Policja chce ukarania urzędniczki skarbówki za brak żarówki. Sąd już wszczął postępowanie

Polska
Policja chce ukarania urzędniczki skarbówki za brak żarówki. Sąd już wszczął postępowanie
Pixabay

Policja w Bartoszycach wysłała do Sądu Rejonowego wniosek o ukaranie urzędniczki, która do warsztatu samochodowego miała dojechać nienależycie wyposażonym samochodem. W aucie brakowało żarówki, a kontrolerkom ze skarbówki potrzebna ona była do prowokacji.

- W wyniku przeprowadzonego postępowania policjanci z Bartoszyc zadecydowali o skierowaniu wniosku do sądu w Bartoszycach o ukaranie 32-latki za popełnione wykroczenie - poinformował w piątek Tomasz Markowski z Wydziału Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. 


- Wykroczenie miało polegać na prowadzeniu pojazdu nienależycie wyposażonego w wymagane urządzenie. W tym przypadku chodzi o brak żarówki. To sąd podejmie decyzję w tym zakresie - wyjaśnił Markowski.

 

Sąd wszczął już postępowanie w tej sprawie


Rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski-Żegalski poinformował w piątek, że Sąd Rejonowy w Bartoszycach wszczął już postępowanie w tej sprawie.


Policja przyznała, że to od anonimowego zgłaszającego otrzymała informację, że do warsztatu samochodowego w Sędławkach urzędniczka skarbówki miała dojechać autem z brakującą żarówką. Brak żarówki stał się potem pretekstem do przeprowadzenie kontroli w warsztacie.


Wniosek policji o ukaranie urzędniczki z Urzędu Skarbowego w Bartoszycach to druga strona głośnego na cały kraj postępowania w sprawie niefiskalnej żarówki.

 

Kontrowersyjna prowokacja urzędniczek


Sprawa stała się głośna po tym, jak naczelnik Urzędu Skarbowego w Bartoszycach domagała się ukarania 600-złotowym mandatem mechanika, który wymienił żarówkę w aucie, nie wydając paragonu fiskalnego. O wymianę żarówki w samochodzie poprosiły, nie przedstawiając się wcześniej, pracownice skarbówki.


Twierdziły, że za wymianę żarówki dały mechanikowi 10 złotych. Mechanik zamontował własną żarówkę, ponieważ warsztat nie miał sklepu z częściami zamiennymi. Kasa fiskalna w zakładzie była już zamknięta.


Ponieważ mechanik nie przyjął 500-złotowego mandatu, którym go chciały ukarać urzędniczki ze skarbówki, sprawa trafiła do sądu, gdzie postępowanie w tej sprawie trwało rok. Sąd I instancji dwukrotnie uznał mechanika za winnego zarzucanego mu czynu, ale odstąpił od wymierzenia kary. Naczelniczka Urzędu Skarbowego w Bartoszycach nie godziła się z takim rozstrzygnięciem i wnosiła apelację, domagając się ukarania mechanika 600-złotowym mandatem.

 

"Zmniejszenie zaufania przedsiębiorców do administracji publicznej"


Kiedy sprawa stała się głośna w całej Polsce, naczelniczka wycofała apelację, a Sąd Okręgowym w Olsztynie pozostawił sprawę bez rozstrzygnięcia. Tym samym uprawomocnił się wyrok uznający mechanika winnym bez wymierzenia kary finansowej. Jak ocenił sąd, na częściowe zrozumienie może zasługiwać postępowanie obwinionego - chęć udzielenia pewnej formy pomocy dwóm podróżującym kobietom za symboliczną kwotę 10 zł (w tym z uwzględnieniem ceny samej żarówki), przy czym należy mieć na uwadze, że usługa taka w serwisie kosztuje znacznie drożej.


O ukaranie naczelniczki Urzędu Skarbowego w Bartoszycach wniósł także rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz. Zapowiadał wysłanie wniosku do Izby Administracji Skarbowej w Olsztynie. W opinii rzecznika MŚP, urząd skarbowy, "zastawiając pułapkę, wykorzystał odruch pomocy znajdującym się w potrzebie ludziom, co drastycznie przyczyniło się do zmniejszenia zaufania przedsiębiorców do administracji publicznej" - ocenił Abramowicz, który stwierdził naruszenie praw przedsiębiorcy przez organ państwowy.

grz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze