Nie żyje generał Zbigniew Ścibor-Rylski. Bohater Powstania Warszawskiego miał 101 lat

Polska
Nie żyje generał Zbigniew Ścibor-Rylski. Bohater Powstania Warszawskiego miał 101 lat
Polsat News

Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski ps. Motyl był żołnierzem Armii Krajowej, byłym prezesem Związku Powstańców Warszawskich, członkiem grupy inicjatywnej Muzeum Powstania Warszawskiego, a także kawalerem Krzyża Wojennego Virtuti Militari i Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą "Polonia Restituta". - Był człowiekiem, który właściwie całe życie walczył - powiedział o zmarłym dyrektor MPW Jan Ołdakowski.

O śmierci generała poinformowało w mediach społecznościowych m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

"Nasz mądry, dobry i odważny Motyl odfrunął do Pana. Generał Ścibor-Rylski nie żyje. Serce pęka. Cześć jego pamięci" - napisała na swojej stronie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

 

Przekazywał etos "braterstwa i służby"

 

- Generał Ścibor-Rylski był człowiekiem, który właściwie całe życie walczył - podkreślił dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski, wyjaśniając, że zmarły generał najpierw bił się z bronią w ręku podczas drugiej wojny światowej, a po wojnie - już w inny sposób - walczył m.in. o pamięć o Powstaniu Warszawskim.

 

W czasie wojny - jak mówił Ołdakowski - Ścibor-Rylski niejednokrotnie wykazywał się odwagą. - Był bardzo dobrym dowódcą, co wspominali jego koledzy i przyjaciele, także podczas Powstania Warszawskiego. Słynął ze swojej dzielności - dodał, przypominając też, że Ścibor-Rylski latem 1944 r. brał udział w walkach na Woli i w Śródmieściu, a za swoje męstwo został odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari.

 

Przypomniał też, że dla pielęgnowania pamięci o powstaniu 1944 r. kluczowa była dla gen. Ścibor-Rylskiego młodzież. - Zawsze wspierał nasze inicjatywy, które były adresowane do młodych ludzi. Doskonale to rozumiał, bo widział w młodzieży wyjątkowego odbiorcę swego przesłania. W ostatnich latach mówił do młodych ludzi na przykład, że wśród nich jest być może przyszły prezydent czy premier. Jako ostatni żyjący przedwojenny oficer, przekazywał im etos "braterstwa i służby" - mówił.

 

- Pamiętam go jako osobę, której bardzo zależało na wspólnocie i sprawach polskich. Apelował o spokój przy rocznicach związanych z powstaniem. To gen. Ścibor-Rylski prosił, by 1 sierpnia podczas rocznic w kulminacyjnym momencie przy pomniku Gloria Victis nie było gwizdów, niepotrzebnych okrzyków; przeciwko temu zawsze protestował - przypomniał Ołdakowski.

 

Niezwykła biografia

 

Zbigniew Ścibor-Rylski ps. Motyl, Stanisław urodził się 10 marca 1917 r. w Browkach w obwodzie żytomierskim (obecnie Ukraina) w rodzinie szlacheckiej herbu Ostoja. Był żołnierzem Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" gen. Franciszka Kleeberga, Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego.

 
"Podczas powstania 1944 r. byłem w Zgrupowaniu »Radosław«, w »Czata 49« - batalionie pod dowództwem Cichociemnego, majora »Witolda« Tadeusza Runge. Byłem porucznikiem, potem zostałem awansowany do stopnia kapitana, dowódcą kompanii w Zgrupowaniu »Radosław«, »Czata 49«. Miałem pseudonim Motyl, który był nadany przez Komendę Główną, kiedy wyjeżdżałem w czerwcu 1943 roku na Wołyń, aby tam typować miejsca przyszłych zrzutów" - mówił o swoich powstańczych losach w wywiadzie dla MPW.

 

Rewolta październikowa skłoniła jego najbliższych do przeniesienia się z rodzinnych dóbr najpierw do Białej Cerkwi, a później do Kijowa. Podczas wojny polsko-bolszewickiej Ścibor-Rylscy przeprowadzili się na Lubelszczyznę, gdzie ostatecznie osiedli w Zwierzyńcu koło Zamościa. W 1931 r. po długiej chorobie zmarł ojciec Ścibora-Rylskiego, Oskar.

 

Młody Ścibor-Rylski kształcił się najpierw pod okiem domowych nauczycieli, potem w Realnym Gimnazjum Męskim im. Jana Zamoyskiego w Zamościu i w Gimnazjum im. Sułkowskich w Rydzynie koło Leszna. W 1935 r. rodzina zamieszkała w Kaliszu. W tamtejszym Państwowym Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki Ścibor-Rylski dwa lata później zdał maturę. Później ukończył kurs szybowcowy w Ustianowej i rozpoczął edukację w Szkole Podchorążych Lotnictwa w grupie technicznej w Warszawie, gdzie szkolił się m.in. w obsłudze samolotów PZL.37 Łoś, PZL.23 Karaś i myśliwca PZL P-7.

 

Naukę skończył tuż przed wybuchem II wojny, jako sierżant podchorąży, specjalizujący się w mechanice silników i przyrządów lotniczych. Edukację miał kontynuować w 1. Pułku Lotniczym na stołecznym Okęciu, plany te jednak przekreśliła wojna. 6 września jego formacja wyjechała ze stolicy zmierzając na wschód. Później dołączył do Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" dowodzonej przez gen. Franciszka Kleeberga wraz z którą walczył i kapitulował w ostatniej bitwie kampanii wrześniowej pod Kockiem.

 

Uciekł z niewoli, wstąpił do konspiracji

 

Próbował przedostać się do Rumunii, jednak trafił do niemieckiej niewoli, gdzie skierowano go m.in. do pracy w cegielni. Udało mu się uciec i przedrzeć do Warszawy, gdzie wstąpił do konspiracji, w której m.in. brał udział w wytyczaniu miejsc zrzutów Cichociemnych. Oficjalnie był zatrudniony w Przemysłowo-Handlowych Zakładach Chemicznych. W latach 1941-43 walczył w partyzantce na Kowelszczyźnie, dokąd został oddelegowany przez przełożonych.

 

Od początku 1944 r. jako dowódcza kompanii w 27. Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej przeszedł z nią cały szlak bojowy i dotarł na Lubelszczyznę. Pod koniec lipca został wysłany do Warszawy dla uzgodnienia zrzutu broni dla oddziału i został w mieście w dyspozycji władz AK. Po wybuchu powstania walczył w Zgrupowaniu "Radosław" w batalionie "Czata 49", z którym przeszedł cały szlak bojowy, biorąc udział w walkach na Woli, w Śródmieściu i na Mokotowie. Za męstwo odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari.

 

Popierając wniosek o nadanie mu drugiego z odznaczeń płk Jan Mazurkiewicz "Radosław" napisał: "Wybitny oficer. Wyposażony w dużą inicjatywę, inteligentny, niezwykle ofiarny i odważny. Posiada intuicję bojową. Przeprowadzał samodzielnie udane akcje wypadowe, nocne na Stawki i na Fort Traugutta. Pełen inicjatywy, ofiarny, zdolny Dca komp.".

 

Po wojnie pracował w Poznaniu

 

Po kapitulacji powstania Ścibor-Rylski w cywilnym ubraniu wyszedł z Warszawy wraz z mieszkańcami. Trafił do obozu przejściowego w Pruszkowie, potem przedostał się do Łowicza, planując kontynuowanie działalności konspiracyjnej. Tam zastał go koniec wojny. Podjął wówczas decyzję o odejściu z konspiracji, o czym zameldował płk Mazurkiewiczowi i przeniósł się do Poznania, gdzie znalazł pracę w Biurze Samochodów Remontowanych Motozbyt.

 

W 1946 r. poznał Zofię, okupacyjną kurierkę AK, wdowę po cichociemnym Janie Kochańskim. Pobrali się w 1948 r. Osiem lat później Ścibor-Rylski objął posadę inspektora technicznego w Zjednoczonych Zespołach Gospodarczych INCO, gdzie pracował do emerytury, na którą przeszedł w 1977 r. Wcześniej, w 1963 r. rodzina przeprowadziła się do Warszawy.

 

W 1984 r. został jednym z członków Obywatelskiego Komitetu Obchodów 40. Rocznicy Powstania Warszawskiego, należał także do grupy inicjatywnej utworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego. Później był w składzie Rady Honorowej Budowy Muzeum. W 1990 r. został prezesem Związku Powstańców Warszawskich. Był także sekretarzem Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari. W 2005 r. otrzymał awans na stopień generała brygady.

 

Stały uczestnik obchodów rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego, często podkreślał, że "w Warszawie walczono nie tylko o Warszawę, lecz o Polskę". "Powstanie Warszawskie było konsekwencją tego wielkiego boju narodu polskiego o narodową godność, o należne miejsce wśród wolnych narodów świata, o prawo do życia według własnych norm moralnych i obyczajowych" - mówił. Podkreślał także radość, że "etos i ideały powstańców, które ich prowadziły do walki, przejęła kilkadziesiąt lat później Solidarność, która pokojowym sposobem uzyskała wolność".

 

Z satysfakcją odnosił się również do istnienia Muzeum Powstania Warszawskiego, które "długo jeszcze po nas będzie trwać, uczyć, przekazywać następnym pokoleniom to, co było, jest i będzie najdroższe (...) oby nigdy wolność zdobywana przez nas nie była liczona krzyżami".

 

Lustracja na wniosek IPN

 

W 2016 r. prokurator pionu lustracyjnego IPN Piotr Dąbrowski wniósł o lustrację Ścibora-Rylskiego jako członka Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari. Pion lustracyjny IPN zarzucił mu, że w oświadczeniu lustracyjnym z 2007 r. zataił związki ze służbami PRL.

 

Jak podawała "Gazeta Wyborcza", według IPN Ścibor-Rylski był tajnym współpracownikiem poznańskiego UB jako TW "Zdzisławski" w latach 1947-64, a potem, po przeprowadzce do Warszawy, miał podjąć współpracę z wywiadem, którą kontynuował do 1981 r. Zdaniem "GW" zachowała się jego teczka personalna i teczka pracy, 34 ręcznie pisane przez niego meldunki oraz kilkadziesiąt raportów ze spotkań z oficerem prowadzącym.

 

"Z dokumentów UB wynika, że został zmuszony do współpracy na podstawie materiałów kompromitujących. Był początkowo wykorzystywany do rozpracowywania środowiska polonijnego w USA i osób przyjeżdżających na Międzynarodowe Targi Poznańskie" - pisała "GW". Według niej, w IPN generał nie zaprzeczył związkom z UB; oświadczył zaś, że współpracę podjął na polecenie swego dowódcy z AK Jana Mazurkiewicza "Radosława". Generał miał też twierdzić, że o swojej działalności informował wiele osób.

 

W obronie Ścibora-Rylskiego występowali podczas obchodów 72. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego jego koledzy m.in. wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Galperyn.

 

"Na rozkaz i za wiedzą jego przełożonych"

 

"Podtrzymywanie kontaktów generała, jako oficera wywiadu AK z UB odbywało się na rozkaz i za wiedzą jego przełożonych z konspiracji. Nie była to współpraca z UB. Było to realizowanie rozkazu, a celem było pozyskiwanie informacji ważnych dla byłych żołnierzy AK. Niestety, nie żyje już nikt, kto mógłby poświadczyć, że generał otrzymał takie polecenie (...) Mamy świadomość, że teraz jest to tylko słowo przeciw słowu oficera. Generał wykazał się w tamtych trudnych czasach odwagą i poprzez swoje działania uratował wiele osób" - wyjaśnił Galperyn.

 

Z powodu złego stanu zdrowia w listopadzie 2016 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga zawiesił proces lustracyjny gen. Ścibora-Rylskiego. Sąd podjął taką decyzję po zapoznaniu się z opinią biegłego neurologa, który uznał jego udział w procesie za "przeciwwskazany".

 

"Biegły uznał, że lustrowany nie jest w stanie brać udziału w procesie ani fizycznie, ani merytorycznie" - powiedziała sędzia Beata Ziółkowska, uzasadniając postanowienie trzyosobowego składu sądu. Dodała, że lustrowany jest osobą "ciężko chorą", co stanowi "długotrwałą przeszkodę", uzasadniającą w myśl prawa zawieszenie procesu.

 

Odznaczony m.in. Krzyżem Wojennym Virtuti Militari

 

"Według mnie to zamyka całą sprawę" - mówił wówczas mediom mec. Przemysław Rosati, obrońca nieobecnego w sądzie generała. W ocenie prawnika proces powinien zostać zawieszony, bo możliwość w pełni świadomego udziału w nim lustrowanego to ważny element prawa do obrony i rzetelnego procesu.

 

Gen. Ścibor-Rylski był wielokrotnie odznaczany m.in. Krzyżem Wojennym Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą "Polonia Restituta".

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz wystąpienie generała podczas 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego - 31 lipca 2017 r.

 

 

PAP

prz/paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze