Wielki brat obserwuje. "Strefy cyberwojny" odc. 2

Technologie
Wielki brat obserwuje. "Strefy cyberwojny" odc. 2
pxhere.com

- Nie sprzedam panu biletu - powiedziała kasjerka głosem pełnym absolutnego znudzenia. - System nie pozwala. Panika. Do zakazu lotów już się przyzwyczaił, ale pociąg? Co się stało? Przecież zaczął wychodzić na prostą. Spłacał długi, nie udzielał się w internecie... Publikujemy drugi odcinek "Stref Cyberwojny", książki Agaty Kaźmierskiej i Wojciecha Brzezińskiego o konsekwencjach cyfryzacji świata.

- Nie sprzedam panu biletu - powiedziała kasjerka głosem pełnym absolutnego znudzenia: - System nie pozwala.

Panika. Do zakazu lotów już się przyzwyczaił, ale pociąg? Co się stało? Przecież zaczął wychodzić na prostą. Spłacał długi, nie udzielał się w Internecie, oddawał krew. W systemie przybywało mu punktów, zaczął mieć nadzieję, że za parę miesięcy uda mu się wysłać dzieciaka do lepszej szkoły. To musi być błąd.

 

Odpalił aplikację. Dźwięk na powitanie i napis:

 

„Twój status zaufania społecznego to C”

 

Jak to C? Był już przecież na „B”! Wszedł w zakładkę „Historia zaufania”:

 

Spłata rachunku w terminie: + 1 pkt.

Regularne zakupy dziecięcych przyborów szkolnych: + 2 pkt.

Oddanie krwi: +5 pkt.

Wolontariat w domu starców: + 10 pkt.

 

A to co?

 

„Podważanie zaufania społecznego w Internecie drugiego stopnia: - 20 pkt”

 

Trzy razy w ciągu dwóch dni? Przecież nie odpalał w ogóle żadnej społecznościówki, nawet usunął aplikację, żeby przypadkiem nie napisać znowu czegoś głupiego.

Chwila zastanowienia.

Cholera, skasował aplikację, ale nie usunął konta!

 

Logowanie. Ostatnie posty. Jest. Kuzyn stracił pracę i wyrzucił z siebie całą żółć. Co on sobie myślał? Post za postem o korporacji, kraju, Partii. Każdy bardziej jadowity od poprzedniego. Po trzecim zamilkł. Pewnie odcięli mu Internet. Za późno. Jego znajomi już oberwali odłamkami tego wybuchu. Kretyn nigdy nie potrafił siedzieć cicho! Po co go w ogóle dodawał go do znajomych?

Zostały dwie opcje. Albo miesiące mozolnego odkupywania cudzych win, litr krwi za litrem, albo… wyciągnął z kieszeni pomiętą wizytówkę.

 

„Masz problemy z zaufaniem? Zadzwoń, pomożemy”.

 

Reklama „załatwiacza zaufania”. Szemrana sprawa, ale co innego mógł zrobić? Skazać córkę na następny rok w podrzędnej szkole, godzinę drogi pociągiem od domu? Zagapił się i przeszedł na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Nic nie jechało, ale kamera na ścianie banku po drugiej stronie ulicy to wyłapała. Na koncie pojawiła się notka:

 

„Złamanie zasad zaufania na drodze: - 2 pkt.”

Nie, to nie jest fantastyka, a przynajmniej nie do końca. 30 chińskich miast, m.in. Szanghaj, Rongcheng czy Suining, zostało od 2014 r. objętych pilotażowymi programami systemu „kredytu społecznego”. W 2020 r. użytkownikami programu będą wszyscy obywatele Chińskiej Republiki Ludowej.  

 

System to coś w rodzaju gigantycznego programu lojalnościowego. Ma działać analogicznie do bankowej oceny wiarygodności kredytowej. O ile jednak bank interesuje się tylko tym, czy klient terminowo spłaca rachunki, państwo będzie się interesować wszystkim i podejmie próby uzyskania dostępu do danych, opisujących wszelkie dziedziny życia. Począwszy od tego, czy obywatel nie łamie prawa, aż po sposób, w jaki spędza popołudnia. Docelowo państwo będzie chciało monitorować historię zakupów, posty w mediach społecznościowych, czy łamanie przepisów na przejściach dla pieszych. Ważnym elementem systemu są kamery przemysłowe. Na początku 2018 r. było ich w Chinach 176 mln. Do 2020 ma być 600 mln. Wszystkie podłączone do systemu rozpoznawania twarzy. Będą w stanie śledzić i oceniać każdego przez całą dobę. W okulary zsynchronizowane z tym programem po raz pierwszy wyposażono pekińskich policjantów już podczas zjazdu Komunistycznej Partii Chin w październiku 2017 r.

 

System ma oceniać obywatela nie tylko na podstawie tego, co robi, ale również z kim się zadaje. Jeśli wśród jego znajomych znajdą się osoby o niskim poziomie „zaufania społecznego”, też będzie tracić punkty. I będzie to miało realne przełożenie na jego życie. Ludzie „łamiący zasady zaufania” nie dostaną kredytu, nie kupią domu, nie wynajmą pokoju w dobrym hotelu ani nie dostaną stolika w restauracji. Ich łącze internetowe zostanie spowolnione, w ekstremalnych przypadkach nie kupią nawet biletu na pociąg. Nie skorzystają nawet z aplikacji randkowej, bo to, czy profil w ogóle będzie się wyświetlał potencjalnym partnerom, też ma zależeć od tego, jak obywatelską postawę oceni algorytm. Dla osób z niską punktacją zamknięte będą drzwi do kariery w służbie publicznej czy mediach.

Fundamentem tego systemu jest 21-stronicowy dokument chińskiej Rady Państwa z 14 czerwca 2014 r., w którym zapisano:

 

„Jeśli zaufanie zostanie naruszone w jednym miejscu, restrykcje pojawiają się wszędzie [...] Należy zbudować mechanizmy zachęcające do dotrzymywania zaufania i karzące za łamanie zaufania. [...] Budownictwo, transport, handel, przemysł, inspekcje jakości, służby bezpieczeństwa i inne departamenty muszą rozwinąć »zieloną ścieżkę« mechanizmów zachęty, takich jak uproszczone procedury i preferencyjne traktowanie tych, którzy dotrzymują zaufania. Wzmocnić ograniczenia i kary dla łamiących zaufanie. Wprowadzić systemy czarnych list we wszystkich sektorach.”

 

Choć system ma ruszyć pełną parą w 2020 r., już dwa lata wcześniej zaczął wymierzać kary. 11 mln obywateli Chin nie może latać samolotami, a 4 mln nie kupi biletu na szybki pociąg. Dziennikarz Liu Hu dostał się na czarną listę po tym, jak sąd nakazał mu przeprosić mężczyznę, którego oskarżył o wymuszenia rozbójnicze. Kiedy Liu przeprosił, sędzia uznał, że przeprosiny były nieszczere i wrzucił go na listę osób „niegodnych zaufania”. „Nie mogę kupować nieruchomości, moje dzieci nie pójdą do prywatnej szkoły. Moje całe życie znalazło się pod kontrolą” - mówił w rozmowie z „Foreign Policy”.

Gnębienie dysydentów nie jest oczywiście zjawiskiem ani nowym, ani specyficznie chińskim. Nigdy jednak wcześniej żadne państwo policyjne nie miało narzędzi, by zaglądać w życie ludzi tak głęboko. Powstający w Chinach system to jednak znacznie więcej niż tylko proste narzędzie represji. To ma być sposób na przemodelowanie społeczeństwa, sposobu zachowania i myślenia obywateli na modłę miłą oku rządzących.

 

W listopadzie 2016 r. mieszkańcom Szanghaju udostępniono aplikację „Uczciwy Szanghaj”. „Chcemy stać się doskonałym globalnym miastem” - tłumaczył w rozmowie z radiem NPR Shao Zhiqing, zastępca dyrektora Komisji Gospodarki i Informatyzacji Szanghaju. „Chcemy, żeby dzięki tej aplikacji mieszkańcy nauczyli się, że za uczciwość spotka ich nagroda. To tchnie w społeczeństwo pozytywną energię”. Po podaniu odpowiednika numeru PESEL, aplikacja, korzystając z algorytmów rozpoznawania twarzy, przeszukuje bazy ponad stu miejskich instytucji, pobiera ponad 3 tys. danych i podaje punktację. Na razie system tylko nagradza. Dobry rating oznacza na przykład zniżki na bilety lotnicze. „Rząd nie jest wszechmocny” - dodaje Shao Zhiqing: „Żeby stworzyć kompleksową ocenę każdego obywatela, musimy korzystać z danych dostępnych na rynku, ze stowarzyszeń, prywatnych firm i mediów społecznościowych.”

 

W ramach przygotowań do wprowadzenia ogólnokrajowego systemu, rząd w Pekinie dał ośmiu firmom licencje na stworzenie odpowiednich technologii i algorytmów. Nie powinno dziwić, że owymi firmami są giganci chińskiego Internetu. Jedna z nich to China Rapid Finance, internetowa platforma udzielająca mikropożyczek, należąca do molocha Tencent. To chiński odpowiednik Facebooka, chociaż słowo „odpowiednik” nie jest chyba właściwe, bo Tencent pod pewnymi względami jest większy. Na przełomie marca i kwietnia 2018 r. był, po ostrym spadku, wyceniany na ponad 500 mld dol., podczas gdy amerykańska firma, odrabiając straty po skandalu z Cambridge Analytica, dobijała do 480 mld dol. Należący do Tencent komunikator WeChat w lutym 2018 r. miał ponad miliard aktywnych użytkowników.

 

***

 

Za tydzień, w sobotę 13 października, opublikujemy kolejny odcinek. Premiera "Stref cyberwojny" - 19 października.

 

Pierwszy odcinek książki dostępny jest tutaj.

 

Agata Kaźmierska, Wojciech Brzeziński    polsatnews.pl

dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze