Kierowcy jechali "pod prąd", by uniknąć korka na ekspresówce. Mogą spodziewać się mandatów

Polska

Na S12 w okolicy węzła Jastków (Lubelskie) doszło w poważnego wypadku, w wyniku którego wstrzymano ruch na trasie prowadzącej do Lublina. Kierowcy nie czekali na udrożnienie drogi - zawrócili i jechali pod prąd. Na ich zachowanie zareagował rzecznik prasowy lubelskiego oddziału GDDKiA. "Wybrali bardziej nierozważne i niebezpieczne rozwiązanie" - napisał i opublikował nagranie z S12.

W środę na wysokości Panieńszyzny między węzłami Jastków i Lublin Sławinek około godz. 9:40 doszło do pożaru samochodu. Ogień zajął także ekrany dźwiękochłonne.

 

Już kilka minut po tym zdarzeniu na ruchomych znakach nad ekspresówką pojawiły się komunikaty o wstrzymaniu ruchu i zalecanym objeździe. Pierwszy komunikat wyświetlany był 14 kilometrów przed miejscem zdarzenia, w obrębie węzła Nałęczów.

 

Nie wszyscy kierowcy zastosowali się do zaleceń drogowców. Część z nich postanowiła jechać dalej w kierunku Lublina. Kiedy dotarli do miejsca pożaru samochodu, nie czekali w korku na udrożnienie trasy, lecz zawrócili i pojechali pod prąd w stronę węzła Jastków.

 

"Głupota ludzka nie zna granic"

 

"Pomimo wcześniejszych informacji o wstrzymaniu ruchu spowodowanego wypadkiem nie zjechali na objazd. Wybrali bardziej nierozważne i niebezpieczne rozwiązanie" - napisał na Twitterze rzecznik prasowy lubelskiego oddziału GDDKiA Krzysztof Nalewajko. Do wpisu dołączył zdjęcia z kamer monitoringu. 

 

 

"Nierozważne?! To jest po prostu głupie! Każdy z tych kierowców powinien mieć zabrane prawo jazdy przynajmniej na pół roku, a najlepiej dożywotnio" - napisał jeden z internautów. 

 

"Głupota ludzka nie zna granic" - skomentował zdarzenie inny z użytkowników Twittera.

 

Policja zapowiada kary

 

Kamil Karbowniczek z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej policji w Lublinie zapowiedział kary dla kierowców, którzy zdecydowali się jechać pod prąd na S12. 

 

- To nieodpowiedzialne zachowanie, które zagraża niebezpieczeństwem spowodowania wypadku, a nawet katastrofy. Będziemy identyfikowali kierowców na podstawie numerów rejestracyjnych samochodów, aby pociągnąć ich do odpowiedzialności - powiedział w czwartek.

 

Jak dodał, kierowcom grożą mandaty do 500 zł, 6 pkt. karnych, a nawet zatrzymanie prawa jazdy.

 

polsatnews.pl, PAP

zdr/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze