Gronkiewicz-Waltz zakazała Marszu Niepodległości w Warszawie

Polska

- Warszawa już się wycierpiała przez agresywny nacjonalizm. Nie tak powinno wyglądać świętowanie stulecia odzyskania niepodległości - tłumaczyła decyzję prezydent Warszawy. - Marsz i tak się odbędzie, niezależnie od tego, co twierdzi Hanna Gronkiewicz-Waltz - zapowiedział jeden z organizatorów pochodu Mateusz Marzoch. Jego zdaniem, decyzja prezydent Warszawy to oznaka "buty i arogancji".

Prezydent Warszawy, uzasadniając decyzję, wskazała m.in. na to, że rezolucja Parlamentu Europejskiego z października br. w sprawie wzrostu liczby neofaszystowskich aktów przemocy wzywa państwa członkowskie do podjęcia kroków przeciwko mowie nienawiści i przemocy.

 

"Nie tak powinno wyglądać stulecie niepodległości"

 

- Dwukrotnie pisałam do ministra (sprawiedliwości Zbigniewa) Ziobry w sprawie delegalizacji ONR (Obóz Narodowo-Radykalny), a wiemy, że przewodniczący marszu jest osobą, która pełni funkcję w pruszkowskim ONR. On zresztą podpisał się pod wnioskiem do wojewody o zorganizowanie tego marszu. Uważam z całą odpowiedzialnością, że nie tak powinno wyglądać stulecie odzyskania niepodległości przez polskie państwo, stąd moja decyzja o zakazie marszu - oświadczyła prezydent stolicy na konferencji prasowej w środę.

 

Dodała, że konsultowała tę decyzję z prezydentem-elektem stolicy Rafałem Trzaskowskim.

 

- W czerwcu skierowałam pismo do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego ws. wspólnego zabezpieczenia 11 listopada; pismo to zostało kompletnie zignorowane - powiedziała Gronkiewicz-Waltz. - Po pierwsze bezpieczeństwo. Przy obecnych kłopotach policji trudno uwierzyć, że uda się je zapewnić 11 listopada - argumentowała.

 

Organizatorzy idą do sądu

 

- Marsz Niepodległości i tak się odbędzie, niezależnie od tego, co twierdzi prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz - powiedział w odniesieniu do decyzji stołecznego ratusza Mateusz Marzoch, wiceprezes stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Jego zdaniem "działania prezydent są karygodne, haniebne, a także pokazują jej butę i arogancję względem 100 tys. Polaków, którzy zadeklarowali udział w marszu".

 

W związku z tym zapowiedział też, że Stowarzyszenie Marsz Niepodległości odwoła się do sądu od tej decyzji. - Na pewno decyzja sądu zapadnie przed zgromadzeniem. Wierzymy, że wolność zgromadzeń zostanie zachowana i uznana przez sąd, a marsz odbędzie się zgodnie z prawem - podkreślił.

 

Zaznaczył też, że organizatorzy nie zawieszają przygotowań. - Jako szef Straży Marszu Niepodległości zapewniam, że będziemy zabezpieczać wszystkich uczestników, którzy przyjadą na marsz do stolicy 11 listopada - zadeklarował Marzoch. 

 

"Narusza konstytucyjne prawo do wolności zgromadzeń"

 

- Uważam, że to bardzo zła decyzja – w ten sposób na antenie Polsat News decyzję Hanny Gronkiewicz Waltz skomentował Marcin Celiński z Liberte.

 

Według niego "nie można ze względu na domniemanie, że w trakcie marszu może zdarzyć się cokolwiek złego, naruszać konstytucyjne prawo do wolności zgromadzeń, wolności demonstrowania własnych poglądów".

 

- Doświadczenia marszy poprzednich lat mogą skłonić do tego, żeby służby porządkowe były przygotowane, że marsz może być niebezpieczny, może na nim dochodzić do naruszania porządku i że trzeba będzie go rozwiązać przysłowiowe „pięć minut po rozpoczęciu”, ale działanie prewencyjne jest bardzo niewłaściwe - tłumaczył.

 

- Nie może być tak, żeby urzędnik w postaci prezydenta miasta, który jest z nadania politycznego i siłą rzeczy posiada pewne poglądy, stawiał siebie w roli kogoś, kto może decydować jakie poglądy można demonstrować, a jakie nie. O tym decyduje prawo i dokąd ono nie jest naruszone, nie powinniśmy w to ingerować - dodał.

 

 

Winnicki: w niedzielę o 14 ruszy wielki Marsz Niepodległości

 

Krótko po oświadczeniu Hanny Gronkiewicz Waltz w Sejmie wystąpił Robert Winnicki, poseł niezrzeszony, prezes Ruchu Narodowego, który oświadczył, że to, co zrobiła "to skandal na 100-lecie niepodległości".

 

- To, co zrobiła dzisiaj Hanna Gronkiewicz-Waltz, to jest zamach na podstawowe prawa obywatelskie, to jest liberalny zamordyzm, który mówi, że jeśli nie jesteś zwolennikiem naszej prounijnej, tęczowej, lewicowo-liberalnej grupy, to pozbawimy cię najbardziej nawet elementarnych praw - powiedział z mównicy Sejmowej Winnicki.

 

- W najbliższą niedzielę o godzinie 14 z Ronda Dmowskiego [w Warszawie -red.] ruszy wielki, uroczysty Marsz Niepodległości na 100-lecie niepodległości pod hasłem "Bóg, Honor, Ojczyzna"! Dokładnie tak! Wbrew zamordystycznym zakusom euroliberałów, w Polsce, w której trzeba niestety 100 lat po odzyskaniu niepodległości walczyć o podstawowe prawa obywatelskie - dodał.

 

Zapowiedział także, że organizatorzy spodziewają się "setek tysięcy ludzi", "od środowisk narodowych, przez katolickie, patriotyczne, po Solidarność". Jego zdaniem, 11 listopada będzie "morze biało-czerwonych flag". - I to pomimo tego, że dzisiaj różne agentury są temu przeciwne - stwierdził Winnicki.

 

- To są wspólne wartości! To jest hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna" i bardzo dobrze, że jest na paszportach - dodał Winnicki.

 

 

Zaskoczona policja

  

Decyzja prezydent Warszawy zaskoczyła również policję. - Nie było żadnych rozmów ze strony prezydent miasta stołecznego Warszawy z KSP odnośnie zakazania Marszu Niepodległości. Nie było żadnych pytań odnośnie możliwości zabezpieczenia z naszej strony. Informacja jest dla nas ogromnym zaskoczeniem - powiedział w środę rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak.

 

- Pytanie, jaki skutek może przynieść dana decyzja na kilka dni przed marszem. Niestety, odpowiedzi, które przychodzą nam do głowy, niosą wiele obaw - dodał.

 

W uzasadnieniu decyzji o zakazie organizacje Marszu Niepodległości prezydent Warszawy wskazała m.in. obawy dotyczące "masowej absencji chorobowej wielu funkcjonariuszy policji i ich powszechnie znana deklaracja udania się w dniu 11 listopada na kolejne zwolnienia lekarskie".

 

Marczak, odnosząc się do tej informacji, podkreślił, że prezydent Warszawy nie kontaktowała się z KSP na temat zwolnień policjantów oraz planowanych działań. - Informacja ta, która znalazła się w części zakazu wydanego przez prezydent Warszawy stanowi w mojej ocenie jedynie próbę wciągnięcia policji w grę, w której stanowi ona przedmiot usprawiedliwiający zaskakującą dla nas decyzję - podkreślił rzecznik KSP.

 

 

"My chcemy Boga"

 

Tegoroczny Marsz Niepodległości zaplanowany był na niedzielę i miał odbyć się pod hasłem "Bóg, Honor, Ojczyzna". Uczestnicy mieli się zebrać o godz. 14:00 przy rondzie Dmowskiego, a następnie przejść Alejami Jerozolimskimi, mostem Poniatowskiego, Wybrzeżem Szczecińskim i ul. Siwca na błonia Stadionu Narodowego. Demonstracja odbywała się co roku 11 listopada, począwszy od 2010 r.

 

W ubiegłorocznym Marszu Niepodległości, który przeszedł ulicami Warszawy 11 listopada pod hasłem "My chcemy Boga", według szacunków policji wzięło udział około 60 tys. osób. Wśród transparentów trzymanych przez uczestników marszu znalazły się takie, na których widniały hasła: "Wszyscy różni, wszyscy biali" czy "Europa tylko dla białych". W zeszłym roku media donosiły też o skandowaniu haseł "Sieg Heil", "Biała siła" czy "Żydzi won z Polski".

 

Sprzeciw wobec "tolerowania przez władze państwowe zachowań rasistowskich i ksenofobicznych" przyjęła Rada Warszawy. Stanowiska tego nie poparli radni PiS, którzy zapewniali, że władze państwowe nie tolerują takich zachowań.

 

Śledztwo dotyczące publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa i nawoływania do nienawiści na tle różnic rasowych, etnicznych i wyznaniowych podczas marszu prowadzi warszawska prokuratura okręgowa. 

zdr/ml/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze