Zamiast pomóc filmowali dziecko w płonącym aucie. Mogą usłyszeć zarzuty

Polska
Zamiast pomóc filmowali dziecko w płonącym aucie. Mogą usłyszeć zarzuty
Policja Rybnik

Do Prokuratury Rejonowej w Rybniku wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez osoby, które filmowały płonące auto z 3-latkiem w środku - zamiast ratować dziecko nagrywali pożar telefonami komórkowymi. Z samochodu chłopca wyciągnął jego ojciec. Za zaniechanie udzielenia pomocy grozi do trzech lat więzienia.

16 sierpnia w Rybniku mężczyzna z 3-letnim synkiem podjechał przed sklep. Chłopca zostawił w aucie, sam poszedł po zakupy. Chwilę później samochód zaczął płonąć. Mężczyzna zdołał wrócić zanim pożar objął całe auto i wyciągnął synka.

 

Dziecko zabrał do szpitala śmigłowiec LPR. Trzylatek ma poparzenia 50 proc. powierzchni ciała. Do szpitala trafił też jego ojciec.

 

- Chłopiec jest śpiączce farmakologicznej. Jego stan jest ciężki, ale stabilny - powiedział polsatnews.pl rzecznik prasowy Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

 

"Poziom znieczulicy jest nie do przyjęcia"

 

Nagrania dokumentujące pożar pojawiły się w mediach społecznościowych. Pokazują, że żaden z gapiów nie próbował wydostać dziecka z płonącego auta. Zawiadomienie w tej sprawie zostało przesłane w wiadomości e-mail do Prokuratury Rejonowej w Rybniku.

 

- Prowadzimy czynności sprawdzające w tej sprawie - powiedziała nam prokurator Joanna Smorczewska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

 

 

"W mojej ocenie ten poziom znieczulicy jest nie do przyjęcia, a filmowanie palącego się dziecka celem umieszczenia filmu w internecie zamiast udzielenia mu pomocy - jest działaniem z niskich pobudek zasługujących na szczególne potępienie" - miał napisać mieszkaniec Gliwic, który wysłał zawiadomienie. Do treści maila dotarła "Gazeta Wyborcza". Jak dodał zawiadamiający, pragnie "ukarania wszystkich »yotuberów«" obecnych w miejscu zdarzenia".

 

"Wyłączone myślenie w sytuacjach kryzysowych"

 

- Zachowanie w sytuacji kryzysowej zależy od nas - od tego, czy nie sparaliżuje nas strach, czy włączymy myślenie. Musimy dokonać indywidualnej oceny sytuacji - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl rzecznik prasowy Komendata Głownego PSP, st. bryg. mgr Paweł Frątczak.

 

Jak dodał, "pożar samochodu rozwija się bardzo szybko", ale jeśli osoba postronna "zna budowę samochodu, wie jak otworzyć drzwi, wybić szybę, to powinna podjąć jakieś działanie".

 

- Według mnie powinni być karani wszyscy, którzy nie próbują pomóc, a jednocześnie dokumentują w jakikolwiek sposób taką sytuację - oświadczył Frątczak. Według niego, "w dzisiejszym społeczeństwie ludzie mają wyłączone myślenie w sytuacjach kryzysowych"

 

- Ludzie potrafią najpierw dzwonić do mediów, a dopiero później informować służby. Każdy myśli, że ktoś inny wezwie pomoc. Nierobienie niczego, stanie z boku to jest dla mnie kuriozum - podsumował.

 

polsatnews.pl, Gazeta Wyborcza

bas/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze