Przeżył tąpnięcie w kopalni. Uratowano go w siódmej dobie poszukiwań

Polska
Przeżył tąpnięcie w kopalni. Uratowano go w siódmej dobie poszukiwań
pixabay.com/hangela/ zdj. ilustracyjne

Historia Alojzego Piontka może wlać nadzieję w serca rodzin trzech górników kopalni Zofiówka, do których od sobotniego tąpnięcia próbują dotrzeć ratownicy. Piontek pracował w korytarzu na głębokości 780 m, gdy 23 marca 1971 roku w kopalni Rokitnica w Zabrzu zawaliła się 72-metrowa ściana. Przeżył ponad sześć i pół doby w szczelinie 100 na 70 cm m.in. pijąc własny mocz.

Uratowanie Alojzego Piontka nazwano "cudem w Zabrzu", ponieważ był to pierwszy odnotowany w historii górnictwa przypadek, by zasypany górnik, w małej przestrzeni, bez żywności i wody, przetrwał samotnie tak długo.

 

Jego przykład był podawany przy każdej górniczej akcji ratunkowej jako dowód, że trzeba ją prowadzić do końca w nadziei na uratowanie ludzi.

 

Zębami wyrywał drzazgę po drzazdze

 

W strefie zawału w kopani "Rokitnica" znalazło się 21 górników. 10 odnaleziono niemal od razu po wypadku. Do pozostałych mozolnie, dzień po dniu, przedzierali się ratownicy. Przeżył tylko jeden. 

 

Alojzy Piontek po wstrząsie znajdował się w wąskiej komorze. Usłyszał głos wzywającego pomocy kolegi, Alfreda Gebauera, który nie mógł ruszać rękami i nogami oraz krwawił.  

 

Piontek relacjonował później Januszowi Roszko, autorowi książki-reportażu "Zawał", że chciał pomóc Gebauerowi. Najpierw musiał uwolnić nogę przygniecioną osuwiskiem i trzonkiem od łopaty. Starał się przeciąć go ostrymi kamieniami, a następnie metalowym uchwytem lampy. Nie wie, ile mu to zajęło.

 

Aby dotrzeć do kolegi, musiał się przecisnąć między stemplami, ale było zbyt ciasno. Przejście poszerzał palcami, później blachą z hełmu, a na końcu miał zębami wyrywać drzazgę po drzazdze.

 

Wkrótce usłyszał ostatnie słowa Gebauera: "Alojz. Pozdrów żona moja i dzieci moje. Ja umieram. Amen."

 

Nigdy już nie zjechał pod ziemię

 

Komora, do której udało się później przecisnąć Piontkowi miała 70 na 100 cm. Skulony w niej czekał na ratunek. Z jego relacji wynika, że pragnienie gasił piciem moczu i krwi z okaleczonych dziąseł i nadgarstka.

 

Kiedy w 158 godzinie akcji nadeszła pomoc, był przytomny. Sądził, że wszystko trwało znacznie krócej niż w rzeczywistości.

 

- Ja tu jest od wczoraj z drugiej zmiany - miał powiedzieć ratownikom i wyrazić nadzieję, że zdąży jeszcze obejrzeć mecz Górnika Zabrze z Manchesterem City, który rozegrano sześć dni wcześniej.

 

Piontek otrzymał m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i nowe mieszkanie. Żył z renty inwalidzkiej. Nigdy już nie zjechał pod ziemię.

 

Zmarł 29 października 2005 roku.

 

polsatnews.pl, gornicza.com.pl, wikipedia.org

ml/paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze