Pięcioro sportowców zatrzymanych przez policję podczas narciarskich mistrzostw świata

Świat
Pięcioro sportowców zatrzymanych przez policję podczas narciarskich mistrzostw świata
Zdj. ilustracyjne/PAP/EPA/SRDJAN SUKI

Pięciu biegaczy narciarskich, w tym prawdopodobnie należący do światowej czołówki Kazach Aleksiej Połtoranin, zostało zatrzymanych wskutek antydopingowej akcji policji w trakcie mistrzostw świata w konkurencjach klasycznych w austriackim Seefeld.

Od rana w środę funkcjonariusze dokonali przeszukań w 16 miejscach, m.in. hotelach, kwaterach i domach prywatnych, w Seefeld i okolicach. Po południu policja wydała oświadczenie, że zatrzymano pięciu biegaczy narciarskich: po dwóch Austriaków i Estończyków oraz Kazacha.

 

Jeśli chodzi o zawodników gospodarzy MŚ, to federacja narciarska tego kraju szybko potwierdziła, że są nimi 26-letni Dominik Baldauf i jego rówieśnik Max Hauke. Obaj nie odnieśli dotychczas większych sukcesów, choć w Seefeld zajęli szóste miejsce w sprincie drużynowym.

 

- Ja myślałam, że oni ciężko trenują, a nie sądziłem, że robią takie g... - skomentował Trond Nystad, koordynator ds. biegów w austriackiej federacji.

 

Jeden ze sportowców zatrzymany na gorącym uczynku

 

Norweg, który jest mężem byłej niemieckiej biegaczki narciarskiej Claudii Nystad, uchodzi za antydopingowego bojownika. Nie ma wątpliwości, że ta sytuacja oznacza koniec jego pracy w Austrii.

 

- Już mnie to nie interesuje. Chcę dokończyć mistrzostwa z szacunku do innych zawodników, a następnie porozmawiać z kierownictwem o zakończeniu współpracy - podkreślił.

 

To nie pierwszy głośny przypadek skandalu dopingowego z udziałem austriackich narciarzy. Podobny nalot włoska policja przeprowadziła na kwatery biegaczy i biathlonistów z tego kraju w trakcie igrzysk w Turynie w 2006 roku. Znaleziono substancje i sprzęt wykorzystywany do przetaczania krwi. Żaden z podejrzanych sportowców nie miał pozytywnego wyniku testu, ale wszyscy zostali wykluczeni z igrzysk, a ich rezultaty anulowano.

 

Nazwisk pozostałej trójki zatrzymanej w Seefeld póki co nie ujawniono, ale do rozegranego w środę biegu na 15 km nie przystąpili, mimo że widnieli na listach startowych, 31-letni Kazach Aleksiej Połtoranin, dwukrotny medalista MŚ z 2013 roku i zwycięzca pięciu zawodów Pucharu Świata, który w Seefeld był 11. w biegu łączonym 2x15 km oraz mniej liczący się w stawce biegaczy Estończycy Andreas Veerpalu i Karel Tammjarv.

 

Dieter Csefan z Urzędu Policji Kryminalnej poinformował, że jeden ze sportowców został zatrzymany na gorącym uczynku, ze sprzętem do transfuzji krwi we własnym ramieniu.

 

"Nas ta akcja nie dotyczy, u nas jest spokój"

 

Policja przekazała, że środowa akcja to element trwającego od kilku miesięcy międzynarodowego śledztwa ws. oszustwa sportowego, polegającego m.in. na komercyjnym wykorzystaniu nielegalnych substancji. Mózgiem międzynarodowej siatki dopingowej miał być 40-letni lekarz sportowy, zatrzymany także w środę w niemieckim Erfurcie.

 

"Grupa przestępcza z siedzibą w Erfurcie jest podejrzewana o to, że przez wiele lat przeprowadzała doping krwi u czołowych sportowców, by poprawić ich wyniki w zawodach krajowych oraz międzynarodowych, a dzięki temu czerpać nielegalne zyski" - przekazano.

 

Zdaniem Csefana, jej działania, które trwały od pięciu lat, mogły też dotyczyć innych dyscyplin sportu.

 

Według niemieckich i austriackich mediów, źródłem wiedzy nt. tej grupy mógł być Johannes Duerr. Austriak został przyłapany na stosowaniu EPO podczas igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 roku, a następnie zdyskwalifikowany na dwa lata. Skruszony narciarz został swego czasu przesłuchany przez prokuraturę w Monachium, a przekazane przez niego informacje znalazły się później w dokumentalnym materiale stacji ARD nt. procederu dopingowego.

 

Zamieszanie w Seefeld w żaden sposób nie dotknęło polskiej ekipy.

 

- Nas ta akcja nie dotyczy, u nas jest spokój. Zadzwoniłem nawet do naszych trenerów i wszyscy potwierdzili, że żadne policyjne przeszukania nie miały miejsca - poinformował prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, który dodał, że o całej sprawie dowiedział się ze znacznym opóźnieniem.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze