Protest "żółtych kamizelek" rozlewa się z Francji na Belgię

Świat
Protest "żółtych kamizelek" rozlewa się z Francji na Belgię
PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO

Protest tzw. żółtych kamizelek, czyli przedstawicieli uboższej części społeczeństwa sprzeciwiających się m.in. wysokim cenom paliwa, rozlewa się z Francji na Belgię. Blokowane są dojazdy do niektórych centrów handlowych i część dróg.

Akcje mogą mocno uprzykrzyć życie niektórym kierowcom, bo sieci handlowe w Belgii zaplanowały na "czarny piątek" wiele promocji, licząc na przyciągnięcie tłumów na zakupy.

 

Protesty "żółtych kamizelek" zaczęły się w ubiegłą sobotę we Francji. Oddolna akcja niezorganizowanych w żadnym związku czy partii politycznej ludzi polega głównie na blokowaniu dróg. Miejscami prowadziła do agresji - utarczek ze zniecierpliwionymi kierowcami czy służbami.

 

Podobnie sytuacja zaczyna wyglądać we francuskojęzycznej części Belgii, Walonii. Według publicznego nadawcy RTBF w czwartek w nocy "żółte kamizelki" chciały zablokować autostradę E19, ale ze względu na interwencję policji to im się nie udało. W południowo-zachodniej Belgii w pobliżu rafinerii Total w Feluy (znajduje się ona blisko autostrady E19) rozlokowano 350 policjantów.

 

"Próbowali oślepić pilota"

 

Dzień wcześniej protest, który odbywał się w tym samym miejscu, przemienił się w walki zamaskowanych demonstrantów z siłami policyjnymi. W ruch poszły kamienie i race, którymi atakowani byli nie tylko policjanci, ale też dziennikarze czy osoby chcące przejechać przez autostradę.

 

Śmigłowiec policyjny został zmuszony do odwrotu, gdy manifestanci próbowali oślepić pilota za pomocą lasera. Policja użyła armatek wodnych. Według lokalnych władz w zamieszkach tych wzięło udział około 400 zamaskowanych osób.

 

Do starć doszło też w czwartek w nocy okolicach walońskiego miasta Charleroi. Na jego przedmieściach znajduje się lotnisko, z którego korzystają pasażerowie tanich linii lotniczych. RTBF opisuje, jak agresywni demonstranci próbowali się dostać na tzw. małą obwodnicę tego miasta, grając w "kotka i myszkę z policją". Kilkukrotnie udawało im się wtargnąć na jezdnię, po czym byli przepędzani przez mundurowych. Na jezdnie wciągano odłamane z okolicznych drzew gałęzie, płyty chodnikowe czy kubły na śmieci.

 

"Interwencja policji" 

 

Policja musiała też interweniować, gdy niewielka grupa próbowała dostać się do środka jednej z zatrzymanych ciężarówek, by splądrować jej zawartość. Manifestantom udało się zatrzymać ruch na obwodnicy Charleroi na pół godziny. Akcja wygasła, gdy psy policyjne przepędziły część osób, a mundurowi otoczyli najbardziej krewkich z protestujących.

 

Nie wszędzie jednak akcje przebiegają w tak dramatyczny sposób. Od czwartkowego wieczoru pokojowo blokowany jest np. dojazd do supermarketu Cora w miejscowości La Louviere. Protest ma też utrudniać dojazd do centrów handlowych w Charleroi czy Tournai.

 

Według belgijskich mediów w piątek blokady, które spowalniają, ale nie umożliwiają jednak całkowicie ruchu, prowadzone są też w kilku miejscach na drogach.

 

Z obserwacji prowadzonych we Francji wynika, że "żółte kamizelki" wywodzą się głównie z niewielkich miast. To osoby z klas średnich, którym się niezbyt dobrze powodzi. Zdaniem profesora Francois Gemenne, który wypowiadał się w tej sprawie dla RTBF, podobnie jest w Belgii. "Ten ruch jest faktycznie ciekawy. To odpowiedź na prawdziwe cierpienie i prawdziwe ubóstwo" - ocenił.

maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze