Wątpliwości irlandzkiego sądu ws. praworządności w Polsce. Rozprawa w Trybunale Sprawiedliwości

Świat

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu zapadnie prawdopodobnie w lipcu. 28 czerwca rzecznik Trybunału ma wydać opinię, czy sędzia rozpatrująca sprawę Polaka czekającego na ekstradycję może oceniać stan praworządności w innym kraju. Na dzisiejszym wysłuchaniu część osób sugerowała, że w tej sprawie nie powinno się brać pod uwagę stanu praworządności, bo wciąż jest badany przez KE.

W marcu sąd w Irlandii rozpatrujący sprawę polskiego obywatela Artura C., poszukiwanego przez polską prokuraturę w związku z zarzutami dotyczącymi przemytu narkotyków, zwrócił się do TSUE w Luksemburgu o opinię w trybie pilnym (jak dzieje się w sprawach, gdy ktoś przebywa w areszcie) na temat tego, czy Polak będzie sądzony nad Wisłą w uczciwym procesie. Sąd wskazywał na obawy co do praworządności w Polsce w związku z uruchomieniem przez Komisję Europejską art. 7 traktatu unijnego wobec naszego kraju.

 

"Polska jak oskarżonych bez prawa do obrony"

 

W piątek Trybunał wysłuchał stanowisk KE, przedstawiciela podejrzanego, a także państw członkowskich. Podczas takiej rozprawy każdy kraj UE ma bowiem prawo zabrać głos. Następnie sędziowie zdawali pytania, a rozprawę zakończyli po południu, informując, że opinia rzecznika generalnego TSUE zapadnie w tej sprawie 28 czerwca.

 

Opinia ta, choć niewiążąca, ma być wstępem do wyroku TSUE na temat tego, czy irlandzki sąd ma prawo oceniać stan praworządności w Polsce, decydując o wniosku o ekstradycję Polaka podejrzanego o przemyt narkotyków. Wyrok poznamy prawdopodobnie w lipcu.

 

Rozprawa rozpoczęła się o godz. 9. W imieniu polskiego rządu wypowiadał się Bogusław Majczyna. Argumentował, że wniosek KE do Rady UE o stwierdzenie ryzyka naruszenia praworządności w Polsce nie jest równoznaczny ze stwierdzeniem takiego ryzyka, co zrobić może tylko Rada UE. Zaznaczył, że KE przypisuje sobie kompetencje, których nie ma, a takie podeście - zdaniem Polski - jest sprzeczne z unijnym prawem i narusza kompetencje Rady UE.

 

Dodał, że Polska czuje się "jak oskarżony, którego wina została przesądzona, bez prawa do obrony, a obecnie dyskutujemy o wymiarze kary”. Zaznaczył, że irlandzki sąd przyjął, iż wymiar sprawiedliwość w Polsce nie jest oparty na praworządności. Z kolei, jak dodał, KE zakłada, że w Polsce istnieje poważne ryzyko łamania zasady praworządności. - Polski rząd nie akceptuje założeń, na których opiera się KE i sąd irlandzki - oświadczył Majczyna.

 

Węgry i Hiszpania popierają Polskę

 

Podczas rozprawy wypowiedzieli się m.in. przedstawiciele Węgier i Hiszpanii. Przekonywali, że sąd jednego kraju nie może oceniać praworządności w innym państwie i na tej podstawie ewentualnie odmawiać ekstradycji.

 

Przedstawiciel Hiszpanii Miquel Sampol Pucurull tłumaczył, że nie godzi się, żeby sąd jednego kraju dokonał oceny praworządności w innym kraju, bo nie ma takich możliwości i instrumentów. Bronił zasady automatyzmu Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA). - Organ nie może nie wykonać Europejskiego Nakazu Aresztowania w oparciu o ogólną i abstrakcyjną analizę wymiaru sprawiedliwości państwa członkowskiego - zaznaczył.

 

Przedstawiciel Węgier Miklos Zoltan Feher przekonywał, że jeden sędzia nie ma prawa oceniać praworządności w innym kraju. - ENA opiera się na zaufaniu do drugiego kraju - dodał. Zauważył przy tym, że Rada UE nie stwierdziła, iż w Polsce zagrożona jest praworządność. Przypomniał, że po uruchomieniu art. 7 wszczęty został dialog polskiego rządu z KE. "Dziś nie można przewidzieć, czy będzie kolejny etap art. 7, czy może zostanie on wycofany. Wniosek KE to jedynie pośredni etap procedury" - zaznaczył. Dodał, że nawet jeśli kraje członkowskie w ramach Rady UE stwierdzą, że naruszona została praworządność w jakimś kraju, nie oznacza to automatycznego zawieszenia ENA.

 

Głos zabrała również przedstawicielka Holandii, która stwierdziła, że na tym etapie nie ma przesłanek, by oceniać praworządność w jednym z państw UE.

 

KE: obecne zagrożenie nie jest ani konkretne i istotne

 

Przedstawiciel strony irlandzkiej Remy Farrell podkreślał, iż Irlandia jest zdania, że reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce - takie, jak zmiany w TK czy kwestia wieku emerytalnego sędziów - nie będą miały prawdopodobnie wpływu na prawo do rzetelnego wyroku. Jednak mimo tego - według Farrella konieczne jest, aby wykonujący ENA sąd dokonał dodatkowych ustaleń w sprawie tego, czy zainteresowanej osobie grozi nierzetelny proces.

 

Przed Trybunałem wypowiedziała się też przedstawicielka Komisji Europejskiej Karen Banks. Przekonywała, że choć sąd danego kraju ma prawo mieć wątpliwości co do praworządności w innym kraju, to w tym przypadku nie ma to uzasadnienia. - Zagrożenie musi być konkretne i istotne, a obecnie nie ma takiej sytuacji - zaznaczyła.

 

- Nie może być tak, że ktoś ucieka do innego kraju i powołuje się na zagrożenie praworządności, by uniknąć odpowiedzialności karnej - powiedziała. Jak dodała, ENA "należy wykonać, o ile nie istnieją poważne przesłanki, że danej osobie grozi nieobiektywny proces".

 

Wyjaśniła, że takie zagrożenie byłoby istotne, gdyby np. minister sprawiedliwości danego kraju w podobnym przypadku wzywał do prześladowania sprawców konkretnych przestępstw, a tak się w przypadku Polski nie dzieje.

 

Piebiak: nie było głosu sprzecznego z naszym stanowiskiem

 

Po zakończeniu rozprawy z polskimi dziennikarzami spotkał się wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. Jak zaznaczył, z większością wypowiedzi Polska zgadza się przynajmniej w części, a z niektórymi nawet w całości.

 

- Wychodzimy z złożenia, że nie ma żadnych podstaw do tego, żeby kwestionować jakieś systemowe zagrożenia dla praworządności w Polsce i z tego wyciągać jeszcze dalej idący wniosek w postaci odmowy wykonywania Europejskich Nakazów Aresztowania - powiedział.

 

Wyraził zadowolenie z poparcia polskiego stanowiska przez Hiszpanię i Węgry. - Także pełnomocnik Holandii, choć w pewnych kwestiach się nie zgadzamy, w pewnych sprawach przyznawał rację sposobowi rozumowania, który my prezentowaliśmy. Nawet w wypowiedziach przedstawiciela Komisji Europejskiej były dla nas fragmenty jak najbardziej akceptowalne, zdroworozsądkowe. Nie było chyba żadnego głosu, który byłby absolutnie sprzeczny z naszym stanowiskiem - dodał minister.

 

Piebiak ocenił, że procedura wobec Polski wynikająca z art. 7 jest polityczna. - Do żadnych rozstrzygnięć jeszcze nie doszło. Komisja Europejska przedstawia swoje argumenty, rząd polski przedstawia swoje argumenty i rozmawiamy - przypomniał.

 

Dodał, że postępowania sądowe to osobna sprawa. - W interesie państwa polskiego, wszystkich państw członkowskich i wreszcie KE jest to, żeby ta przestrzeń wolności i bezpieczeństwa, jaką jest Unia Europejska, funkcjonowała bez zastrzeżeń. My mówimy w końcu o instrumencie niezbędnym z punktu widzenia bezpieczeństwa, czyli o Europejskim Nakazie Aresztowania - zaznaczył wiceminister sprawiedliwości.

 

Iustitia: demontaż wymiaru sprawiedliwości

 

Na rozprawę przyjechali też przedstawiciele Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Prezes tej organizacji Krystian Markiewicz w czasie przerwy w rozprawie był pytany przez dziennikarzy o to, na ile sprawa może wpłynąć na sytuację w Polsce i na ile dotyczy polskiego wymiaru sprawiedliwości.

 

- Samo pytanie, które dotyczy podstaw funkcjonowania Polski w ramach UE, opartej na praworządności, ma charakter fundamentalny. Wskazówki, których spodziewamy się w orzeczeniu, będą miały znaczenie. To będzie wypowiedź najwyższego organu sądowniczego w UE, czy rzeczywiście jest tak, jak mówi rząd Polski, że wszystko jest w porządku, czy też (…), że istnieje poważny problem w Polsce, że podstawa funkcjonowania demokratycznego państwa prawa jest zagrożona, jeśli nie naruszona - powiedział prezes Iustitii Krystian Markiewicz w czasie przerwy w rozprawie.

 

Markiewicz dodał, że do tej pory Polska była wzorem dla innych państw w kwestii praworządności, ale od dwóch lat trwa "demontaż wymiaru sprawiedliwości". - To, co mówią nasi partnerzy z innych państw, że to jest wielki zawód, którego doświadczają od Polski, to jest nic dobrego. Jesteśmy dziś tu, wyrażając szacunek dla Trybunał Sprawiedliwości, obawę i troskę - oznajmił. Dodał, że jest "zatroskany tym, że pełnomocnik (Polski) rozmija się z prawdą, przedstawiając argumenty Trybunałowi Sprawiedliwości".

 

Dopytywany o jakie kwestie chodzi, odpowiedział, że m.in. o ocenę polskiego pełnomocnika w sprawie tego, że zmiany w Polsce "służą wzmocnieniu niezawisłości sędziów i niezależności sadów".

 

Sędzia: konstytucyjność polskich ustaw nie może być gwarantowana 

 

Dostępne publicznie ponad 50-stronicowe orzeczenie irlandzkiej sędzi Aileen Donnelly, która wniosła zapytanie do TSUE, bardzo obszernie odnosi się do przeprowadzanych w Polsce zmian w sądownictwie.

 

"Ostatnie zmiany w Polsce były tak szkodliwe dla praworządności, że sąd musi dojść do wniosku, iż naruszono wspólną wartość rządów prawa w Polsce - napisano w decyzji dotyczącej procesu Polaka. (...) Zarówno wspólne wartości praworządności, jak i demokracji w Polsce zostały przez te zmiany naruszone".

 

Donnelly oceniła, że "nawet konstytucyjność polskich ustaw nie może być faktycznie gwarantowana", bo podważono legalność i niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Odnosząc się do przeprowadzanych przez polskie władze reform wymiaru sprawiedliwości, sędzia napisała, że wydaje się to być "celowym i prowokacyjnym" legislacyjnym demontażem niezależności sądownictwa. Wskazała przy tym, że poszanowanie praworządności jest kluczowe dla wzajemnego zaufania sądów w UE i funkcjonowania Europejskiego Nakazu Aresztowania.

 

Z kolei wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł w połowie marca mówił, że polskie władze z ubolewaniem przyjmują to, że sąd w Irlandii opóźnia ukaranie groźnego przestępcy z mafii narkotykowej.

 

- Jest nie do pojęcia, aby ogólne, abstrakcyjne rozważania, wyobrażenia, spekulacje legły u podstaw tak istotnej decyzji, jaką jest przekazanie przestępcy ściganego w całej Europie; za tym sprawcą jest rozesłany Europejski Nakaz Aresztowania - podkreślił wiceminister.

 

Prawo gwarantujące szybsze rozstrzygnięcie

 

Sprawa w normalnym trybie mogłaby trwać około 15 miesięcy (tyle średnio trwa rozpatrzenie pytania zadanego Trybunałowi). Tryb pilny wprowadzony w 2008 r. daje możliwość znacznie szybszego wydania rozstrzygnięcia, zwłaszcza gdy ktoś jest osadzony w areszcie.

 

Odpowiedź na pytanie będzie miała znaczenie nie tylko dla irlandzkiego sądu zajmującego się Arturem C., ale też dla wszystkich sądów w UE, które zetkną się z podobnym problemem. Rozmówca PAP w Trybunale wskazywał wcześniej, że orzeczenie to może też mieć wpływ na decyzję TSUE dotyczącą skargi Komisji Europejskiej na polską ustawę o ustroju sądów powszechnych.

 

W ubiegłym tygodniu irlandzki dziennik "Irish Times", opisując sprawę, podał, że niektórzy europejscy prawnicy twierdzą, iż jeśli TSUE wyda decyzję niekorzystną dla polskiego rządu, może to całkowicie wstrzymać ekstradycje do Polski z całej Europy.

 

PAP

mta/mr/bas/nro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze