Lot do Dominikany odwołany. Pusty samolot poleciał po turystów

Polska

Klienci biura podróży TUI zostali poinformowani, że lot z Warszawy do Dominikany został odwołany. Pasażerowie na rozpoczęcie rejsu czekali ponad 48 godzin, od środy. Biuro podróży zapewniło podróżnych, że otrzymają "pełny zwrot kwoty zapłaconej za imprezę turystyczną". Maszyna bez pasażerów poleciała po turystów, którzy utknęli w Punta Canie.

"W związku z wielogodzinnym opóźnieniem lotu z Warszawy do Punta Cana, spowodowanym przyczyną techniczną samolotu Boeing 767-300, TUI zadecydowało o odwołaniu rejsu" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu. Biuro podróży zapewniło podróżnych, że otrzymają zwrot pełnej kwoty zapłaconej za wycieczkę.

 

Reporter Polsat News Klaudiusz Slezak wskazuje, że podróżni dzielą się na dwie grupy - tych którzy z TUI wykupili całą wycieczkę i tych, którzy w TUI wykupili jedynie lot na Dominikanę. Druga grupa, która dokonywała rezerwacji hoteli na miejscu, nie odzyska od TUI pieniędzy za zakwaterowanie.

 

Pomimo zapewnień biura TUI, że samolot nie odleciał z powodu awarii, to już według strony flightview.com, Boeing 767-300, którym mieli lecieć pasażerowie jest w drodze na Dominikanę. Maszyna ma dotrzeć na miejsce o godz. 21:42 czasu lokalnego (ok. 4:42 w Polsce).

 

"Tego czasu nikt nam nie zwróci"

 

- Po kolejnej nocy spędzonej w hotelu przy lotnisku, przy śniadaniu dostaliśmy informację, że lot jest opóźniony i nie wiadomo kiedy będzie wznowiony. Nagle jedna z osób, które przebywały w hotelu dostała wiadomość, że jednak lecimy. Ale to była tylko jedna osoba na cały ośrodek. TUI nie odbierało telefonów - mówiła w rozmowie z Polsat News Anna Chołodecka-Kamińska, klientka biura podróży TUI.

 

Druga z pasażerek, Jagoda Buczyńska-Kozłowska dodała, że w piątek odbyła się odprawa lotniskowa. Bramki minęło 12 osób, ale kolejne wejścia zostały wstrzymane. - Po 15 minutach dostaliśmy informacje, że lot został odwołany - poinformowała pani Jagoda.


Klienci czekali na oficjalne oświadczenie TUI. Bali się, że jeśli wrócą do domów, to firma wskaże, że pasażerowie zrezygnowali z własnej woli i odmówi im wypłaty odszkodowania. - Jest to potrzebne przy dochodzeniu późniejszych roszczeń. Rozmawialiśmy z naszymi prawnikami i będziemy domagać się odszkodowania. Urlop nam "leci" i tego czasu nikt nie zwróci - wskazywały pasażerki.

 

Awaria, brak załogi i kolejna awaria

 

- Lot był planowany na godz. 10:05 w środę. Okazało się, że jest opóźniony, ale na tablicy cały czas nie podawano godziny odlotu. O godz. 14:30 dowiedzieliśmy się, że nie lecimy, bo samolot ma usterkę - mówiła Marta Kwiecień-Zwierzyńska, jedna z pasażerek, która utknęła na Lotnisku Chopina w Warszawie.

 

 

Pasażerowie czekali cierpliwie na lot. Utrzymywali, że kontakt z linią jest utrudniony i otrzymują od niej sprzeczne informacje o planowanym locie. Ostatecznie klienci linii TUIfly Netherlands, której właścicielem jest biuro podróży TUI, zostali umieszczeni w hotelu przy lotnisku, gdzie mieli czekać na dalsze informacje.

 

- W środę ok. godz. 21 mieliśmy otrzymać szczegóły dotyczące przyszłego lotu. Ostatecznie o godz. 23:30 poinformowano nas, że linia planuje go na godz. 9 rano w czwartek - dodała pani Marta. 

 

Gdy pasażerowie dotarli na lotnisko o godz. 6 okazało się, że brakuje załogi, która nie doleciała z Amsterdamu do Warszawy. Brakujący personel przybył na lotnisko Chopina o godz. 12.

 

"Moja córka zaczęła tracić przytomność"

 

Pasażerów wpuszczono wówczas na pokład samolotu. Według ich relacji spędzili na tam ponad godzinę przy wyłączonej klimatyzacji. Temperatura we wnętrzu maszyny miała dochodzić do 50 stopni Celsjusza. - Moja córka zaczęła tracić przytomność - relacjonowała pani Marta.

 

Ostatecznie urządzeń chłodzących nie włączono, a samolot nie wystartował, bo gdy pasażerowie byli na pokładzie, doszło do awarii lewego silnika, który zaczął dymić. Podróżni opuścili maszynę przy asyście Straży Ochrony Lotniska.

 

Relacjonują, że TUI części osób podało informację, że lot został odwołany, natomiast innym przekazała, że nadal jest on opóźniony. Podróżni spędzili kolejną noc w hotelu.

 

TUIfly Netherlands w czwartek przesłało Polsat News oświadczenie ws. lotu. Jak podaje linia, nastąpiła "nieoczekiwana awaria maszyny".

 

Według przewoźnika, lot nie był odwołany, a opóźniony. "Bardzo żałujemy, że dochodzi do opóźnień takich jak to. Jednak bezpieczeństwo stawiamy na pierwszym miejscu i robimy wszystko, by rozwiązać ten problem" - przekazano.

 

Polscy turyści utknęli w Dominikanie

 

Problemy mają również polscy turyści w Dominikanie, którzy czekają na lot powrotny. "Nami się nikt nie interesuje, rezydent w hotelu zostawia nam tylko kartki z informacją o kolejnym przesunięciu lotu po czym opuszcza hotel. Nadmieniam, iż nie dopełnia swojego obowiązku, gdyż jesteśmy zostawieni sami sobie - napisała do polsatnews.pl pani Karolina, która w raz z siostrą i innymi turystami przebywa w hotelu w Punta Canie.

 

Podróżna zaznacza, że wśród Polaków, którzy utknęli na wyspie są osoby przyjmujące leki, które mają wyliczone dawki. "Zaczyna ich im brakować" - informuje pani Karolina. 

 

polsatnews.pl, Polsat News, zdj. główne: Pete Shaker

bas/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze