Machałek złożyła zawiadomienie do prokuratury na publikację "Faktu". "Treść mnie znieważa"

Polska
Machałek złożyła zawiadomienie do prokuratury na publikację "Faktu". "Treść mnie znieważa"
Wikipedia/ Adrian Grycuk/ CC 3.0

"Wiązanie mnie z potencjalnymi nieprawidłowościami związanymi z gospodarką odpadami na terenie gminy Bogatynia na Dolnym Śląsku jest insynuacją" - oświadczyła w piątek wiceminister edukacji Marzena Machałek. Poinformowała, że złożyła zawiadomienie do prokuratury w związku z publikacją w "Fakcie".

W związku z opublikowaniem 19 lutego 2019 r. w gazecie codziennej "Fakt" artykułu prasowego "Wiceminister z PiS patronką śmieciowej ośmiornicy?", którego treść mnie znieważa jako funkcjonariusza publicznego i stanowi naruszenie mojego dobrego imienia, na które pracowałam całe życie - złożyłam dzisiaj do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oraz wniosłam o przeprowadzenie postępowania karnego w tej sprawie - napisała na Twitterze w piątek Marzena Machałek.

 

 

W rozmowie Machałek poinformowała, że zawiadomienie skierowała listownie do Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze (jest posłem na Sejm z okręgu jeleniogórsko-legnickiego). Machałek dodała, że planuje złożyć jeszcze jedno zawiadomienie do prokuratury w związku z inną publikacją.

 

Wiceszefowa MEN informowała już w czwartek, że wiązanie jej z "potencjalnymi nieprawidłowościami związanymi z gospodarką odpadami na terenie gminy Bogatynia na Dolnym Śląsku jest insynuacją i daleko idącym nadużyciem podważającym moją wiarygodność w oczach opinii publicznej. Użyte w publikacjach sformułowania mają ewidentnie kłamliwy charakter. Są naruszeniem mojej godności i dobrego imienia. Stanowią rażące uchybienie zasadom etyki dziennikarskiej - oświadczyła w jednym z wpisów.

 

Niegospodarności na wysypisku śmieci w Bogatyni 

 

W ubiegły czwartek Centralne Biuro Śledcze Policji poinformowało, że zatrzymano cztery osoby w sprawie niegospodarności związanej z wysypiskiem śmieci w Bogatyni na Dolnym Śląsku. Osoby te są podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcie korzyści majątkowej. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że w latach 2012-2018 miało dojść do niegospodarności, w której wyniku Skarb Państwa mógł być narażony na straty sięgające od 1,5 do 7 mln zł.

 

15 lutego dziennik "Fakt" podał, że głównymi postaciami śledztwa jest Andrzej G., były burmistrz Bogatyni, przez wiele lat związany z PiS (wyrzucony z partii w 2017 r.), i Sławomir Z., szef zgorzeleckich struktur PiS i bliski współpracownik wiceminister edukacji Marzeny Machałek, który zarządzał Gminnym Przedsiębiorstwem Oczyszczania w Bogatyni, były prezes PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, a także prezes PGE Energia Odnawialna.

 

"Pomocną dłoń znowu wyciągnęła Machałek"

 

Z kolei 19 lutego "Fakt" napisał o Sławomirze Z., że "patronką jego błyskotliwej kariery przez lata była wiceminister edukacji Marzena Machałek" Gazeta podała, że w GPO "Sławomir Z. zarabiał ponad 20 tys. zł miesięcznie. Gdy jesienią 2015 r. PiS wygrało wybory do Sejmu, został prezesem spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Tam jego pensja wzrosła do prawie 100 tys. zł miesięcznie. Firmą rządził niczym swoim królestwem. Wymieniał prezesów spółek zależnych, zatrudniał rodzinę i znajomych. Związkowcy w końcu powiedzieli dosyć. (...) Z. miał zostać odwołany. Ale pomocną dłoń znowu wyciągnęła Marzena Machałek" - podał dziennik i, powołując się na "jednego ze związkowców", poinformował, że Machałek napisała list pochwalny w sprawie Z. do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, co miało mu pozwolić zachować posadę.

 

Tego samego dnia, w którym ukazał się artykuł, radny sejmiku dolnośląskiego z ramienia PO, były europoseł Piotr Borys skierował pytanie do Marzeny Machałek, czy miała ona wpływ na awans Sławomira Z. na funkcję prezesa spółek PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna oraz PGE Energia Odnawialna. Zdaniem Borysa w PGE GiEK Sławomir Z. miał zarobić blisko 700 tys. w ciągu roku, z kolei w PGE EO - blisko 1 mln 200 tys. zł. "Jest to klasyczny działacz PiS-u, który w wyniku awansu politycznego zarobił w ciągu dwóch lat 2 mln zł" - podkreślił radny na konferencji prasowej w Sejmie.

 

Poseł PO-KO Robert Kropiwnicki zaapelował do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry o objęcie tej sprawy osobistym nadzorem, by nie została ona "ukręcona z przyczyn politycznych".

ked/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze