Remis Legii, porażki Lecha i Jagielloni. Polskie drużyny żegnają się z europejskimi pucharami

Świat
Remis Legii, porażki Lecha i Jagielloni. Polskie drużyny żegnają się z europejskimi pucharami
PAP/EPA/JULIEN WARNAND

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali na wyjeździe z F91 Dudelange z Luksemburga 2:2 (1:2) w rewanżowym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europejskiej. Mistrzowie Polski pierwszy mecz przegrali u siebie 1:2 i odpadli z rozgrywek. Z LE pożegnali się również Lech Poznań, który przegrał na własnym stadionie z belgijskim KR Genk 1:2, oraz Jagiellonia Białystok, która uległa na wyjeździe KAA Gent 1:3.

Nieudanie w roli trenera Legii zadebiutował Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk w poniedziałek objął stołeczny zespół, ale w krótkim czasie nie odmienił gry zespołu. Mistrzowie Polski zapowiadali inną postawę niż w pierwszym meczu, tymczasem po 17 minutach przegrywali już 0:2.

W siódmej minucie Patrick Stumpf pozostał sam w polu karnym. Kiedy otrzymał piłkę mógł spokojnie przymierzyć i pokonać Arkadiusza Malarza. 10 minut później po wymianie podań w okolicach linii pola karnego przy słupku piłkę do bramki posłał Stelvio Da Cruz.

 

W dalszej części meczu gospodarze oddali inicjatywę mistrzom Polski, którzy wciąż razili brakiem dokładności i skuteczności. Ostatecznie zdobyli bramkę kontaktową. Michał Kucharczyk z linii końcowej płasko wycofał piłkę do Jose Kante, a ten pewnym strzałem skierował ją do bramki.

 

Tylko 10 minut przebudzenia

 

Wydawało się, że ten gol tchnie w legionistów nowe siły. Jednak mistrzowie Polski wciąż byli bezbarwni i bardzo słabi. Wyjątkowo niepewnie prezentował się reprezentant Luksemburga Chris Philipps, którego portugalski szkoleniowiec wystawił na środku obrony. Widać było, że nominalny pomocnik źle czuje się na tej pozycji.

 

W efekcie Philipps na drugą połowę już nie wybiegł, a za niego pojawił się Sebastian Szymański. Zmiana przyniosła dobry efekt, bo Legia prowadziła grę i prezentowała się lepiej niż przed przerwą. Trwało to jednak zaledwie 10 minut i nie przyniosło bramki. 

 

W 71. minucie goście mieli ogromne szczęście, bo luksemburski zespół był o krok od strzelenia trzeciego gola. Edisson Jordanov po indywidualnej akcji wstrzelił piłkę wzdłuż linii bramkowej, ale żaden z jego kolegów nie doszedł do podania.

 

Czerwona dla Kucharczyka

 

W 86. minucie goście wyrównali. Drugiego gola w tym meczu strzelił Kante. W 90. minucie doskonałą okazję na zwycięską bramkę miał Carlitos. Hiszpan dobrze przyjął piłkę w polu karnym, ale nie zdołał oddać strzału.

 

Legioniści nie potrafili się pogodzić z odpadnięciem z europejskich pucharów. Za niesportowe zachowanie po meczu czerwoną kartką został ukarany Michał Kucharczyk.

 

W kolejnej rundzie F91 Dudelange zagra z rumuńskim CFR Cluj.

 

F91 Dudelange - Legia Warszawa 2:2 (2:1)

 

Pierwszy mecz: 2:1. Awans: F91 Dudelange.

 

Bramki: 1:0 Patrick Stumpf (7), Stelvio Da Cruz 2:0 (17), 1:2 Jose Kante (33), 2:2 Jose Kante (86).

 

Żółte kartki: F91 Dudelange - Kevin Malget, Marc-Andre Kruska, Edisson Jordanov; Legia - Jose Kante 

 

Sędzia: Iwajło Stojanow (Bułgaria). Widzów: ok. 2,5 tys.

 

Genk o klasę lepszy od Lecha

 

Podobnie jak przed rokiem piłkarze Lecha przygodę w Lidze Europejskiej zakończyli na trzeciej rundzie eliminacji. KRC Genk okazał się zespołem co najmniej o klasę lepszym, a dwumecz wygrał 4:1, co nie do końca oddaje różnicę pomiędzy obiema ekipami.

 

Tylko przez 19 minut piłkarze Lecha mogli mieć nadzieję na odrobienie dwubramkowej straty z pierwszego spotkania. Wówczas to goście, nie po raz pierwszy w tym spotkaniu, łatwo przedarli się na pole karne poznaniaków. Dieumerci Ndongala idealnie dośrodkował na głowę Mbwany Samatty, a Tanzańczyk z bliska dopełnił formalności, praktycznie zamykając losy dwumeczu. Lechici, by awansować, musieli strzelić cztery bramki. Tak klasowej drużynie wydawało się to wręcz niemożliwe.

 

PAP/Bartosz Jankowski

 

Gol dla Belgów był też konsekwencją mocno ofensywnego nastawienia gospodarzy, którzy jednocześnie pozostawiali sporo wolnej przestrzeni rywalom. A bardzo szybcy zawodnicy KRC Genk dwoma-trzema podaniami błyskawicznie potrafili znaleźć się w pod bramką Jasmina Burica. Bramkarz "Kolejorza" już od pierwszych minut miał sporo pracy. Jego pierwsza interwencja nie była może zbyt pewna, ale potem dwukrotnie zwycięsko wychodził z sytuacji sam na sam.

 

Obrona Lecha w ustawieniu 3-5-2 póki co jest najsłabszym ogniwem nowego modelu gry. W niedzielę Zagłębie Sosnowiec mogło strzelić dwie-trzy bramki, ale miało kłopot ze skutecznością. Belgowie też zmarnowali wiele sytuacji, gdyż Buric robił co mógł, by jego zespół nie stracił kolejnych goli. W 23. minucie wygrał kolejny pojedynek jeden na jeden, tym razem z Leandro Trossardem.

 

Ataki nie przynosiły rezultatów

 

Podopieczni Ivana Djurdjevica próbowali atakować, ale niewiele z tego wynikało. Jedną z jaśniejszych postaci w ofensywie był Kamil Jóźwiak, ale też przytrafiały mu się błędy. Tuż przed przerwą w niegroźnej sytuacji sfaulował w narożniku pola karnego Ndongalę, a sędzia po chwili zawahania pokazał na "wapno". Trossard oszukał Burica, strzelając w środek bramki.

 

W drugiej połowie poznaniacy postawili wszystko na jedną kartę. Już pięć minut po wznowieniu gry kontaktowego gola precyzyjnym uderzeniem zza linii pola karnego zdobył Tomasz Cywka, a chwilę wcześniej Nikola Vujadinovic trafił w słupek. Niesieni głośnym dopingiem lechici na moment zdominowali przeciwnika, Pedro Tiba strzelił tuż obok słupka, a na lewym skrzydle sporo kłopotów obrońcom Genk sprawiał Jóźwiak.

 

W końcówce nie miał już atutów w ofensywie

 

Goście przetrzymali napór, który trwał zaledwie kwadrans. Trener Genk Philippe Clement desygnował do gry Jakuba Piotrowskiego, którego Belgowie latem pozyskali z Pogoni Szczecin. 21-letni Polak debiutował w nowym zespole.

 

Im bliżej końca meczu, tym widowisko traciło na jakości. Akcje toczyły się głównie w środku boiska, a niemal każda groźniejsza akcja w wykonaniu Belgów kończyła się odgwizdaniem spalonego. Lech dążył do poprawy bilansu dwumeczu, ale w końcówce spotkania nie miał już atutów w ofensywie.

 

KRC Genk w czwartej rundzie eliminacji LE zmierzy się z duńskim IF Broendby.

 

Lech Poznań - KRC Genk 1:2 (0:2)

 

Pierwszy mecz: 0:2. Awans: Genk.

 

Bramki: 0:1 Mbwana Samatta (19-głową), 0:2 Leandro Trossard (45+1-karny), 1:2 Tomasz Cywka (50).

 

Żółte kartki: Lech - Kamil Jóźwiak; KRC Genk - Rusłan Malinowski.

 

Sędziował: Marco Guida (Włochy). Widzów: 20 765.

 

Gent czekał na atak

 

 

Jagiellonia dopiero w końcówce spotkania definitywnie straciła szanse na awans. Jej planem było strzelenie bramki w pierwszej połowie, by w miarę szybko wyrównać straty z Białegostoku. I jej pierwsze akcje dawały kibicom nadzieję, że możliwy jest scenariusz z meczu rewanżowego z Rio Ave w 2. rundzie eliminacji Ligi Europejskiej, gdy właśnie szybko udało się strzelić gola.

 

PAP/EPA/OLIVIER HOSLET

 

Tym razem zrobili to jednak przeciwnicy. W 13. min Jean-Luc Dompe był szybszy na skrzydle od Guilherme, jego dośrodkowanie w pole karne odegrał jeszcze głową Franko Andrijasevic, a pozostawiony sam przed bramkarzem Jagiellonii Taiwo Awoniyi pewnym uderzeniem, również głową, dał prowadzenie KAA Gent.

 

Niedługo potem gospodarze mogli podwyższyć, ale Ivan Runje zdołał zablokować uderzenie tego samego napastnika gospodarzy. Po zdobyciu bramki Gent grał bardzo spokojnie, czekając na atak pozycyjny białostoczan i na możliwość kontrowania przeciwnika. Jagiellonia nie stworzyła sobie jednak w tej połowie żadnej klarownej sytuacji, nie przynosiły skutku rzuty rożne i próby strzałów z rzutów wolnych.

 

Jagiellonia podjęła walkę

 

Druga połowa zaczęła się podobnie, jak zakończyła pierwsza, a mecz zrobił się znacznie ciekawszy, gdy padło wyrównanie. W 58. min Lovre Kalinic zagrał przed pole karne do Birgera Verstraete, piłka na bardzo śliskiej od deszczu murawie odskoczyła temu obrońcy, przejął ją czeski pomocnik Jagiellonii Martin Pospisil i płaskim strzałem wpisał się na listę strzelców.

 

KAA Gent szybko miał swoje szanse na ponowne prowadzenie, bo pięć minut później Marian Kelemen obronił strzał Vadisa Odjidja-Ofoe, a potem dobitkę Awoniyi'ego. Jagiellonia śmielej zaatakowała, starała się szybciej rozgrywać piłkę i na kwadrans przed końcem meczu mogła nawet objąć prowadzenie. Najpierw strzał z dystansu Bezjaka obronił Kalinic, a po rzucie rożnym Gent uratował Nana Asare, blokując strzał słoweńskiego napastnika Jagiellonii tuż sprzed bramki.

 

Trener Belgów dokonał zmian w ataku, które okazały się idealnie trafione. W 79. min po raz pierwszy z dobrej strony pokazał się Roman Jaremczuk - jego strzał odbił się od poprzeczki bramki Jagiellonii. W 84. min Ukrainiec zdobył gola. Przejął piłkę z lewej strony bramki białostoczan i mimo asysty obrońcy mocnym strzałem w krótki róg pokonał Kelemena. Tuż przed końcem meczu Jagiellonię "dobił" David, który bez trudu wykończył akcję gospodarzy, znowu przeprowadzoną lewą stroną i zamienił na gola płaskie podanie Asare.

 

KAA Gent - Jagiellonia Białystok 3:1 (1:0)

 

Pierwszy mecz 1:0. Awans: KAA Gent.

 

Bramki: 1:0 Taiwo Awoniyi (13), 1:1 Martin Pospisil (58), 2:1 Roman Jaremczuk (84), 3:1 Jonathan David (89).

 

Żółta kartka: Jagiellonia - Ivan Runje, Taras Romanczuk; KAA Gent - Taiwo Awoniyi, Nana Asare, Franko Andrijasevic, Roman Jaremczuk.

Sędzia: Bastian Dankert (Niemcy).

 

PAP

bas/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze