Stołeczny ratusz rozwiązał marsz narodowców. "Mieli symbole propagujące ustrój totalitarny"

Polska
Stołeczny ratusz rozwiązał marsz narodowców. "Mieli symbole propagujące ustrój totalitarny"
PAP/Radek Pietruszka

Przedstawiciel urzędu miasta zdecydował o rozwiązaniu środowego marszu narodowców. Zdaniem urzędników, uczestnicy mieli flagi i koszulki z symboliką nawiązującą do organizacji propagujących ustrój totalitarny. Nowe zgromadzenie tych samych środowisk odbyło się na pl. Zamkowym. Szef MSWiA Joachim Brudziński decyzję o rozwiązaniu marszu nazwał "niezrozumiałą".

Marsz, który miał uczcić rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, rozpoczął się od ronda Dmowskiego. Jego uczestnicy mieli przejść Al. Jerozolimskimi, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na pl. Zamkowy. Przy rondzie de Gaulle'a kordon policji zablokował przemarsz.

 

Uczestnicy marszu trzymali biało-czerwone flagi. Słychać było okrzyki: "Cześć i chwała bohaterom", "Każdy pocisk - jeden Niemiec" i "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę".

 

Po rozwiązaniu marszu środowisk narodowych uczestnicy spokojnie przechodzą na pl. Zamkowy, gdzie zgłoszone kolejne zgromadzenie - poinformował na Twitterze szef MSWiA Joachim Brudziński. Jak dodał, według policji nie było powodu do rozwiązania zgromadzenia. 

 

Minister potwierdził też, że powodem rozwiązania marszu była koszulka jednego z uczestników z sierpem i młotem. "Potwierdzam, że powodem rozwiązania przez #HGW Marszu była koszulka jednego z uczestników z sierpem i młotem. Takie uzasadnienie otrzymała @PolskaPolicja od przedstawiciela ratusza. Powód moim zdaniem "totalnie od "czapy". Mam nadzieję, że nie chodziło o wywołanie kolejnej awantury" - napisał Brudziński.

 

 

Po dotarciu na pl. Zamkowy głos zabrał poseł i prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki. - Nigdy więcej burzenia stolicy, przelewania krwi, żeby pokazać gest wobec Zachodu, żeby Zachód się za nami ujął. Bo nigdy się nie ujął, kiedy była taka potrzeba - powiedział Winnicki. Jak dodał, Polska ma "dwóch sojuszników - swój naród i swoją armię".

 

"Chcemy Polski dla Polaków"

 

- Powstańcy walczyli o to, żeby Polska była Polską, o to, żeby w Polsce po polsku się mówiło, po polsku się myślało - mówił Winnicki. Dodał, że "dzisiaj, decyzjami wojewodów, za tego rządu, wpuszcza się do Polski setki tysięcy obcych". - Musimy sobie powiedzieć, że nie chcemy takiego pędzącego multikulti. Chcemy Polski dla Polaków - powiedział.

 

Podczas przemówień doszło do incydentu - kilka kobiet zaczęło krzyczeć w kierunku uczestników zgromadzenia: "ONR to zbiór zer". Zostały otoczone przez policję. W odpowiedzi uczestnicy zgromadzenia skierowali do kobiet okrzyk: "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę".

 

Około godz. 20 rozpoczął się koncert dla uczestników zgromadzenia. W tym czasie grupa kobiet wywiesiła na wieży koło kościoła św. Anny transparent z hasłem "Kobiety przeciw faszyzmowi".

 

Policja poinformowała, że nikt nie został zatrzymany

 

"Panie Pośle proszę nie pisać głupot"

 

Winnicki zarzucił wcześniej MSWiA zablokowanie marszu. "W Warszawie ratusz rządzony przez HGW w porozumieniu z MSW zarządzanym przez ministra Brudzińskiego zablokował Marsz Powstania Warszawskiego. Ratusz rozwiązał zgromadzenie bez podania przyczyn, a policja »przypadkiem« stała w miejscu łatwym do zablokowania. #PowstanieWarszawskie" - napisał Winnicki.

 

W odpowiedzi szef MSWIA podkreślił, że przyjmuje decyzję o rozwiązaniu marszu z takim samym oburzeniem, co uczestnicy. "Panie Pośle proszę nie pisać głupot, policja została poinformowana przez przedstawiciela ratusza o rozwiązaniu zgromadzenia i zgodnie z prawem musiała pouczyć organizatora o tej decyzji, a decyzję ratusza przyjmuję z takim samym oburzeniem jak uczestnicy #MarszPowstanieWarszawskie" - czytamy we wpisie szefa MSWiA.

 

 

Z kolei na swoim koncie na Twitterze policja poinformowała, że funkcjonariusze "zostali poinformowani przez przedstawiciela ratusza o rozwiązaniu zgromadzenia i zgodnie z prawem musieli poinformować uczestników o tej decyzji". "W naszej ocenie marsz przebiegał spokojnie - nie odnotowaliśmy poważnych zdarzeń" - podkreślono.

 

"Niepotrzebnie nadaje temu polityczny wydźwięk"


- Stołeczni urzędnicy byli na miejscu zgromadzenia i w ich ocenie dochodziło tam do przekroczenia przepisów - powiedział rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk. Zaznaczył, że "organizatorzy przemarszu byli o tym informowani, tak, aby zapanowali nad członkami zgromadzenia, ale to nie przynosiło skutku".

 

Zdaniem obecnych tam urzędników, wśród uczestników można było dostrzec m.in. symbole celtyckie i "rzeczy, które wprost nawiązują do organizacji propagujących niedozwolone treści".

 

W odniesieniu do tweeta Brudzińskiego Milczarczyk powiedział, że "niepotrzebnie nadaje temu polityczny wydźwięk". Poinformował też, że pełna dokumentacja odn. odwołania marszu będzie przygotowana "na dniach".

 

PAP

zdr/paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze