128. urodzin Adolfa Hitlera, zorganizowane w 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego.

 

W ostatnim czasie Prokuratura Okręgowa w Gliwicach skierowała do Sądu Rejonowego w Wodzisławiu Śląskim akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom: Mateuszowi S., Adrianowi K., Dawidowi K., Tomaszowi R., Dorocie R. i Krystianowi Z. Osoby te zostały oskarżone o popełnienie 13 maja 2017 r. przestępstwa "polegającego na publicznym propagowaniu nazistowskiego ustroju państwa poprzez zorganizowanie i przeprowadzenie obchodów 128. rocznicy urodzin Adolfa Hitlera".

 

W odrębnym postępowaniu Prokuratura Regionalna w Katowicach wyjaśnia wątek, który pojawił się w złożonych w śledztwie zeznaniach Mateusza S., że "cała impreza została zamówiona przez tajemniczych mężczyzn i była maskaradą, za którą zapłacono jej organizatorowi 20 tys. zł". Stacja TVN stanowczo zaprzeczyła takim informacjom. W prokuraturze badany był też wątek rzekomego propagowania nazizmu przez Wacowskiego - w lutym sprawa została umorzona.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze