Francja: prezydent Trump złożył hołd poległym amerykańskim żołnierzom

Świat
Francja: prezydent Trump złożył hołd poległym amerykańskim żołnierzom
PAP/EPA/CHRISTIAN HARTMANN / POOL

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump udał się w niedzielę na amerykański cmentarz wojskowy w podparyskim Suresnes, gdzie złożył hołd amerykańskim żołnierzom, którzy polegli, walcząc w pierwszej wojnie światowej.

- Zebraliśmy się razem w tym uświęconym miejscu spoczynku, by złożyć hołd dzielnym Amerykanom, którzy wydali ostatnie tchnienie w tej groźnej walce - powiedział Trump na cmentarzu, gdzie pochowanych jest ponad 1,5 tys. amerykańskich żołnierzy.

 

- Naszym obowiązkiem jest ochrona cywilizacji, której bronili oraz ochrona pokoju, który chcieli zapewnić, tak szlachetnie oddając życie przed stu laty - dodał Trump, przemawiając na cmentarzu Suresnes.

 

Odwołał wizytę na innym cmentarzu

 

Agencja AFP podkreśla, że prezydent przemawiał w deszczu, co jest tym bardziej znaczące, że nastąpiło dzień po odwołaniu przez Trumpa podróży na inny amerykański cmentarz wojskowy, leżący w lesie Belleau, około 100 km od Paryża. Biały Dom tłumaczył tę decyzję złą pogodą i niemożnością udania się na miejsce śmigłowcem, co wzbudziło szeroką krytykę. W zamian za prezydenta do lasu Belleau pojechała w sobotę delegacja pod kierownictwem szefa kancelarii Trumpa Johna Kelly'ego.

 

Wizyta w Suresnes była ostatnim punktem programu Trumpa w ramach paryskich obchodów setnej rocznicy zakończenia pierwszej wojny światowej. Prezydent udał się stamtąd bezpośrednio na lotnisko, z którego ma wylecieć w podróż powrotną do Waszyngtonu.

 

Spóźnieni Trumpowie

 

Wcześniej w niedzielę amerykański prezydent, wraz kilkudziesięcioma szefami innych państw i rządów, wziął udział w odbywających się pod paryskim Łukiem Triumfalnym obchodach. Agencja Associated Press zwróciła uwagę, że prezydent i pierwsza dama USA Melania Trump nie przybyli na miejsce z przywódcami innych państw, z których większość udała się wcześniej do Pałacu Elizejskiego i przyjechała stamtąd razem. Amerykańska para prezydencka przybyła na miejsce parę minut spóźniona, przez co nie zdążyła dokładnie na godz. 11 - gdy rozbrzmiały dzwony bijące w godzinie, w której dokładnie sto lat wcześniej weszło w życie zawieszenie broni.

 

Biały Dom wyjaśniał, że przyczyną osobnego przyjazdu prezydenta były kwestie bezpieczeństwa.

 

Osobno pod Łuk Triumfalny przybył również prezydent Rosji Władimir Putin - zauważa Associated Press.

las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze