Bezdomni z Ursusa kończą budowę jachtu. Ruszą nim w rejs dookoła świata

Polska

Bezdomni z Ursusa są coraz bliżej spełnienia marzeń o rejsie dookoła świata. Sami budują łódź, którą zamierzają wypłynąć w morze i pokazać, że przy odpowiedniej determinacji nie ma rzeczy niemożliwych. To samo chce udowodnić reprezentacja bezdomnych w piłce nożnej, która zakwalifikowała się na Mundial w Meksyku.

Bezdomni piłkarze zakwalifikowali się do finałów Mistrzostw Świata Bezdomnych w Meksyku. - To nie jest tak, że poszliśmy, o, ty, ty i ty grasz dobrze w piłkę, więc jedziesz. Nie, to są chłopcy, którzy w ośrodkach wykonali bardzo dużą pracę nad sobą - wyjaśnia Maciej Gudra, prezes Stowarzyszenia Reprezentacja Polskich Bezdomnych.


Bezdomni pokonali własne słabości, głównie uzależnienia. - Człowiek, jak pozbywa się całej tej złej przeszłości, musi wszystko odrzucić, przebudować wszystko na nowo, więc musi być zdeterminowany i w życiu, i na boisku - mówi trener reprezentacji bezdomnych Jacek Karczewski.


W drodze na Mundial została ostatnia przeszkoda: pieniądze. Reprezentanci Polski uzbierali już sporo, ale brakuje im jeszcze 12 tys. zł. Trwa internetowa zbiórka, turniej odbędzie się w dniach 12 - 18 listopada.

 

To nie fanaberia, tylko ważna część terapii

 

Sami piłkarze podkreślają, że ten wyjazd to nie fanaberia, tylko ważna część terapii. - Patrząc na to co było wcześniej, to jakby jest taka motywacja do życia - przekonuje Piotr Sobczak, jeden z zawodników.


Jedni ledwo wypłynęli na spokojniejsze życiowe wody, inni z własnej woli pchają się na środek wzburzonego oceanu. Bezdomni z podwarszawskiego Ursusa zakończyli właśnie najważniejszy etap budowy jachtu, którym zamierzają opłynąć świat. Budują go już od 11 lat.


- Jak podołaliśmy budowie 11-letniej, a będzie pewnie 12-letnia, to podołamy i dwuletniemu rejsowi - zapewnia przyszły kapitan  Waldemar Rzeźnicki.

 

"Taki rejs jeszcze bardziej mnie zahartuje" 


Większość przyszłej załogi pływała dotychczas najwyżej łódką wiosłową lub kajakiem. - Do odważnych świat należy. Tyle przeszedłem w życiu, że myślę, że taki rejs jeszcze bardziej mnie zahartuje - przekonuje jeden z przyszłych załogantów.


Wspólna żmudna praca pomogła im odzyskać wiarę w siebie i pokonać depresję. - Bo człowiek nie samym chlebem żyje i musi mieć coś w życiu, co powoduje, że mu się jeszcze chce - mówi Adrianna Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.


W najbliższym czasie jacht zostanie przetransportowany do stoczni, gdzie zyska wykończenie i niezbędny osprzęt. - Zostało we mnie zaszczepione... jakbym się zakochał w tym jachcie - stwierdził budowniczy jachtu Sławomir Michalski.

 

Wodowanie w przyszłym roku w Gdańsku. 

grz/dro/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze