Wdowa po 59-latku zarzuca ratownikom "nieudolnie przeprowadzoną reanimację". Opublikowała nagrania

Polska
Wdowa po 59-latku zarzuca ratownikom "nieudolnie przeprowadzoną reanimację". Opublikowała nagrania
Polsat News
Zdjęcie ilustracyjne

- Szukam odpowiedzi na liczne, nasuwające się pytania - mówi w opublikowanym na YouTubie nagraniu wdowa po 59-latku, który zmarł na plaży w Sopocie. Mąż pani Haliny został wyciągnięty z wody i pomimo prawie godzinnej reanimacji zmarł. Według kobiety, ratownicy z WOPR "nieudolnie przeprowadzali akcję ratunkową". Prezes Sopockiego WOPR zaznacza, kobieta była agresywna i przeszkadzała w akcji.

Zdarzenie miało miejsce 22 lipca, na plaży w Sopocie w pobliżu wejść 38 i 39. Prezes Sopockiego WOPR Maciej Dziubich dodał, że plaża nie była strzeżona, a cała sytuacja rozegrała się "na granicy zakazu kąpieli".

 

"Poszedł się na chwilę schłodzić"

 

- Razem z mężem pojechaliśmy z Gdańska na plażę do Sopotu. Ok. godz. 15 mąż poszedł schłodzić się do wody. Kiedy był w wodzie, pokiwał mi ręką, ja zaczęłam pakować rzeczy - mówi pani Halina na opublikowanym w niedzielę nagraniu.

 

Jak dodaje kobieta, po ok. 10 minutach usłyszała, że jakiś mężczyzna się topi. Gdy zaczęła biec w stronę wody, zobaczyła, że jej mąż leży na wodzie, głową w dół i jest wyciągany na brzeg przez jednego z plażowiczów.

 

Podjęto akcję reanimacyjną - Ja przeprowadzałam wdechy, jakieś ręce robiły masaż serca - relacjonuje pani Halina.

 

Po krótkim czasie na miejsce przybiegli ratownicy, którzy przejęli akcję reanimacyjną. Według kobiety, resuscytacja nie była przeprowadzana poprawnie.

 

"Ośmiu ratowników i trzy zespoły pogotowia"

 

- W akcji brało udział ośmiu ratowników ze strony Sopockiego WOPR i trzy zespoły pogotowia ratunkowego - poinformował polsatnews.pl prezes Sopockiego WOPR. Jak dodał, "w akcji ratunkowej brali udział ratownicy, którzy posiadają stosowne uprawnienia". - W okresie letnim nie organizujemy żadnych kursów i szkoleń - dodał.

 

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prok. Grażyny Wawryniuk, poinformowała, że na plaży był również lekarz, który uczestniczył w akcji ratunkowej.

 

Pani Halina przyznała, że próbowała wtrącić się w akcję reanimacyjną. Według prezesa WOPR, "kobieta utrudniała prowadzenie działań ratowniczych, uszkadzając niektóre elementy sprzętu ratowniczego". Jeden ratownik w pewnym momencie złapał i przytrzymał kobietę, by - jak dodaje Dziubich - nie przeszkadzała w akcji reanimacyjnej.

 

Według relacji ratowników, pani Halina ugryzła trzymającego ją mężczyznę w rękę. Wtedy też miała zostać przewrócona na piasek. Zdaniem kobiety, jej kolano zostało uszkodzone, a ona sama była "w ciężkim szoku".

 

WOPR: nigdy nie spotkaliśmy się z takim zachowaniem

 

- Po jakimś czasie zadzwoniłam po syna, który powiedział, żebym zaczęła nagrywać akcję. To bardzo nie spodobało się ratownikom, którzy zadzwonili po policję - tłumaczy kobieta na filmie na YouTube.

 

Na nagraniu udostępnionym przez panią Halinę (UWAGA: DRASTYCZNE!) widać, jak ratownicy i świadkowie zdarzenia kilkukrotnie proszą ją, by nie utrudniała działań ratowniczych. Kobieta odpowiadała m.in., że "zna się na działaniach ratowniczych". Na filmie widać, że pani Halina biegała i krzyczała podczas podejmowanych działań.

 

"Z takim zachowaniem spotkaliśmy się pierwszy raz w ciągu 15-lecia istnienia Sopockiego WOPR" - poinformował Maciej Dziubich.

 

"Przetrzymywali mnie, wypytując o dane osobowe"

 

Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, zabrali kobietę z dala od ratowników.

 

- Policja przetrzymywała mnie 30 metrów od miejsca zdarzenia, wypytując mnie o dane osobowe. Nie wiedziałam, co dzieje się z moim mężem - dodaje kobieta. Żona 59-latka cały czas nagrywała interwencję funkcjonariuszy.

 

Po ok. 50 minutach akcji reanimacyjnej do policjantów i pani Haliny podszedł lekarz, który przekazał, że 59-latek zmarł.

 

Pani Halina opublikowała nagrania z akcji, bo jak sama mówi, chce "dowiedzieć się prawdy o zdarzeniu".

 

"Kobieta nie sprecyzowała, o kogo chodzi"

 

W rozmowie z polsatnews.pl prok. Grażyna Wawryniuk przyznała, że w sprawie śmierci mężczyzny jest prowadzone śledztwo. Jak dodała, jest to "standardowa procedura przy takich zdarzeniach".

 

Rzeczniczka dodała, że prokuratura czeka na wyniki sekcji zwłok 59-latka.

 

- Podczas składania zeznań żona 59-latka wskazała, że akcja reanimacyjna nie została prowadzona prawidłowo, ale nie sprecyzowała, o jakich konkretnych osobach mówi - powiedziała prok. Wawryniuk. W tej sprawie czynności ma podjąć Prokuratura Rejonowa w Sopocie.

 

Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Komendy Miejskiej Policji w Sopocie prosi o kontakt bezpośrednich świadków zdarzenia.

 

polsatnews.pl

bas/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze