"Na prezydenta Pawła Adamowicza wydano polityczny wyrok. Miał zniknąć z życia publicznego"

Polska

- Wszyscy mamy świadomość, że na prezydenta Pawła Adamowicza wydano polityczny wyrok. Miał zniknąć z życia publicznego. Instytucje podległe politykom to realizowały. Miał nie być prezydentem, miał nie być osobą godną szacunku - powiedział w "Śniadaniu w Polsat News" rzecznik Platformy Jan Grabiec. Nie odpowiedział na dwukrotnie zadane pytanie, kto miałby wydać polityczny wyrok na Adamowicza.

- To był mord polityczny. Powiedział o tym sam morderca, który wykrzyczał przez mikrofon, że zabił, bo Adamowicz był związany z Platformą Obywatelską. Szacunek dla prezydenta Gdańska wymaga, by tego wydarzenia nie zamazywać. Paweł był wyrazisty i zapłacił za to najwyższą cenę - ocenił Grabiec.

 

- Adamowicz miał nie być prezydentem, miał nie być osobą godną szacunku. Później pojawił się polityczny akt zgonu wydany przez kolegów ministra obecnego rządu. To wszystko układa się w jedną całość. Nie można tego zignorować. Z szacunku dla Pawła Adamowicza nie można pozwolić, by ta prawda została przemilczana - przekazał rzecznik PO.

 

Dodał, że przemilczany nie może również pozostać fakt, że w Polsce funkcjonują fabryki nienawiści. - Ta trucizna nienawiści, o której mówił podczas pogrzebu dominikanin o. Ludwik Wiśniewski, cały czas się sączy. Sączyła się w poniedziałek w dniu śmierci Pawła Adamowicza i sączyła się wczoraj - stwierdził polityk. W jego ocenie "system sączący truciznę projektują politycy".

 

- Poseł Grabiec w każdej swojej wypowiedzi próbuje przekazać, że mamy aurę tragedii, której ofiarą jest w jakimś stopniu Platforma. To bardzo brzydkie. Chciałby pan wskazywać w sumieniach innych, co zrobić, by nie dochodziło do podobnych sytuacji. Mam prośbę, by szukać przede wszystkim u siebie i nie wykorzystywać tej sytuacji - zareagował Waldemar Buda z PiS. 

 

"Nauczmy się różnić pięknie, a nie podsycać wojnę polsko-polską"

 

- Najgorsze, co może się zdarzyć, to żeby ta śmierć była paliwem, kolejny elementem walki polsko-polskiej - przestrzegł Stanisław Tyszka  z Kukiz'15. Wicemarszałek Sejmu wyraził nadzieję, że "każdy wykona krok do tyłu i zrobił rachunek własnego sumienia, a nie czyjegoś".

 

- Mówię tu o liderach politycznych, ale też o dziennikarzach i innych komentatorach życia publicznego. Abyśmy nauczyli się różnić pięknie, a nie podsycać wojnę polsko-polską - zaapelował. 

 

Podobnego zdania była wicemarszałek Sejmu Barbara Dolniak (Nowoczesna). - Musimy uważać na nasz język, nie stwarzać atmosfery, która u osób bardziej podatnych może powodować takie działania, jak w Gdańsku - stwierdziła. 

 

"To był mord polityczny"

 

- To był mord polityczny. Powiedział o tym sam morderca, który wykrzyczał to przez mikrofon, powiedział, że zabił Adamowicza, bo był związany z Platformą Obywatelską. Szacunek dla prezydenta Gdańska wymaga, by tego wydarzenia nie zamazywać. Paweł był wyrazisty i zapłacił za to najwyższą cenę - przekazał Jan Grabiec.

 

- W mojej ocenie był to mord kryminalny, osoby chorej psychicznie i przede wszystkim tak należy na to spojrzeć - ocenił Waldemar Buda.

 

- Dziś wiemy, że ten człowiek przyjechał wcześniej do Warszawy i chciał zrobić coś wielkiego. Była to osoba niezrównoważona psychicznie, która chciała zrobić coś złego, głośnego. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Nie chciałbym, aby to wydarzenie było wykorzystywane politycznie - zastrzegł. 

 

Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta wyraził przekonanie, iż w Gdańsku doszło do aktu szaleńca. - Zamordował on prezydenta, który nie był przecież członkiem PO, który pokonał kandydata PO (w I turze wyborów samorządowych). Moim zdaniem Stefan W. po prostu chciał zamordować przedstawiciela władzy. Reakcja państwa musi być w tej sprawie zdecydowana - argumentował. 

 

Sawicki: czas, byśmy wszyscy uczynili krok do tyłu

 

- Najbardziej martwi mnie to, co można było przeczytać na poselskiej poczcie internetowej, czy na formach internetowych. Tej nienawiści było za dużo. Czas, byśmy wszyscy uczynili krok do tyłu. Jeśli tego typu działania będą realizowane na każdym szczeblu, to możemy oczekiwać, że ta śmierć nie pójdzie na marne - zaznaczył Marek Sawicki. Polityk PSL opowiedział o sytuacji, jakiej był świadkiem po sobotnich uroczystościach pogrzebowych Pawła Adamowicza.

 

- Wracając z Bazyliki znalazłem się w gronie wielu osób z serduszkami WOŚP. Zdumiało mnie, że panie mniej więcej w moim wieku zaczepiały ludzi na przystanku, ulicy mówiąc: "serca macie na ubraniach, ale nie macie ich w środku". Przed nami ogromne zadanie, abyśmy jako politycy wyzbyli się języka nienawiści, agresji - zaznaczył Sawicki.

 

"Kuchciński zawsze czekał z rozpoczęciem obrad na prezesa Kaczyńskiego"

 

Politycy rozmawiali również o nieobecności na sali plenarnej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego podczas minuty ciszy w hołdzie dla Pawła Adamowicza oraz podczas wystąpienia lidera PO Grzegorza Schetyny poświęconego prezydentowi Gdańska. 

 

- Marszałek Sejmu Marek Kuchciński zawsze czekał z rozpoczęciem obrad na prezesa Kaczyńskiego, więc niech marszałek i prezes PiS odpowiedzą, czym spowodowana była ta nieobecność - powiedział Sawicki. 

 

 

- Podejrzewam, że prezes Kaczyński bał się ataku ze strony Schetyny. Wydaje mi się, że właśnie od Kaczyńskiego i Schetyny będzie zależało, jak w najbliższych tygodniach wyglądać będzie debata polityczna, czy zrobią krok w tył - ocenił Tyszka. 

 

Z kolei Waldemar Buda (PiS) przypomniał, że w Sejmie wielokrotnie się zdarzało, że kierownictwo ugrupowania wchodziło na salę chwilę później, bo musiało odbyć jakieś spotkania. - Większej wagi bym do tego spóźnienia nie przywiązywał. Pamiętam natomiast jak w 2010 r. podobne oświadczenie chciał wygłosić Jarosław Kaczyński. Nie było takiej możliwości i wtedy marszałkiem Sejmu był Grzegorz Schetyna - stwierdził polityk. 

 

Program prowadził Dariusz Ociepa. Więcej odcinków dostępnych jest tutaj.

ml/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze