Obojczyk wystaje przez skórę. Na pilną operację mężczyzna czeka już dwa miesiące

Polska

Pan Joachim wyszedł ze szpitala w Częstochowie ze źle zrośniętym obojczykiem. Miał skierowanie na operację, ale od dwóch miesięcy nikt nie był w stanie wyznaczyć mu terminu przyjęcia. - Co jedziemy, to albo doktora głowa bolała i musiał prędzej wyjść, albo jakieś sprawy rodzinne ma, jego nie idzie trafić - mówi pan Joachim. Wystający przez skórę obojczyk uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie.

Pan Joachim ma 55 lat. Jest murarzem. 21 kwietnia tego roku pomagał koledze tynkować budynek. O mało nie przypłacił tego życiem.

 

- Ojczym na rusztowaniu stał, zagadał się i nie zauważył, że mu zabrakło podestu. Spadł z dwóch metrów, pech chciał, że na kawałek betonu - mówi Krystian Kosiński, pasierb pana Joachima.

 

Przez miesiąc był w śpiączce

 

Pan Joachim trafił do szpitala w Częstochowie. Przeszedł operację głowy. Jego stan był krytyczny. Przez ponad miesiąc był w śpiączce. Kiedy pod koniec maja został wypisany, rodzina przeżyła szok.

 

- Widać, że kość mu wychodzi. To jest moment, jak mu przebije ta kość skórę i wyjdzie na wierzch. Lekarz rodzinny powiedział, że pierwszy raz widzi, żeby po takim wypadku został wypisany pacjent do końca niewyleczony. Dał nam skierowanie do ortopedy, skierował nas na oddział, twierdząc, że to się nadaje tylko na operację - opowiada Teresa Sordon, żona pana Joachima.

 

Już 7 czerwca pan Joachim dostał skierowanie do szpitala - tego samego, gdzie miał operowaną głowę. Państwo Sordonowie pojechali do placówki w poszukiwaniu kierownika oddziału. To on wyznacza termin przyjęcia do szpitala. 

 

- Co jedziemy, to albo doktora głowa bolała i musiał prędzej wyjść, albo jakieś sprawy rodzinne ma, jego nie idzie trafić - mówi pan Joachim.

 

Szpital: problem w komunikacji

 

- Nie przyjmuję takiej informacji. Zawsze jest w tym szpitalu obecna osoba, która jest w stanie podjąć taką decyzję - tłumaczy Dariusz Kaczmarek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie.


Reporterka: Skoro zawsze jest osoba odpowiedzialna, to dlaczego przez tyle czasu nie udało się terminu ustalić?


Dyrektor Kaczmarek: Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jedyną racjonalną odpowiedzią na to jest to, iż z taką osobą żona pacjenta nie rozmawiała. Problem leży zapewne w komunikacji.

 

W ostatni poniedziałek reporterzy "Interwencji" towarzyszyli państwu Sordonom w kolejnej wizycie w szpitalu. Interweniowali też u dyrekcji.


- Dyrektor dał nam już termin do szpitala na niedzielę, 5 sierpnia. Bardzo się cieszę, że wreszcie załatwiłam te sprawę i mąż będzie wyleczony - przekazała pani Teresa.

 

Interwencja, Polsat News

paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze