"Trzeba być hipokrytą, by mówić, że nie chcemy pomagać". Ardanowski o odszkodowaniach dla rolników

Polska

Ruszyła bitwa o polską wieś. Rząd obiecuje szeroką pomoc rolnikom. Według PSL są to tylko puste słowa. - Trzeba być hipokrytą, żeby mówić, że my nie chcemy pomagać - przekonywał w programie "Wydarzenia i Opinie" minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

- Wszystko jest przygotowane, jest rozporządzenie Rady Ministrów, pieniądze czekają. Jest ich znacznie więcej niż w czasach kiedy za klęski żywiołowe odpowiadało PSL - powiedział w Polsat News Ardanowski, pytany o pomoc dla rolników dotkniętych suszą.

 

Minister przypomniał, że w 2015 roku, "kiedy susza dotknęła 99 procent kraju, a starty w wielu gospodarstwach były 100-procentowe, rząd zaproponował rolnikom 450 milionów zł pomocy, której wcale nie wypłacono".

 

"Muszę wstrzymywać rozpoczęcie wypłat"

 

- My dajemy ponad 800 milionów zł zarezerwowanych w budżecie, plus ulgi podatkowe, ulgi w KRUS-ie - poinformował minister rolnictwa. Zapewnił, że "jeśli będzie trzeba, to środki zostaną jeszcze zwiększone".

 

Prowadząca program Dorota Gawryluk zapytała, dlaczego pieniądze jeszcze nie trafiły do rolników. Ardanowski wskazał na przeciągające się procedury. - Dopóki nie ma zakończonego spływu protokołów (o wielkości start) z gmin do wojewodów, a do tej pory na 2300 gmin, rozliczyło się dopiero ok. 900 gmin, do tego czasu muszę wstrzymywać rozpoczęcie wypłat, a rolnicy rzeczywiście czekają - wyjaśnił Ardanowski.

 

- Nie wiem czy to jest jakaś zorganizowana akcja, żeby dodatkowo jeszcze rolników podburzać, czy też buntować, zakładam, że nie, ale proszę rolników, żeby upominali się u swoich wójtów, kiedy protokoły zostaną przekazane do wojewodów - dodał.

 

Minister zaznaczył, że krytykujący PiS lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zamiast apelować do rządu, powinien "zwrócić się z apelem do swoich, żeby szybciej pomagać".

  

- Przecież bardzo wielu wójtów i burmistrzów to są ludzie PSL-u. Wydaje mi się, że rozpoczęli kampanię wyborczą i chcą kosztem rolników próbować przyłożyć rządowi. Ja apeluję, żeby zakończyli proces szacowania strat i dali mi szansę na wypłacanie pieniędzy rolnikom - powiedział polityk.

 

"Może trzeba jedną wstęgę mniej przecinać w gminie"

 

Ardanowski przyznał, że dziwi go opieszałość w wypełnianiu protokołów. - Wydaje mi się, że nawet jeśli w gminie jest kilkaset wniosków od rolników, to przy normalnie funkcjonującym urzędzie, to chyba nie przekracza możliwości i zdolności, zaczynam się więc zastanawiać czy tu nie chodzi o jakieś inne rzeczy - dodał.

 

Polityk zwrócił również uwagę, że umorzenia kolejnych rat podatku rolnego, o które apelował ostatnio lider ludowców, "to nie jest pytanie do ministra rolnictwa, bo podatek rolny umarzają wójtowie i burmistrzowie".

 

Według niego gminy powinny to zrobić same, bez oglądania się na pomoc państwa. - Gminy mają dochody z wielu źródeł, państwo wspiera gminy, może trzeba jedną wstęgę mniej przecinać w gminie, a część środków przeznaczyć na umorzenie podatków dla tych najbardziej potrzebujących rolników. W tym roku zwrotu z Ministerstwa Finansów nie będzie - zaznaczył kategorycznie.

 

Minister był również pytany o chorobę afrykańskiego pomoru świń (ASF). Ogniska tej choroby stwierdzono w wielu państwach europejskich.

 

Ardanowski przypomniał, że pierwsze dwa ogniska choroby w Polsce wykryto w lutym 2014 roku. - Gdyby te dwa ogniska wtedy zlikwidować (...), wybić świnie i dziki w tym powiecie, wtedy choroby by nie było. Niestety wtedy takiej decyzji nie podjęto i choroba się roznosi - powiedział.

 

"Bez wybicia dzików ta choroba będzie w Polsce do końca świata"

 

Zaznaczył, że rząd cały czas pomaga rolnikom zmagającym się z tą chorobą w swoich hodowlach.  

 

- Do tej pory tym rolnikom, którzy likwidują produkcję, którzy maja w gospodarstwach chorobę, zostało wypłacone kilkaset milionów złotych w ramach odszkodowań - powiedział.

 

Według niego jedynym sposobem walki z ASF jest wybicie dzików. - Mówię to jak mantrę, powtarzam to jak Katon o Kartaginie, trzeba te dziki w strefach wybić do zera, a poza strefami zostawić taką populację, która pozwoli na odtworzenie produkcji, kiedy choroba ustanie. Bez wybicia dzików ta choroba będzie w Polsce do końca świata - ostrzegł minister.

 

Ardanowski odniósł się również do pomysłu budowy na wschodniej granicy Polski zapory przed dzikami, które mogą być zarażone afrykańskim pomorem świń.

 

- To jest nieskuteczne działanie i to byłyby zmarnowane pieniądze - powiedział. - Część tych pieniędzy można przeznaczyć na gratyfikacje finansowe dla myśliwych, żeby jednak zdecydowali się polować na dziki - dodał.

 

- Jeżeli nie rozumieją, że to jest polska racja stanu, że to nie jest tylko ich widzimisię czy dobra wola, że polowanie na dziki jest w tej chwili obowiązkiem, bo mają przywileje od państwa, wiec niech również i część tych obowiązków przyjmą na siebie - wskazał polityk.

 

"Firmy nie chcą ubezpieczać rolników"

 

- Jeżeli te apele ministra środowiska i moje nie przyniosą efektu, spróbujemy zastosować pomoc finansową - dodał.

 

Zaznaczył, że jeśli to nie pomoże i "Polski Związek Łowiecki nie będzie chciał zaangażować się w depopulację dzików, to trzeba będzie być może szukać innych sposobów organizowania myślistwa w Polsce".

 

Na koniec rozmowy poruszony został wątek zadłużenia polskiego rolnictwa. - W Polsce system ubezpieczeń od wielu lat jest niesprawny, firmy nie chcą ubezpieczać rolników - mówił szef resortu rolnictwa.

 

Jak ocenił, firmy ubezpieczeniowe boją się "jak ognia" ubezpieczeń rolnych, uznając, że można na tym stracić. Dodał, że rząd PiS przeznaczył kilkaset milionów złoty na dopłaty do składek płaconych przez rolników, ale to nie przynosi efektów, trzeba więc przemyśleć system ubezpieczeń.

 

Zdaniem ministra trzeba będzie utworzyć państwowe towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, choć - przyznał - nie będzie to proste do wprowadzenia. Albo - jak dodał - specjalny system ubezpieczeń, który funkcjonuje tylko w nielicznych krajach na świecie, np. w Holandii czy w Stanach Zjednoczonych.

 

Chodzi o ubezpieczenie od zmniejszenia dochodów rolniczych. Według niego jest to skomplikowany mechanizm, ale sprawia on, że jeżeli, z powodów niezawinionych przez rolnika, jego dochody spadają - w stosunku do średniej z ostatnich trzech lat lub pięciu lat - wtedy firma ubezpieczeniowa, działająca za zasadach wzajemności członkowskiej, może pomóc rolnikowi w "przetrwaniu" do lepszych czasów.

 

Polsat News, polsatnews.pl

ml/dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!