Wizja lokalna w escape roomie, w którym zginęło pięć nastolatek

Polska
Wizja lokalna w escape roomie, w którym zginęło pięć nastolatek
Polsat News

O 17.15 rozpoczęła się wizja lokalna w escape roomie, w którym zginęło pięć nastolatek. Bierze w niej udział 25-letni Radosław D., poparzony w pożarze pracownik obiektu. W prowadzonych czynnościach uczestniczą rodzice zmarłych dziewcząt wraz z adwokatami. Na posesję, na której są pomieszczenia escape roomu, mogły wejść tylko osoby upoważnione. Dostęp do obiektu zabezpiecza policja.

 

Zdarzenia z 4 stycznia, w wyniku których zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, odtwarzane są z udziałem Radosława D., pracownika escape roomu. W czynnościach biorą udział rodzice zmarłych dziewcząt wraz z adwokatami.

 

Informacje najwcześniej jutro

 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski powiedział, że najwcześniej w piątek przekaże jakiekolwiek informacje na temat czwartkowych czynności.

 

25-letni pracownik escape roomu poparzony w pożarze, który wybuchł w budynku, został przesłuchany przez prokuratura 6 stycznia w specjalistycznym szpitalu w Gryficach. Pozwolił na to jego stan zdrowia. Pokrzywdzony został przesłuchany w charakterze świadka.

 

25-latek podczas przesłuchania miał mówić, że postępował zgodnie z procedurą, z której został przeszkolony, tzn. zwracał uwagę jak dziewczęta się bawią. - On je widział, one miały możliwość komunikowania się z nim - informował wówczas rzecznik prokuratury.

 

Według relacji świadka, miał on usłyszeć, że coś się dzieje z jedną z butli gazowych, znajdujących się w pomieszczeniach. Zauważył, że ulatnia się gaz i próbował to opanować. Myślał, że uda mu się ją dokręcić. Nic to nie dało. Nagle wybuchły płomienie. Gdy zorientował się, że przez ogień, nie będzie miał już dostępu do drzwi, które należałoby otworzyć, by dziewczęta mogły opuścić pomieszczenie, będąc poparzonym, odczuwając ból, wybiegł na zewnątrz. Dobiegł do pierwszych osób, które przebywały na zewnątrz i krzyczał, by wzywano pomoc, straż pożarną.

 

Przesłuchania rodziców zakończone

 

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie zakończyła przesłuchania rodziców zmarłych nastolatek. Dysponuje opinią biegłego z zakresu medycyny sądowej sporządzoną po badaniach sekcyjnych pięciu 15-latek, które zginęły 4 stycznia w escape roomie w Koszalinie. Opinia jednoznacznie wskazuje na to, że przyczyną śmierci pokrzywdzonych było zatrucie tlenkiem węgla.

 

W tej sprawie zlecona została także opinia z zakresu pożarnictwa. Śledczy czekają również na opinię ekspertów z laboratorium kryminalistycznego.

 

Według ustaleń prokuratury to 28-letni Miłosz S. z Poznania faktycznie organizował i prowadził escape room w Koszalinie, choć działalność gospodarcza zarejestrowana była na jego babcię. Zajmował się zawodowo obsługą tego typu pokoi zagadek. Prokuratura postawiła mu zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, które w nim zginęły. Podejrzany został aresztowany tymczasowo na trzy miesiące. Grozi mu do 8 lat więzienia.

 

Do tragicznych wydarzeń doszło 4 stycznia, po godz.17. W escape roomie w Koszalinie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic klasy 3d Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury przyczyną pożaru w pomieszczeniu obok tego, w którym przebywały dziewczęta, był ulatniający się gaz z butli gazowej (butle zasilały w paliwo piecyki w budynku). Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. 10 stycznia odbył się ich pogrzeb. Spoczęły obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie.

jm/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze