Waldemar Kowalewski rezygnuje z dalszej wyprawy na K2 z powodu kontuzji

Świat
Waldemar Kowalewski rezygnuje z dalszej wyprawy na K2 z powodu kontuzji
Wikipedia/ Maria Ly/ CC 2.0

Podczas wyprawy na K2 Waldemar Kowalewski miał wypadek. Spadł na niego kamień i uderzył go w szyję. Himalaista napisał, że "ma pęknięte coś w środku, bo czuje jak chrzęści". W czasie odwrotu w nocy zabłądził na lodowcu. Po Polaka ruszyli koledzy. Kowalewski ze względu na kontuzję zdecydował się wycofać z dalszej wyprawy. "Rezygnuję, bo podczas podnoszenia ciężaru boli mnie lewe ramię".

Zespół hiszpańsko-polski pod kierownictwem Baska Alexa Txikona składał się dotychczas z Felixa Criado, Ignacio Zuloagi, Marka Klonowskiego, Pawła Dunaja, Waldemara Kowalewskiego oraz pięciu nepalskich Szerpów. Kowalewski dołączył do ekspedycji jako ostatni. Według relacji polskiej himalaistki Moniki Witkowskiej, która jest z nim w kontakcie SMS-owym, dotarł do ekipy po kilkudniowym trekkingu przez lodowiec Baltoro.

 

Po dotarciu do bazy, w trzecim dniu podchodzenia do obozu na 6 tys. m n.p.m., Waldemar Kowalewski miał wypadek. Himalaiści wspinali się w odstępach. Ostatni szli Kowalewski i Dunaj. Ten drugi po zostawieniu depozytu na wysokości 5650 m zaczął schodzić.

 

W poniedziałkowym SMS-ie do Witkowskiej Kowalewski donosił o szczegółach zdarzenia.

 

"Na wysokości 5800 m dostałem spadającym kamieniem w szyję. Ponieważ niosłem ciężki plecak z namiotem, w sumie 21 kg, a do celu miałem jeszcze 1,5 h, nie mogłem kontynuować dalej wspinaczki, gdyż czułem ból w lewym ramieniu. Zawróciłem i w ciemnościach na ostrych kamieniach przed ABC [baza wysunięta] przewróciłem się. Ból potęgował się, zdecydowałem się więc pominąć ABC i powrócić do bazy. Lodowiec zawalił się kilkukrotnie i część drogi została zniszczona. Zabłądziłem na lodowcu i dwukrotnie przechodziłem tę samą drogę. Nie miałem GPS i nie mogłem się odnaleźć. Latarka słabła, do tego ciężki plecak, którego nie chciałem zostawić na wypadek przymusowego biwaku. Po kontakcie radiowym z Alexem Txikonem, poprosiłem go, aby wysłał kogoś z bazy naprzeciwko mnie, żebym zobaczył światła czołówek. Wyszli Ignacio de Zuloaga i Felix Criado, z którymi się spotkałem. Wzięli mój plecak i razem o północy wróciliśmy do bazy. Ponieważ nie mogę kontynuować akcji górskiej, zdecydowałem jutro o powrocie helikopterem".

 

 

W następnym SMS-ie Kowalewski zapewnia, że gdy zgubił się na lodowcu miał kontakt z dwoma polskimi himalaistami Markiem Klonowskim i Pawłem Dunajem, którzy "wspierali go łącznościowo".

 

Wedle doniesień rannego himalaisty, w miejscu, w którym zgubił drogę powrotną i groziło mu przymusowe obozowanie, tej samej nocy zeszła lawina.

 

"Marek dziś o 7 rano wypatrzył tak potężną lawinę, która spadła na lodowiec w dokładnie to miejsce, w którym się wczoraj zgubiłem. Dokładnie tam wczoraj chciałem zabiwakować i na pewno skatowany nie wstałbym przed 7 rano. (...) Alex z Szerpami właśnie powrócili do bazy".

 

 

Alex Txikon w poniedziałek zamieścił wpis na Facebooku, w którym dziękował Kowalewskiemu za wspólną wspinaczkę.

 

"Chciałbym skorzystać z okazji, aby podziękować Waldemarowi Kowalewskiemu, który został uderzony przez blok lodu lub kamień w lewy obojczyk. Zszedł powoli, a partnerzy z bazy przyszli mu na pomoc. Jest w porządku, ale jutro wróci do domu, by wyzdrowieć".

 

 

Rosyjska ekspedycja na drodze Żebrem Abruzzi

 

Także druga ekipa pod K2 rosyjsko-kazachsko-kirgiska kontynuuje wspinaczkę. Jej kierownikiem sportowym jest Kazach Wasilij Piwcow, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum. Jak poinformowała we wtorek rzeczniczka ekspedycji, himalaiści dotarli także na wysokość około 6600 m, pod Komin House’a, jedno z trudniejszych technicznie miejsc na drodze prowadzącej Żebrem Abruzzi. Celem na najbliższe godziny ma być przejście go i postawienie obozu drugiego (C2) na wysokości 6700 lub wyżej.

 

Wyprawa kierowana przez Piwcowa ma trwać 45 dni, a jej zakończenie zaplanowano na 28 lutego. Txikon zapowiada wspinaczkę do marca, ale nie sprecyzował informacji o terminie końcowym.

 

Piąta próba zdobycia "Wspaniałej Góry" 

 

Obydwie ekspedycje to piąta w historii próba zimowego wejścia na ośmiotysięcznik o charakterystycznym kształcie piramidy, nazywany w dialekcie zamieszkujących ten region ludów Czogori ("Rozległa góra"), a przez Chińczyków - Qogir ("Wspaniała Góra").

 

Po raz pierwszy atakowała ją, na przełomie 1987 i 1988 roku, międzynarodowa grupa pod kierunkiem pioniera zimowego himalaizmu Andrzeja Zawady. W sezonie 2002/03 wyprawa Netia K2 Expedition pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego działała od strony chińskiej, północnym filarem. Udało się wówczas założyć obóz czwarty na 7650 m - na tę wysokość dotarli Marcin Kaczkan, Denis Urubko i Piotr Morawski, który zginął 8 kwietnia 2009 roku na Dhaulagiri. Do dziś jest to zimowy rekord wysokości na tej górze.

 

W 2012 roku próbę podjęli Rosjanie, a na przełomie 2017/18 ponownie biało-czerwoni z Urubką w składzie od strony pakistańskiej. K2 to jedyny szczyt powyżej 8000 m, na którym zimą nie stanął żaden człowiek. Polacy o tej porze roku zdobyli 10 spośród 14 ośmiotysięczników jako pierwsi na świecie.

ked/luq/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze