Nowaczyk: brat Jacka Sasina skupował roszczenia, kiedy ten był wojewodą; Sasin: piramidalna bzdura

Polska

Wiem od Jakuba R., że brat Jacka Sasina skupował roszczenia odszkodowawcze, kiedy Sasin był jeszcze wojewodą - mówił przed komisją weryfikacyjną adwokat Robert Nowaczyk. Jacek Sasin oświadczył, że to "piramidalna bzdura" i dodał, że do zarzutów wobec Nowaczyka dojdzie jeszcze składanie fałszywych zeznań.

Świadek zaczął od złożenia krótkiego oświadczenia, wniósł do komisji o uchylenie mu grzywny za nieobecność na poprzedniej rozprawie. Szef komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki poinformował, że komisja rozpatrzy ten wniosek na posiedzeniu niejawnym.

 

- Przyszedłem tu żeby pomóc wyjaśnić komisji wszelkie nieprawidłowości, aczkolwiek chciałbym powiedzieć, że w związku z moją sytuacją prawo-karną będę mógł odpowiadać tyko na pytania niezwiązane z tajemnicą adwokacką i z postępowaniem karnym, które się toczy wobec mnie - powiedział Nowaczyk.

 

"Chętnie zobaczę zgodę od sądu"

 

Jaki pytał, w którym roku i dlaczego świadek zajął się postępowaniami reprywatyzacyjnymi. - Myślę, że to był 1999 rok - odpowiedział Nowaczyk. Dodał, że była to jedna z dziedzin prawa.

 

Przewodniczący komisji chciał także wiedzieć, czy urząd m.st. Warszawy wydawał decyzje reprywatyzacyjne za łapówki. - Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć (...) z uwagi na to, że toczy się postępowanie karne i muszę skorzystać z prawa do odmowy - powiedział Nowaczyk.

 

Nie chciał, analogicznie argumentując, odpowiedzieć na kolejne pytania skąd pomysł, by prowadzić kancelarię wspólnie z innym oskarżonym obecnie w sprawach dotyczących nieprawidłowości przy reprywatyzacji w Warszawie, Januszem P. Argumentował, że komisja nie ma zgody sądu na dysponowanie materiałami w tej sprawie.

 

- Macie zgodę na użycie od prokuratury, a dzisiaj dysponentem tych akt jest Sąd Okręgowy, jeżeli macie od Sądu Okręgowego, chętnie bym zobaczył taką zgodę - powiedział Nowaczyk odmawiając odpowiedzi na pytanie o współpracę z P.

 

Jaki: prowadzimy postępowanie w innym trybie niż karne

 

Jaki mówił, że to nie świadek przesłuchuje komisję, tylko odwrotnie. - Albo świadek będzie chciał współpracować z komisją i wyjaśnić wszystkie okoliczności związane z reprywatyzacją, albo świadek będzie się zasłaniał rzekomym zakazem odpowiedzi na pytania, który mówiąc szczerze w tej sytuacji jest kontrowersyjny, świadek bardzo dobrze wie, że prowadzimy postępowanie w innym trybie niż postepowanie karne - powiedział Jaki.

 

Apelował do świadka o udzielanie odpowiedzi. Zapowiedział, że jeżeli Nowaczyk nie będzie współpracował z komisją, to będzie ona zmuszona "zastosować środki, którymi dysponuje".

 

W dalszej części przesłuchania Nowaczyk nie chciał odpowiadać na pytania, czy inne osoby związane ze sprawami reprywatyzacyjnymi brały łapówki. Jaki ocenił, że świadek nie chce mówić o reprywatyzacji, tylko chce opowiedzieć o swoich "różnych zainteresowaniach, hobby, tylko nie o reprywatyzacji".

 

Zmiana czynszu 250 zł do 1,4 tys. zł

 

Nowaczyk, był pytany przez członka komisji Łukasza Kondratko o to, czy "liczył się z negatywnymi skutkami społecznymi decyzji reprywatyzacyjnych, tzn. że później dochodziło na przykład do uciążliwych sytuacji dla lokatorów reprywatyzowanych budynków".

 

- W tych decyzjach zwrotowych w kamienicach, w których ja uczestniczyłem przeciętny czynsz to był między 1,5 a 2,5 zł (za m2 - red.) w centrum Warszawy. Czyli lokatorzy komunalni, o których teraz mówimy, że są bardzo pokrzywdzeni za stumetrowe mieszkanie płacili średnio między 250 a 500 zł. I teraz jest bardzo trudna sytuacja, co to znaczą negatywne skutki - odpowiedział Nowaczyk.

 

Jak kontynuował, jeśli właściciel "podnosi zgodnie z przepisami czynsz do 14,5 zł i nagle lokatorzy muszą płacić 1,4 tys. zł za stumetrowe mieszkanie w centrum Warszawy, to jeśli to są negatywne skutki - to tak, z takimi negatywnymi skutkami liczyłem się".

 

Nowaczyk do Jakiego: to co pan mówi to jest demagogia

 

- A czy świadek ma świadomość, dlaczego duża część tych lokatorów akurat mieszkała tam i płaciła takie czynsze. Czy świadek ma świadomość tego, że często wynikało to z sytuacji historycznej Warszawy i często tam ich rodziny odbudowywały te mieszkania od 1945 r., a państwo za łapówki, minuty nie mieszkając w tym mieszkaniu, chcieliście sobie podnosić czynsze. Czy dla świadka to jest takie moralne, można sobie z tego dowcipkować - powiedział wtedy przewodniczący komisji Patryk Jaki.

 

Nowaczyk odpowiedział przewodniczącemu: "to co pan mówi to jest demagogia". - Proszę nie mówić o dowcipkowaniu, bo ci lokatorzy, którzy są teraz nie odbudowywali stolicy, bo trudno powiedzieć, że 50-latkowie, czy 60-latkowie odbudowywali stolicę - zaznaczył. Dodał, że jeśli dziś w mieszkaniach komunalnych "mieszkają lokatorzy, którzy zarabiają 3-4 tys. zł, mieszkają sami w mieszkaniach stumetrowych, a ich rodziny, czy ich dzieci, mają piękne mieszkania w Warszawie, to co to ma wspólnego czy tam nie mieszkał, czy mieszkał".

 

- Nie ma dziś sprawdzania i komisja nie sprawdza, czy dzisiejsi lokatorzy komunalni, którzy tutaj bardzo walczą, spełniają kryterium dochodowe. Jeśli nie spełniają tego kryterium dochodowego, to miasto miesiąc w miesiąc do nich dokłada po kilka tysięcy złotych. To nie jest żadne dowcipkowanie, to są fakty - mówił świadek.

 

Z oskarżonym Januszem P. zna się prawie 40 lat

 

Wiceprzewodniczący komisji Bartłomiej Opaliński pytał świadka, ile osobiście zainwestował, a ile zarobił w związku ze sprawami reprywatyzacyjnymi. Nowaczyk stwierdził, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Zeznał, że przez 20 lat wziął udział w około 50 postępowaniach reprywatyzacyjnych.

 

Opaliński pytał Nowaczyka, czy poza b. wiceszefem stołecznego BGN Jakubem R. znał na gruncie prywatnym innych urzędników BGN. - Nie znałem - odpowiedział świadek.

 

Dodał, że z oskarżonym w sprawach reprywatyzacyjnych Januszem P. zna się prawie 40 lat, ma do niego zaufanie i to jego bardzo dobry znajomy. Nowaczyk zeznał, że w ciągu swojej pracy zawodowej spotkał się z 1 do 2 tysięcy osób w różnych sprawach związanych z reprywatyzacją.

 

Opaliński pytał świadka, czy miał świadomość, że w sprawie słynnej działki Chmielna 70 zachodziła indemnizacja (międzynarodowa umowa odszkodowawcza) i nie powinna zostać zwrócona, ponieważ jeden z byłych właścicieli był obywatelem Danii.

 

- Sprawa jest w toku, jak zakończy się prawomocnie, to bardzo proszę o to pytanie - powiedział Nowaczyk. Dopytywany, czy miał świadomość indemnizacji ws. Chmielnej 70, świadek odparł: "nie miałem świadomości i nie mam do tej pory".

 

"To był wybór miasta"

 

Następnie Opaliński pytał o notariuszy, którzy najczęściej podpisywali akty notarialne w konsekwencji decyzji zwrotowych wydawanych przez ratusz. Nowaczyk wymienił kilka nazwisk, podkreślił, że nie wie dlaczego akurat ci notariusze byli wyznaczani do spraw zwrotowych. - Nie wiem, dlaczego, ci, ale to był wybór miasta - podkreślił świadek.

 

Opaliński chciał także wiedzieć, czy Nowaczyk sam wyszukiwał osoby posiadające prawa i roszczenia do nieruchomości, czy też te osoby same prosiły o pomoc prawną. - Nigdy nie wyszukiwałem takich osób - powiedział Nowaczyk. Zgodził się ze stwierdzeniem Opalińskiego, że najpierw takie osoby pojawiały się w jego kancelarii.

 

Nowaczyk przyznał, że brał udział we wskrzeszaniu przedwojennych spółek, mówił, że "reaktywacja sama w sobie jest celem". Dodał, że był akcjonariuszem w takich spółkach. - Nigdy nie byłem większościowym akcjonariuszem, jak byłem akcjonariuszem, to w zasadzie dlatego, żeby zabezpieczyć swoje honorarium - powiedział świadek.

 

Pytany, czy kiedykolwiek dążył do tego, żeby po reaktywacji spółki odzyskiwać nieruchomości, które były własnością takiej spółki w latach wcześniejszych. - Tak były takie próby - odpowiedział. Ale - jak zeznał - żadna taka próba nie udała się.

 

Nowaczyk zeznał, że pojawiał się w BGN w związku z prowadzonymi postępowaniami zwrotowymi. Pytany, czy to było częste zjawisko, odparł: "myślę, że raz na miesiąc".

 

Na pytanie, czy w jakikolwiek sposób próbował wpłynąć na szybkość postępowania bądź na treść wydawanej decyzji, odparł: "nigdy". Ale po raz kolejny Nowaczyk odmówił odpowiedzi o ewentualne "wątki korupcyjne".

 

Jeden z kluczowych świadków

 

Opaliński pytał Nowaczyka, czy jako profesjonalista badał prawidłowość wydanych przez ratusz decyzji zwrotowych, czy w ogóle to go interesowało.

 

- Zawsze to badałem (...) w kilku decyzjach odwoływałem się od korzystnych decyzji z uwagi na to, że np. zły krąg spadkobierców miasto zrobiło, zapomniało wpisać uprzednio postępowanie spadkowe, które zgłosiłem i wydawało decyzję np. na osobę, która już nie żyła. W związku z tym musiałem występować do wojewody o uchylenie tej decyzji - zeznał Nowaczyk.

 

Powiedział też, że jako beneficjent odzyskał nieruchomości przy ul. Poznańskiej 12. Pytany, czy brał udział w "czyszczeniu kamienic", odparł: "nigdy".

 

"Brat Sasina kupował roszczenia"

 

- Wiem od (b. wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami) Jakuba R., więc to jest moja tylko wiedza, że brat pana Sasina - pan Mariusz, skupował roszczenia odszkodowawcze, jak pan Sasin (obecnie szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin) był wojewodą (mazowieckim) i stamtąd miał adresy i uzyskiwał odszkodowania - powiedział Nowaczyk.

 

W reakcji na to Sasin napisał na Twitterze: "To jakaś piramidalna bzdura. Mój brat nigdy nie skupował żadnych roszczeń i nie był nigdy żadnym ich beneficjentem. Nie uzyskał tez żadnego odszkodowania z tego tytułu".

 

 

"Mec. Nowaczyk ma już trochę zarzutów prokuratorskich. Teraz dojdzie do nich jeszcze składanie fałszywych zeznań" - zaznaczył Sasin.

 

Przewodniczący komisji Patryk Jaki wielokrotnie mówił, że Robert Nowaczyk jest kluczowym świadkiem dla komisji. Był on pełnomocnikiem lub wprost beneficjentem w sprawach dotyczących m.in. reprywatyzacji przy ul. Poznańskiej 14, ul. Marszałkowskiej 43, ul. Mokotowskiej 63 i Chmielnej 70. Uczestniczył także w 46 procesach zwrotu nieruchomości w naturze. W latach 2010-2015 m.st. Warszawa wypłaciło ponad 119 mln zł odszkodowań klientom mecenasa, w tym ok. 70 mln zł na rzecz osób jemu najbliższych.

 

Przesunięte przesłuchanie

 

W październiku ub.r. prokuratura złożyła do Sądu Okręgowego w Warszawie kolejny akt oskarżenia w sprawie tzw. afery reprywatyzacyjnej w Warszawie, który obejmuje dziewięć osób, w tym właśnie Roberta Nowaczyka; główne zarzuty, które znajdują się w akcie oskarżenia, to zarzuty korupcyjne.

 

Komisja próbowała przesłuchać Roberta N. 21 grudnia ub. roku, ale dzień wcześniej przesłał komisji zwolnienie lekarskie. Mimo tego komisja ukarała go grzywną w wysokości 10 tys. zł za nieusprawiedliwione niestawiennictwo i wyznaczyła kolejny termin przesłuchania na 15 stycznia. Przesłuchanie z 15 stycznia zostało jednak przesunięte na 31 stycznia.

 

Marzena K. była jedną ze współwłaścicielek sławnej działki na placu Defilad (pod przedwojennym adresem Chmielna 70), od której zaczęła się afera reprywatyzacyjna.

 

W październiku 2017 r. m.in. K. oraz b. dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej mec. Grzegorz M. i biznesmen Janusz P. usłyszeli zarzuty korupcyjne, a sąd uwzględnił wnioski o ich areszt. Według śledczych, łapówki zostały lub miały zostać wręczone w zamian za zachowania stanowiące naruszenie przepisów prawa. "Naruszenie to polegało na wydaniu dwóch decyzji administracyjnych dotyczących ustanowienia na 99 lat prawa użytkowania wieczystego do niezabudowanego gruntu położonego w Warszawie przy Placu Defilad 1 (dawna Chmielna 70) oraz w Warszawie przy ul. Karowej 14, pomimo braku podstaw prawnych podjęcia takich decyzji" - podawała wtedy prokuratura.

 

Domaga się odszkodowania

 

K. żądała lub żąda - w sprawach nieruchomości, do których odkupiła roszczenia - w sumie ponad 30 mln zł odszkodowań, m.in. za "wydanie wadliwej decyzji administracyjnej", za "sprzedane lokale mieszkalne" oraz wynagrodzenia za "bezumowne korzystanie z budynku". Wcześniej dostała ona łącznie 38 mln zł w ramach takich odszkodowań w sprawie innych stołecznych nieruchomości. Miała tego nie ujawnić w oświadczeniach majątkowych jako urzędnik MS, za co jeszcze w październiku 2016 r. usłyszała inne zarzuty.

 

Obecnie w pierwszej instancji toczy się proces, w którym K. domaga się ponad 12,5 mln zł odszkodowania za sprzedanie 31 lokali mieszkalnych nieruchomości przy ul. Puławskiej 1a. Proces ma być kontynuowany w kwietniu tego roku.

 

Jak poinformowało w środowym komunikacie MS, "pani Marzena K. nie wyraziła zgody na publikację jej wizerunku i danych osobowych, w tym nazwiska". "Z kolei z informacji przekazanych przez Roberta N. wynika, że wyraża on zgodę na publikację jego wizerunku i danych osobowych, w tym nazwiska" - czytamy w komunikacie przesłanym przez resort.

 

Komisja weryfikacyjna od czerwca 2017 roku bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych w sprawie reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. 

 

ZOBACZ TEŻ - Sasin w "Graffiti": protest rolników uderza w rząd

 

 

ZOBACZ TEŻ - Sasin: zatrzymanie b. rzecznika MON oznacza, że nie ma podwójnych standardów

 

luq/bas/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze