Rumunia mniej zainteresowana procedurą z art. 7, ale jej nie zostawia

Świat
Rumunia mniej zainteresowana procedurą z art. 7, ale jej nie zostawia
EPA/ROBERT GHEMENT

Styczniowe posiedzenie ministrów ds. europejskich było pierwszym od miesięcy, na którym nie pojawił się punkt dotyczący praworządności w Polsce. Niektórzy zinterpretowali to jako sygnał, że Bukareszt, sam mający problemy z KE na tle zmian w sądownictwie, będzie chciał odstawić na boczny tor procedurę, której kontynuowanie, zwłaszcza w okresie przed wyborami do PE, nie jest w smak władzom w Polsce.

Rumuński minister spraw zagranicznych Teodor Melescanu podczas czwartkowego spotkania z brukselskimi korespondentami w Bukareszcie mówił, że jego kraj nie jest przeciwny kontynuowaniu procedury z art. 7.

 

Choć kraj sprawujący prezydencję nie ma zbyt wielkiej władzy w UE, ma jeden przywilej - może decydować o porządku obrad poszczególnych posiedzeń. Dlatego jeśli Bukareszt zdecydowałby, że nie chce na razie organizować wysłuchań, czy dyskusji dotyczących praworządności w Polsce, sprawa mogłaby zniknąć na najbliższe kilka miesięcy.

 

"Rumunia sama nie decyduję o tym, by coś umieścić w porządku obrad"

 

Takiej decyzji jednak nie ma. - Rumunia sama nie decyduję o tym, by coś umieścić w porządku obrad. Rumunia nie jest przeciwko temu, żeby coś umieścić na agendzie, ale to leży w gestii większości państw członkowskich - powiedział szef dyplomacji tego kraju.

 

Podobne podejście stosowali Austriacy, którzy sprawowali prezydencję w drugiej połowie 2018 roku. W czasie ich przewodnictwa sprawa praworządności w Polsce stawała na każdym posiedzeniu Rady ds. Ogólnych. W przypadku Rumunii tak nie będzie, bo na pierwszym tegorocznym spotkaniu ministrów ds. europejskich nie było punktu dotyczącego art. 7.

 

- W styczniu nie było na to czasu z praktycznego punktu widzenia - powiedział pragnący zachować anonimowość rumuński dyplomata. - Nie możemy wykluczyć dyskusji w lutym.

 

To jednak będzie zależało od tego, czy któryś z krajów członkowskich lub Komisja Europejska zawnioskuje o kolejne wysłuchanie lub dodanie punktu informacyjnego do porządku obrad.

 

- Wszystko zależy od krajów członkowskich. My będziemy próbować mieć bardzo zrównoważone podejście, biorąc pod uwagę różne stanowiska. Jeśli będzie większość oczywiście będziemy zobligowani, żeby dodać to do porządku obrad. Jeśli jej nie będzie nie będziemy tego robić - oświadczył minister Melescanu.

 

Sprawa nie jest przesądzona, bo grupa państw dążących do naciskania na Polskę jest dość ograniczona. Do tej pory kilku krajom z tzw. starej Europy z Niemcami, Holandią i Francją na czele udawało się jednak przekonać większość do organizowania kolejnych wysłuchań, czy dyskusji w sprawie praworządności. Zwykle przeciw były Węgry, określając to nawet "urządzaniem polowania na czarownice", a reszta pozostawała neutralna w tej sprawie.

 

Rumunia, która sama jest krytykowana przez Komisję Europejską za wprowadzane na swoim podwórku zmiany dotyczące sądownictwa, czy niedostateczną walkę z korupcją (lub wręcz jej zaniechanie wobec polityków rządzącej partii) zapewnia, że praworządność leży jej na sercu.

 

- Rumunia to jeden z krajów bardzo zainteresowanych promowaniem praworządności. (...) Nasz kraj dokonuje wielu wysiłków w walce przeciwko korupcji. Nie chodzi o to, że ktoś nam każe to robić - to leży w interesie naszego społeczeństwa - przekonywał Melescanu.

 

Te zapewnienia jednak mocno kontrastują z rzeczywistością. Na początku lipca 2018 roku rządzący w Rumunii socjaldemokraci znowelizowali ustawę antykorupcyjną, co spotkało się z krytyką sędziów, prokuratorów, centroprawicowej opozycji oraz Rady Europy. Zdaniem przeciwników zmiany w prawie mają utrudnić ściganie polityków za korupcję, na czym najbardziej mógłby skorzystać lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej Liviu Dragnea.

 

Dragnea, który jest przewodniczącym Izby Deputowanych, nie mógł zostać premierem, ponieważ jest skazany prawomocnym wyrokiem za oszustwa, m.in. za bezprawne przywłaszczenie sobie funduszy unijnych. De facto jednak polityk ten kontroluje rząd Rumunii.

 

W ostatnim czasie Dragnea, odpowiadając na krytykę ze strony Brukseli, oskarżył UE o dyskryminowanie Rumunii i zapowiedział, że jego państwo "nie będzie dalej akceptowało bycia traktowanym jako kraj drugiej kategorii".

 

Według Transparency International Rumunia jest jednym z najbardziej skorumpowanych krajów w UE.

jm/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze