"Wydojeni" przez spółdzielnię mleczarską. "Jest mi winna 80 tysięcy złotych"

Polska

Wizytówką Rypina zawsze był zakład mleczarski. Okoliczni mieszkańcy od pokoleń sprzedawali tam mleko, zawiązując jednocześnie spółdzielnię. Spółdzielnia funkcjonowała bez zarzutu. Jednak dobre czasy skończyły się w tym roku. Od marca spółdzielnia przestała wypłacać pieniądze za mleko. Rolnicy są zrozpaczeni.

Są zdesperowani i rozgoryczeni. Od kilku miesięcy czekają na pieniądze. To rolnicy z województwa kujawsko-pomorskiego, którzy mleko ze swoich gospodarstw oddali do Spółdzielni Mleczarskiej w Rypinie. 

 

"Trzy pokolenia pracowały, żeby zbudować jedną z lepszych mleczarni w okolicy"


- Od marca nie mamy wypłaconych pieniędzy za mleko, a niektórzy od lutego. Spółdzielnia jest mi winna 16 tysięcy złotych – mówił w trakcie zebrania poszkodowany rolnik.


- Mi spółdzielnia jest winna 80 tysięcy złotych za mleko i 150 tysięcy złotych za udziały – powiedział kolejny poszkodowany rolnik.


Pani Ewa wspólnie z mężem prowadzi gospodarstwo. Mają 46 krów. Spółdzielnia jest im winna 35 tysięcy złotych.


- Jesteśmy teraz zdesperowani, ponieważ przychodzą do nas faktury, które musimy zapłacić: za paszę, za prąd, trzeba zakupić paliwo, bo zbliżają się żniwa. Jest bardzo ciężko. Trzy pokolenia pracowały, żeby zbudować jedną z lepszych mleczarni w okolicy – powiedziała pani Ewa, której spółdzielnia mleczarska nie wypłaca pieniędzy.

 

"Boję się o przyszłość"


Pan Marcin jest młodym rolnikiem, przejął gospodarstwo po rodzicach. Ma 35 krów. Miesięcznie do mleczarni odstawiał 15 tysięcy litrów mleka. Czeka na 60 tysięcy złotych, które za mleko jest mu winna spółdzielnia. Pieniądze potrzebne są mu na utrzymanie bydła i spłatę zaciągniętych kredytów.


- To jest taka tradycja tutaj, mój dziadek oddawał mleko, mój ojciec, teraz ja. Boję się o przyszłość, oddaję teraz mleko do pośrednika, to też nie jest pewny odbiorca – mówi pan Marcin, poszkodowany rolnik.


- Jak to może być, żeby taką spółdzielnię doprowadzić do takiego stanu. Dziś prezes powinien tu z nami stać i rada nadzorcza – mówił poszkodowany rolnik.


- Prezes mleczarni zrezygnował, zarząd musi być dwuosobowy. Zrezygnował z powodów zdrowotnych i że nie widzi możliwości współpracy – mówi Sławomir Dolecki, zastępca przewodniczącego rady nadzorczej Spółdzielni Mleczarskiej w Rypinie.

 

"Spowodowało to embargo rosyjskie"


Spółdzielnia jest w dramatycznej sytuacji  finansowej. Ma gigantyczne długi. Pomóc może restrukturyzacja, nowy zarząd i nowy inwestor, jeżeli taki się znajdzie. Ale szanse na to, że rolnicy odzyskają swoje pieniądze, są niewielkie. 


- To jest około 24 milionów złotych dla dostawców mleka, 3 miliony dla kierowców. Jest to kilkanaście milionów dla dostawców różnych towarów i 16 milionów to kredyt. Ta sytuacja narastała i trwa od 2015 roku. Spowodowało to embargo rosyjskie, bo mleczarnia była ukierunkowana na sprzedaż do Rosji. Ta sprzedaż się zachwiała - powiedział Sławomir Dolecki, zastępca przewodniczącego rady nadzorczej spółdzielni mleczarskiej.


- Były sygnały i byłem u pan prezesa, proponowałem współpracę z innymi podmiotami, prezes nie był zainteresowany. Samorząd nie ma prawa ingerować w spółdzielnię – stwierdził Zbigniew Zgórzyńśki, Starosta Rypiński.


- Brak sposobności do życia, pusto w zbiornikach, w ciągnikach.  Zbliżają się żniwa, a tu nie ma gotówki, żeby kombajn wynająć i sprzątnąć z pola – mówi pan Lech, poszkodowany rolnik. - Chciałabym wierzyć i trzymam kciuki, żeby nam się powiodło. Jesteśmy też  jako udziałowcy, ludzie, którzy kupę kasy zostawili za udziały, które były pobierane z miesięcznych wypłat. Chciałabym, żeby ruszyło to dalej. Jak będzie - zobaczymy – powiedziała pani Ewa.

 

Interwencja

Interwencja/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze