Traczyk-Stawska ponownie pojawiła się przed Sejmem. "Nikt mną nie manipuluje, nikt nie dałby rady"

Polska

Uczestniczka Powstania Warszawskiego i wieloletnia nauczycielka szkoły specjalnej Wanda Traczyk-Stawska przyszła w piątek przed Sejm, by odwiedzić protestujących w gmachu parlamentu. Przed wejściem na teren sejmowy spotkała z dwiema niepełnosprawnymi dziewczynkami, którym przekazała swoją pamiątkę z czasów wojny - pluszową małpkę, zapewniając o swoim poparciu dla nich.

- Przyszłam bo muszę przesłać najbardziej dla mnie bliską pamiątkę, żeby pomogła tym matkom, tym chłopakom, tym dziewczętom, które są w Sejmie od tylu dni; by uwierzyli, że wszystko można, jeśli się ma ważną misję - powiedziała dziennikarzom przed wejściem na teren parlamentu Traczyk-Stawska.

 

Jak mówiła, protestujący są w Sejmie nie dlatego, że chcą ale dlatego, że muszą. - To jest sprawa, która jest najważniejsza - by mogli rehabilitować się, by mogli być bardziej sprawni. (...) Prawie 30 lat uczyłam dzieci tego typu i współpracowałam z matkami i wiem, jak strasznie trudno jest dzień i noc być na służbie u dziecka niepełnosprawnego - mówiła.

 

Uczestniczka Powstania Warszawskiego odpowiedziała również na zarzuty marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który apelował ostatnio na Twitterze, aby nie wykorzystywać osób starszych i niepełnosprawnych do eskalacji napięcia i gry politycznej.    

 

- Nikt mną nie manipuluje, bo nikt nie dałby rady. Nawet moja rodzona matka. Taki mam piekielny charakter. I jeśli współpracuję z dwoma panami (Michał Szczerba i Marcin Święcicki z PO - red.), którzy akurat są z opozycji, to nie są ważni dla mnie, jako członkowie partii - powiedziała.

 

- Dla mnie partią, jako dla starego żołnierza, jest cała Polska, wszystkie partie, które umieją dobrze rządzić tym krajem - dodała Traczyk-Stawska.

 

Prezenty dla protestujących

 

Do rozmawiającej z dziennikarzami Wandy Traczyk-Stawskiej z Sejmu wyszła część protestujących.

 

Kobieta przekazała jednej z niepełnosprawnych dziewczynek maskotkę - pluszową małpkę, którą dostała od kolegów na pocieszenie, gdy po upadku Powstania Warszawskiego musiała złożyć broń. Poszła z nią do obozu jako jeniec wojenny. Małpka nazywa się "Pan Peemek", od skrótu PM, czyli pistoletu maszynowego Błyskawica, z którym w rękach walczyła.

 

- Oni przynieśli mi ją i powiedzieli, że nie będą ze mną tak jak przez całe powstanie, ale ta małpka będzie ze mną. Ona ma mi przypominać, że jesteśmy razem - wyjaśniła.

 

91-latka miała ze sobą również paczkę z pączkami. Jak mówiła, przywiozła akurat takie ciastka, bo w czasach powstania miała przydomek "Pączek".

 

Dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka w reakcji na piątkowe przybicie Traczyk-Stawskiej przed Sejm oświadczył na Twitterze: "Zapraszamy osoby niepełnosprawne i ich rodziców na spotkanie z p. Wandą Traczyk-Stawską do Centrum Medialnego. Postaramy się zorganizować dobre warunki do rozmowy i wymiany poglądów, a także poszukiwań odpowiednich rozwiązań".

 

 

Również Straż Marszałkowska poinformowała, że Traczyk-Stawska ma zgodę na wejście do sejmowego centrum medialnego, ale uczestniczka powstania nie skorzystała z tej możliwości. -Wszystko już powiedziałam, jestem zmęczona - powiedziała weteranka.

 

Traczyk-Stawka próbowała wejść do Sejmu na spotkanie z protestującymi w ubiegłym tygodniu. Nie została wówczas wpuszczona na teren Sejmu.

 

polsatnews.pl, PAP

dk/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze