W części obwodów Ukrainy oficjalnie zaczął obowiązywać stan wojenny

Świat
W części obwodów Ukrainy oficjalnie zaczął obowiązywać stan wojenny
PAP/EPA/MYKOLA LAZARENKO / POOL

Na Ukrainie zaczął oficjalnie obowiązywać w środę po południu stan wojenny, wprowadzony po ataku Rosji na okręty ukraińskiej marynarki wojennej. Decyzje w tej sprawie weszły w życie po opublikowaniu w prasie dekretu prezydenckiego i ustawy o stanie wojennym. - Stan wojenny minie i się skończy. Nie mam zamiaru go przedłużać - zapewnił prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Dokumenty te ukazały się w gazecie parlamentarnej "Hołos Ukrainy". Stan wojenny nie dotyczy całego terytorium kraju. Ogłoszono go w dziesięciu obwodach, położonych wzdłuż granicy z Rosją, na odcinku granicy z separatystycznym Naddniestrzem w Mołdawii oraz w obwodach nad Morzem Czarnym i Azowskim.

 

Stan wojenny ma trwać do 26 grudnia. Prezydent Petro Poroszenko zapowiedział, że regulacje przewidziane ustawą o stanie wojennym w części ograniczenia praw i swobód obywatelskich nie zostaną wprowadzone dopóki na Ukrainie nie dojdzie do otwartej inwazji Rosji.

 

W środę Poroszenko oświadczył także, że stan wojenny nie będzie przedłużany. - Stan wojenny minie i się skończy. Nie mam zamiaru go przedłużać - zapewnił.

 

Początkowo proponowano 60 dni

 

Pierwotnie prezydencka Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony proponowała, by stan wojenny trwał 60 dni, jednak spotkało się to ze sprzeciwem części parlamentu. Wyrażano tam obawy, że tak długi okres poważnie ograniczy prawa obywatelskie, w tym prawo do zgromadzeń i demonstracji przed zaplanowanymi na marzec przyszłego roku wyborami prezydenckimi.

 

Choć Poroszenko nie ogłosił jeszcze, czy będzie ubiegał się w nich o reelekcję, niektórzy politycy i komentatorzy ostrzegali, że szef państwa może wykorzystać prawo stanu wojennego przeciwko ewentualnym kontrkandydatom, a nawet przełożyć termin wyborów prezydenckich.

W Radzie Najwyższej Ukrainy ustalono więc, że zostanie uchwalona rezolucja mówiąca o tym, że wybory odbędą się o czasie, czyli 31 marca przyszłego roku. Przyjęto ją w poniedziałek, tuż po głosowaniu nad zatwierdzeniem dekretu o stanie wojennym.

 

Ukraina ogłosiła stan wojenny po niedzielnym ataku rosyjskich służb granicznych, które ostrzelały trzy ukraińskie okręty w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej, łączącej Morze Czarne z Morzem Azowskim.

 

Rosja i Ukraina uważają Morze Azowskie za swoje terytorium wewnętrzne

 

Ukraińskie jednostki, które zmierzały do portu w Mariupolu nad Morzem Azowskim, chciały przepłynąć pod mostem nad cieśniną, jednak nie dostały na to pozwolenia. Według władz w Kijowie atak Rosjan nastąpił na wodach neutralnych. Ukraina wskazuje, że łączy ją z Rosją umowa z 2003 roku dotycząca Morza Azowskiego, na podstawie której oba państwa uważają Morze Azowskie i Cieśninę Kerczeńską za swoje terytorium wewnętrzne. Oba kraje mają tam też swobodę żeglugi.

 

W wyniku incydentu ranni zostali ukraińscy żołnierze. Dwa ukraińskie kutry i holownik zostały przejęte przez Rosjan. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Hrycak poinformował, że strona przeciwna użyła do ataku myśliwca Su-30, którego rakieta trafiła jedną z tych jednostek.

 

Poroszenko oświadczył w wywiadzie telewizyjnym we wtorek wieczorem, że wprowadzenie stanu wojennego to efekt realnej groźby inwazji Rosji na pełną skalę, o czym świadczy koncentracja jej wojsk u granic Ukrainy i na okupowanym Krymie.

 

Prezydent zapewnił, że podczas stanu wojennego nie dojdzie do ograniczenia praw obywatelskich. - Jeśli nie dojdzie do otwartej inwazji Rosji poza granicami operacji na wschodzie (przeciwko separatystom prorosyjskim w Donbasie) i bezprawnie zajętego Krymu, to - podkreślam i jest to moje zasadnicze stanowisko - żadnych ograniczeń praw i swobód konstytucyjnych nie będzie - oświadczył Poroszenko.

msl/ PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie