Dożywocie dla Dariusza P. za spalenie żony i czworga dzieci. Sąd oddalił kasację

Polska

Ostateczna jest już kara dożywocia dla Dariusza P. skazanego za podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci. W środę Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy skazanego. O warunkowe zwolnienie P. będzie mógł ubiegać się dopiero w 2049 roku. Będzie miał wówczas 77 lat.

Do pożaru domu jednorodzinnego doszło 10 maja 2013 r. tuż przed godz. 2 w nocy. Zginęła w nim żona i czworo dzieci P., ocalał jedynie najstarszy syn. Jak ustalili biegli nie było śladów włamania do domu, a powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Ogień pojawił się na piętrze, paliły się część schodów i szafa.
 
Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka P., a czteroletnia - w trakcie udzielania jej pomocy. Później  szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka pochowana jest w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju.
 
Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej.
 
"Klasyczny psychopata"
 

Podczas śledztwa okazało się, że nie był to pierwszy pożar w tym domu. Wcześniej ogień pojawił się od zwarcia instalacji elektrycznej. - Wówczas Dariusz P. uzyskał odszkodowanie od ubezpieczyciela, ok. 100 tys. zł - informowała Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

 
Mężczyzna nie przyznał się do podpalenia domu. Poddano go obserwacji psychiatrycznej. Wyniki okazały się dla niego miażdżące.

 

- Biegli stwierdzili, że jest klasycznym psychopatą, osobą zupełnie pozbawioną uczuć wyższych, nastawioną na realizowanie swoich celów, swoich przyjemności, kompletnie nieodczuwającą empatii. Wszystkie polisy ubezpieczeniowe miały opcję wypłaty podwójnej kwoty w sytuacji nieszczęśliwego wypadku, w przypadku pożaru - mówiła prokurator Spruś.

 
"Chciał uwolnić się od rodziny"
 
Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w grudniu 2016 r. przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek zdjętych z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, a obok przewodu położył martwą mysz. Nie miała ona jednak głowy, na co zwrócili uwagę biegli.
 
Sąd uznał, że P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Skazał P. na dożywocie.
 
Sąd Apelacyjny w Katowicach ustalenia te podtrzymał i również orzekł karę dożywocia. 
 
Kasację do Sądu Najwyższego wniósł obrońca Dariusza P. Wskazywał w niej m.in. na konieczność przeprowadzenia w sprawie dodatkowej opinii biegłych z zakresu pożarnictwa i zbadanie - jego zdaniem należycie nie rozważanej dotychczas - hipotezy pożaru w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej.
 
"Podpalenie nie budzi wątpliwości"
 
Jednak w środę Sąd Najwyższy kasację oddalił. Kara dożywocia się faktem.
 
- Nie można podzielić poglądu, że sąd apelacyjny ocenił zarzuty w sprawie w sposób dowolny i pobieżny - uzasadniła oddalenie kasacji sędzia SN Małgorzata Gierszon. Dodała, że już przy pierwszych oględzinach miejsca tragedii dokonanych jeszcze w dniu pożaru, przeprowadzający te oględziny specjaliści nie mieli wątpliwości, że doszło do podpalenia.
 
Na mocy prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach sprzed roku o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach, czyli w 2049 r. Będzie miał wtedy 77 lat.  
dro/ PAP, polsatnes.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze