Konwojowano Hossa na rozprawę z Warszawy do Poznania. Została odwołana z powodu protestu w sądzie

Polska
Konwojowano Hossa na rozprawę z Warszawy do Poznania. Została odwołana z powodu protestu w sądzie
Polsat News

Z powodu protestu pracowników sądowych, piątkowa rozprawa w procesie "króla mafii wnuczkowej" Arkadiusza Ł. ps. Hoss - została odwołana. Od poniedziałku w poznańskim sądzie okręgowym nie odbywa się ponad połowa z planowanych wokand.

W piątek poznański sąd okręgowy miał kontynuować proces Arkadiusza Ł. ps. Hoss, któremu śledczy zarzucają udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu w latach 2012-14 w sumie kilku milionów zł w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Mężczyzna miał wprowadzać obywateli innych państw w błąd co do tożsamości, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji. Na ławie oskarżonych "Hoss" zasiada razem ze swoim bratem Adamem P., który odpowiada z wolnej stopy.

 

Hoss był konwojowany na tę sprawę

 

Sędzia Karolina Siwierska poinformowała, że ze względu na nieobecność protokolanta, rozprawa musi zostać odwołana. Sąd planował w piątek przesłuchać troje biegłych i świadka.

 

Prokurator Marcin Szpond z Prokuratury Okręgowej w Warszawie nie chciał komentować powodów odwołania sprawy. Powiedział jedynie, że jeszcze w czwartek otrzymał informację, iż "nic nie wiadomo, żeby sprawa miała się nie odbyć" - i specjalnie na rozprawę przyjechał z Warszawy do Poznania.

 

Oskarżony Arkadiusz Ł. do poznańskiego sądu był konwojowany - również z Warszawy. Jego obrońca adw. Artur Tarnawski podkreślił, że konwojowanie oskarżonego na sprawę, której nie ma, to nie tylko marnowanie pieniędzy, ale i narażanie stanu zdrowia oskarżonego.

 

"Przyszliśmy na 2 minuty do sądu i tyle. Natomiast są to oczywiście olbrzymie koszty; transporty Poznań-Warszawa, Warszawa-Poznań, ale któż mógł się spodziewać takich rzeczy jeszcze tydzień temu" - powiedział.

 

Pytany, czy jako adwokat, prawnik, popiera protest pracowników sądowych odpowiedział, że "z tych informacji, które dochodzą, które nie są jakąś tajemnicą, jeśli chodzi o zarobki, to powiedzmy sobie szczerze - można rozumieć rozgoryczenie tych osób. Co do formy (protestu - red.), można się z nią zgadzać lub nie, ale uważam, że jeżeli te dane związane z zarobkami pracowników podawane w mediach są prawdziwe - to uważam, że są one zdecydowanie zbyt małe do ilości pracy, którą oni wykonują" - zaznaczył.

 

Masowe L4

 

Protest pracowników sądów, polegający m.in. na korzystaniu przez nich ze zwolnień lekarskich, trwa od poniedziałku. Protestujący domagają się wzrostu wynagrodzenia - akcja, według zapowiedzi ma potrwać dwa tygodnie.

 

"W środę w Sądzie Okręgowym w Poznaniu na 390 pracowników nie było 194 osób. (…) W sądach funkcjonalnych, podlegających SO w Poznaniu, nie ma większości pracowników. Natomiast np. we Wrześni na 28 pracowników nie ma 24 i tam od poniedziałku odwołane zostały wszystkie wokandy" - tłumaczyła PAP rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Poznaniu sędzia Joanna Ciesielska-Borowiec.

 

Jak dodała, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu w poniedziałek na 55 wokand odwołano 25, we wtorek na 51 odwołano 27, natomiast w środę odwołano 33 z 68 wokand.

 

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik powiedział we wtorek PAP, że rozmawiał z dyrektorami sądów wszystkich apelacji. "Na pewno protest nie ma charakteru masowego. Są apelacje, gdzie w ogóle nie ma żadnego protestu i są też apelacje, gdzie absencja chorobowa jest znacznie wyższa, ale nieprawdą jest, jakoby był sparaliżowany wymiar sprawiedliwości" - podkreślił. Ocenił też, że "tego rodzaju protest nie jest żadną drogą do rozwiązania problemu płacowego".

 

Ciesielska-Borowiec proszona o komentarz do słów wiceministra, podkreśliła: "ja mogę się odnosić tylko do liczb. Jeżeli nie ma połowy obsady, to trudno mówić, że to nie jest masowe. W sądzie okręgowym nie ma połowy pracowników, przy czym w wydziałach orzeczniczych nie ma 75 proc., albo i czasami 90 proc. W niektórych wydziałach byli np. sami kierownicy, nie było nikogo więcej" - dodała.

 

Sądy szukają protokolantów

 

Na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Poznaniu opublikowane zostały ogłoszenia o poszukiwaniu osób "zainteresowanych zawarciem umowy zlecenia do wykonywania czynności związanych z protokołowaniem na rozprawach sądowych".

 

W ogłoszeniu podkreślono, że "zlecenie byłoby wykonywane w sytuacji braków kadrowych po stronie sądu lub nagłych usprawiedliwionych nieobecności pracowników sądu odpowiedzialnych za wykonywanie czynności protokolanta sądowego". Proponowane wynagrodzenie brutto w Sądzie Okręgowym wynosi 15,50 zł za godzinę, zaś w Sądzie Rejonowym Poznań - Grunwald i Jeżyce - który także poszukuje pracowników - wynagrodzenie wynosi 16 zł za godzinę.

 

Sędziowie i pracownicy sądów są zbulwersowani perspektywą zatrudniania w charakterze protokolantów osób z zewnątrz. Jak wskazują, pracownicy sądu są wyszkoleni, mają doświadczenie. Dodają, że skoro są pieniądze na zatrudnianie pracowników na umowy zlecenia, to znaczy, że są środki na podwyżki.

 

Postulat wzrostu wynagrodzenia popierają poznańscy sędziowie. Poparcie dla postulatów płacowych wszystkich pracowników sądów powszechnych i administracyjnych wyrazili też we wspólnym oświadczeniu przedstawiciele stowarzyszeń sędziowskich: "Iustitia", "Themis", Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sądów Administracyjnych, Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce i Forum Współpracy Sędziów.

las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze