Pracownicy sądów rozpoczęli protest. Część z nich poszła na L4. Rozprawy "spadają" z wokand

Polska

W sądzie okręgowym we Wrocławiu do pracy nie przyszła ponad połowa pracowników administracyjnych, w Poznaniu - 90 proc. Problemy z powodu nieobecności administracji miało wiele sądów w kraju, w kilku z wokand zdjęto wszystkie rozprawy. Rozpoczął się protest pracowników sądów, którzy domagają się podwyżek. Wzorem policjantów biorą zwolnienia lekarskie, a protestować mają do 21 grudnia.

- Takie osoby odpowiadają dyscyplinarnie za wiele czynności, które podejmują. Praca jest bardzo trudna nie tylko ze względu na stres, ale też jej ilość. Większość urzędników jest przemęczona, są zdeterminowani ze względu na swoje zarobki - mówi Polsat News Sylwia Jastrzębska, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego we Wrocławiu.  

 

Jak dodaje, wynagrodzenie sekretarza sądowego z 30-letnim stażem wynosi 3100 zł brutto. - To tylko 400 zł różnicy w wynagrodzeniu dla nowego pracownika - wyjaśnia.  

 

Związki zawodowe w wymiarze sprawiedliwości przekonują, że nie popierają tej formy protestu, a pracownicy sami zwołują się na forach  w internecie. Postulaty płacowe administracji popierają stowarzyszenia sędziów; argumentując, że płace są niezmienione od 2011 r., a waloryzacja w 2010 r. była symboliczna. 

 

Protest pracowników olsztyńskiego Sądu Rejonowego rozpoczął się w południe i trwał kwadrans. Z budynku na schody prowadzące do gmachu sądu wyszli wszyscy pracownicy sądowych sekretariatów i biur - w sumie ponad sto osób. Byli to protokolanci, pracownicy kancelarii i sekretariatów oraz biura podawczego.

 

Rzecznik prasowy olsztyńskiego Sądu Okręgowego sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski poinformował, że protest nie wpłynął na pracę sądu.

 

- Pracownicy wykorzystali przysługującą im 15-minutową przerwę w pracy. Oficjalnie jako pracodawcy nie byliśmy nawet o tym proteście poinformowani - powiedział sędzia Dąbrowski-Żegalski.

 

Jak podał, ani w Olsztynie, ani w okręgu olsztyńskim żaden z pracowników sądów nie poszedł na zwolnienie lekarskie.

 

Z kolei rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie sędzia Tomasz Mucha poinformował, że sędziowie okręgu rzeszowskiego w pełni identyfikują się i popierają postulaty płacowe pracowników sądowych.

 

Z informacji przekazanych przez sądy rejonowe w okręgu rzeszowskim największa absencja pracowników jest w największej jednostce sądowej w okręgu - Sądzie Rejonowym w Rzeszowie, w którym w poniedziałek do pracy nie przyszło 133 urzędników.

 

W związku z tym konieczne było odwołanie części rozpraw. Według wiceprezes rzeszowskiego sądu rejonowego sędzi Alicji Kuroń, sąd w miarę możliwości zapewnia obsługę najbardziej pilnych spraw.

 

Według poznańskiego wydania "Gazety Wyborczej" - 80 proc. pracowników sekretariatów wydziałów Sądu Okręgowego w Poznaniu nie przyszło w poniedziałek do pracy. Zaplanowane rozprawy zostały odwołane.

 

"Popieramy protest pracowników" - napisali sędziowie na kartkach wywieszonych na korytarzach.

 

Przykład dali policjanci

 

- Doszliśmy do sytuacji, że na miejsca zwalnianych nie ma chętnych. Jest to praca wymagająca. Nie możne tu przyjść ktoś pierwszy lepszy. Zarobki są na tym poziomie, że początkujący pracownik zarobi więcej w supermarkecie - mówi Polsat News Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy stowarzyszenia sędziów Polskich "Iustitia".

 

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik przekonuje, że protest nie ma charakteru powszechnego.

 

- Są takie apelacje w Polsce - gdańska, katowicka czy warszawska, gdzie w niektórych sądach odnotowano zwiększoną liczbę zwolnień lekarskich pracowników. Natomiast generalnie sądy funkcjonują w sposób niezakłócony - powiedział. 

maw/dro/ Polsat News/polsatnews.pl/PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze