Kandydat na sędziego SN USA oskarżony o molestowanie: "to dochodzenie jest hańbą narodową"

Świat
Kandydat na sędziego SN USA oskarżony o molestowanie: "to dochodzenie jest hańbą narodową"
EPA/ANDREW HARNIK / POOL

Brett Kavanaugh, nominowany na sędziego Sądu Najwyższego, sędzia federalny Sądu Apelacyjnego w okręgu stołecznym, nazwał "hańbą narodową" dochodzenie ws. molestowania seksualnego, jakiego miał się kiedyś dopuścić, podjęte przez senacką komisję sprawiedliwości. W emocjonalnym wystąpieniu przed członkami komisji w czwartek sędzia Kavanaugh skrytykował tryb zatwierdzania jego nominacji.

 

- Konstytucja powierza Senatowi ważną rolę w procesie zatwierdzania nominacji. Wy zastąpiliście tę polegającą na "doradzaniu i akceptowaniu" rolę, prześwietlaniem i niszczeniem  - powiedział.

 

Podczas czwartkowego posiedzenia, transmitowanego bezpośrednio przez wszystkie sieci telewizyjne o zasięgu ogólnokrajowym i Internet, Kavanaugh łamiącym się głosem dowodził, że zarzuty ws. molestowania seksualnego, jakie wysunęła przeciw niemu Christine Ford i związane z tym dochodzenie senackiej komisji wymiaru sprawiedliwości, jest czymś w rodzaju "politycznego zamachu na jego życie", który "całkowicie i na zawsze nadszarpnął jego dobre imię oraz reputację".

 

Tę nieposzlakowaną do tej pory opinię - przypomniał Kavanaugh - zawdzięcza on swej ponad 20-letniej służbie krajowi na kluczowych stanowiskach w sądownictwie federalnym, pracy w charakterze wykładowcy na renomowanych uczelniach takich, jak Uniwersytet w Yale czy Uniwersytet Harvarda i działalności filantropijnej.

 

Kavanaugh, który przedstawia siebie jako głęboko wierzącego katolika, zeznając pod przysięgą, kategorycznie i z oburzeniem odrzucił zarzuty Christine Ford, obecnie doktor psychologii i wykładowczyni na jednej z uczelni w Kalifornii, jakoby przed 36 laty, jako 17-latek napastował ją seksualnie.

 

Kończąc swą przemowę przed członkami senackiej komisji sprawiedliwości, sędzia Kavanaugh powołał się "na Najwyższego Boga jako świadka jego prawdomówności".

 

W niewinność Bretta Kavanaugha wierzy też prezydent Donald Trump, który po wystąpieniu sędziego przed senatorami napisał na Twitterze, że świadectwo, jakie dał Kavanaugh "było pełne mocy, uczciwe i skupiające na sobie uwagę".

 

- Sędzia Kavanaugh unaocznił Ameryce powody, dla których go nominowałem (...) Senat musi teraz zagłosować - zakończył swój wpis Trump, który jeszcze kilka dni temu miał się podobno zastanawiać czy nie wycofać się z poparcia dla sędziego.

 

O napastowaniu, jakie miał się dopuścić Kavanaugh Christine Ford poinformowała w poufnym liście do senator Dianne Feinstein, najwyższej rangą przedstawicielki Partii Demokratycznej w komisji wymiaru sprawiedliwości Senatu.

 

Atak podczas imprezy w 1982 roku

 

Następnie uczyniła to publicznie - w wywiadzie dla dziennika "The Washington Post" udzielonym 16 września, w którym oskarżyła Kavanaugha o to, że latem 1982 roku rzucił się na nią podczas imprezy w prywatnym domu pod Waszyngtonem, starając się zerwać z niej ubranie, a kiedy próbowała wołać o pomoc, zatkał jej dłonią usta. Ford twierdzi, że gdyby napastnik nie był tak bardzo pijany, jak był, zostałaby zgwałcona.

 

Psycholożka utrzymuje, że o incydencie nie wspominała aż do roku 2012, kiedy to po raz pierwszy opowiedziała o swojej traumie podczas terapii małżeńskiej.

 

Zarzuty dr Ford zostały ujawnione dwa dni po zakończeniu serii przesłuchań w senackiej komisji wymiaru sprawiedliwości. Wtedy też zapoznał się z nimi Brett Kavanaugh.

 

Dr Christine Ford, która zeznawała pod przysięgą podczas czwartkowego posiedzenia komisji podtrzymała je w całej rozciągłości.

 

Z powodu pogróżek, jakie zaczęła otrzymywać, dr Ford musiała zmienić miejsce zamieszkania i korzysta obecnie z ochrony agentów federalnych. Zapytana przez senatora Richarda Durbina, na ile jest pewna, że to Brett Kavanaugh molestował ją seksualnie 36 lat temu odpowiedziała bez wahania: "jestem pewna w stu procentach".

 

- Stoję tutaj przed wami, ponieważ uważam za swój obywatelski obowiązek, by opowiedzieć, co mi się przytrafiło, kiedy ja i Brett Kavanaugh byliśmy jeszcze w szkole średniej - powiedziała senatorom.

 

Kandydat na sędziego SN twierdzi, że zarzuty dr Fox oraz dwóch innych kobiet, które również w ostatnich daniach dniach oskarżyły go o podobne napaści, są całkowicie bezpodstawne. By to udowodnić, kandydat na jedno z najwyższych stanowisk w państwie przedstawił w czwartek członkom komisji swój kalendarzyk z 1982 r., z którego miałoby wynikać, że nie mógł być na prywatce, podczas której doszło do rzekomego molestowania, bo wyjechał z miasta.

 

Demokraci domagają się śledztwa FBI

 

Nieprzekonani argumentami Kavanaugha Demokraci zasiadający w Senackiej Komisji Sądownictwa, domagali się, by jego przeszłość została zbadana przez FBI. Kavanaugh wskazał w odpowiedzi, że był już prześwietlany przez FBI co najmniej sześciokrotnie.

 

Zdaniem senatora Lindsaya Graham czołowego członka komisji z Partii Republikańskiej, taktyka Demokratów w komisji sprowadza się do gry na zwłokę. Liczą oni - zaznaczył - że dzięki zablokowaniu nominacji uchodzącego za przeciwnika aborcji Kavanaugha, Partii Demokratycznej uda się zdobyć głosy kobiet w zbliżających się wyborach do Kongresu (6 listopada).

 

- To, co naprawdę chcecie zrobić, to zniszczyć życie tego człowieka, pozostawiając wakat w SN z nadzieją, że wygracie w 2020 r. i sami obsadzicie to stanowisko - powiedział senator, adresując swe słowa do Demokratów.

 

Zdaniem senatora Billa Cassidy'ego, Republikanina ze stanu Luizjana, do komisji wymiaru sprawiedliwości nad wydaniem rekomendacji dla całości Senatu jak głosować nad nominacją może dojść już w piątek rano, co pozwoliłoby na przeprowadzenia głosowania całego Senatu nad nominacją Kavanaugha już w sobotę.

 

Do zatwierdzenia nominacji na sędziego SN wystarcza zwykła większość głosów, a nie jak w przeszłości, przynajmniej 60 głosów "za", w stuosobowym Senacie. Partia Republikańska posiada teraz w Senacie przewagę dwóch głosów.

 

PAP

jm/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!