Rzecznik rządu Francji ewakuowany z biura, gdzie wdarły się "żółte kamizelki"

Świat
Rzecznik rządu Francji ewakuowany z biura, gdzie wdarły się "żółte kamizelki"
Flickr.com/ Daniele Dalledonne

Rzecznik rządu Francji Benjamin Griveaux został w sobotę ewakuowany ze swego biura w Paryżu, gdy do budynku wdarli się na krótko członkowie ruchu "żółte kamizelki". W trwających w całym kraju protestach uczestniczyło tego dnia około 50 tys. osób.

- Były "żółte kamizelki", byli ludzie ubrani na czarno, (...) którzy wzięli z ulicy sprzęt budowlany i wyważyli drzwi ministerstwa (...), a także zniszczyli dwa samochody - powiedział cytowany przez AFP Griveaux. Potępił ten akt agresji, określając go jako "nie do zaakceptowania".

 

- Mam nadzieję, że monitoring pozwoli na zidentyfikowanie i pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców oraz że zostaną oni bardzo, bardzo surowo ukarani - oświadczył Griveaux.

 

W całej Francji ósmą sobotę z rzędu trwały protesty członków ruchu "żółte kamizelki" przeciw rosnącym kosztom utrzymania. Jak poinformował minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, w manifestacjach brało udział ogółem 50 tys. ludzi - znacznie więcej niż tydzień temu, gdy było ich 32 tys.

 

Według AFP ósma sobota demonstracji miała być "testem" dla "żółtych kamizelek", gdyż w ostatnich tygodniach ruch nieco słabł.

 

Minister Castaner, ogłaszając liczbę protestujących, podkreślił, że 50 tys. ludzi nie jest "liczbą reprezentatywną" dla całego kraju. "To niewiele więcej niż jedna osoba z każdej gminy we Francji" - dodał.

 

Wcześniej w sobotę w Paryżu w pobliżu merostwa zakapturzeni manifestanci zaczęli rzucać butelkami i kamieniami w policjantów, którzy odpowiedzieli gazem łzawiącym. Policja ponownie użyła gazu, gdy około 40 minut później część protestujących usiłowała przejść przez most, zmieniając planowaną wcześniej trasę marszu spod merostwa do budynku Zgromadzenia Narodowego, niższej izby parlamentu.

 

Manifestacje odbywały się m.in. także w Rouen, Marsylii, Tuluzie, Lyonie, Bordeaux czy Montpellier, gdzie według najnowszych informacji również doszło do starć z policją - zatrzymano pięć osób, a siedem odniosło lekkie obrażenia.

 

"Żółte kamizelki" demonstrują od połowy listopada i oprócz rezygnacji z planowanej podwyżki podatków od paliwa, z której rząd już się wycofał, domagają się podniesienia płac, emerytur czy zasiłków dla bezrobotnych. Zgłaszają też żądania polityczne, w tym dymisji prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

 

Odwołany festiwal muzyczny

 

W sobotę i niedzielę w Paryżu miał się odbyć pierwszy festiwal INASOUND, ale z powodu obaw, że w mieście dojdzie ponownie do gwałtownych protestów i zamieszek impreza została odłożona na "wiosnę 2019" roku - poinformował Narodowy Instytut Audiowizualny (Ina).

 

- Napięcia w kraju i incydenty, do których doszło w samym sercu stolicy nie pozwalają obecnie" na zorganizowanie koncertów - głosi komunikat Ina.

 

Z kolei były minister minister stanu i ekologii Nicolas Hulot powiedział, że sobota "to nie jest dobry moment" na organizowanie w Paryżu marszu na rzecz środowiska, ponieważ "grozi to dodatkową konfrontacją"; marsze takie mają się odbyć w 120 miastach Francji.

 

Wcześniej we wtorek minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner zaapelował do uczestników ruchu "żółtych kamizelek", by przerwali protesty i nie organizowali manifestacji w Paryżu w najbliższą sobotę. Zapowiedział jednak, że zmobilizowane zostaną "dodatkowe siły" porządkowe.

 

We Francji trwają zapoczątkowane 17 listopada protesty oddolnego ruchu "żółtych kamizelek", który sprzeciwia się m.in. podwyżkom akcyzy na paliwa i wzrastającym kosztom utrzymania. Dochodzi do blokad dróg czy składów paliwa.

las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze