Walczy o życie. Jeden przepis skreśla wszystko

Polska

Mariola Markiewicz walczy ze złośliwym nowotworem piersi. Wygrywa na przekór resortowi zdrowia, który odmówił refundacji kosztownego leku. Powodem odmowy był zbyt szybki nawrót choroby po pierwszym leczeniu. Dzięki pomocy widzów Interwencji pani Mariola uzbierała rok temu ok. 300 tys. zł. Niestety, pieniądze na leczenie właśnie się kończą.

- Chciałabym żyć, zrobić to dla męża, syna, ale to są ogromne pieniądze. Jeden zapis po prostu skreśla wszystko - mówi pani Mariola.

 

Jej historię reporterzy "Interwencji" Polsatu nagłośnili rok temu. 38-latka jest szczęśliwą żoną i mamą 11-letniego Adasia. Jej spokojne rodzinne życie legło w gruzach pod koniec 2014 roku, kiedy wyczuła guza w piersi. Diagnoza brzmiała jak wyrok: nowotwór złośliwy.

 

- To był mój "prezent" na Boże Narodzenie, który dostałam od losu. Brałam chemię do maja, sześć dawek i w czerwcu była mastektomia - opowiadała wówczas Mariola Markiewicz.

 

Niestety w marcu 2017 roku po pięciu miesiącach od zakończenia leczenia choroba wróciła. Pojawiły się kolejne guzy. W Polsce jest dostępny lek, który mógłby pomóc w wyleczeniu pani Marioli albo przynajmniej w przedłużeniu jej życia o kilka lat. To perjeta. Niestety pani Mariola nie mogła go dostać.

 

Pisała do prezydenta, premiera, ministra

 

- W kryteriach włączenia do programu jest zapis, że pacjentka może być zakwalifikowana tylko wówczas, jeśli nawrót choroby nastąpił rok od zakończenia leczenia uzupełniającego - tłumaczyła Iwona Drab-Mazur, lekarz onkolog lecząca panią Mariolę.

 

- W każdym kraju Unii Europejskiej ten lek jest dostępny, tylko nie u nas, bo u nas jest co 12 miesięcy. Miałam chorobie powiedzieć: wróć za 12 miesięcy, a nie po 5? - pytała pani Mariola.

 

Kobieta postanowiła walczyć. Pisała do Ministerstwa Zdrowia, NFZ, premiera i prezydenta. Liczyła, że ktoś zrozumie jej sytuację i umożliwi refundowane leczenie. Niestety. Rozpaczliwe wołanie o pomoc pozostało bez odpowiedzi.

 

"Kryteria włączenia i wykluczenia z programu lekowego dla danego produktu leczniczego mają na celu wyselekcjonowanie populacji, która odniesie największą korzyść z leczenia daną substancją czynną. Nie istniały podstawy, aby ograniczenie czasowe 12 miesięcy podważać na którymkolwiek etapie procesu refundacyjnego" - głosi treść wyjaśnień Ministerstwa Zdrowia.

 

Udało się zebrać 300 tys. zł

 

- Konstytucja niby gwarantuje równość, prawo do ochrony zdrowia, a są równi i równiejsi. Trudno wytłumaczyć dziecku Marioli, 11-letniemu Adasiowi, dlaczego odmawia mu się prawa do pełnej rodziny - mówiła pani Justyna, koleżanka pani Marioli.

 

Ostatnią deską ratunku była zbiórka pieniędzy. Po naszym programie udało się zebrać 300 tysięcy złotych. W czerwcu zeszłego roku kobieta zaczęła leczenie.

 

- Ten niewielki rozsiew do skóry jest zahamowany, nie ma dalszych przerzutów, więc nie wyobrażam sobie zaprzestania tej terapii, bo pacjentka w bardzo szybkim tempie sprogresowałaby. Doszłoby do gwałtownego rozsiewu procesu nowotworowego - mówi Iwona Drab-Mazur, onkolog lecząca panią Mariolę.

 

Co trzy tygodnie potrzeba 20 tys. zł

 

Ale każda dawka leku, którą trzeba podawać co trzy tygodnie, to koszt ponad 20 tysięcy złotych. Zgromadzone pieniądze powoli się kończą.

 

Mimo licznych pism wysyłanych przez zdesperowaną, chorą kobietę, ministerstwo nie planuje zmian. Zapis mówi jasno: musi minąć rok od zakończenia leczenia do wznowienia choroby.

 

- Wychodzi, że nie warto ludzi ratować, bo choroba wróciła za wcześnie, więc są małe szanse. A może ja na przekór temu zapisowi będę żyła - mówi pani Mariola.

 

Pieniądze na leczenie się kończą


Kobieta nie poddaje się. Robi wszystko, żeby uzbierać pieniądze na kolejne dawki. Sama nie może pracować, ale jej mąż wyjeżdża za granicę, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy.

- Przy takim upływie gotówki, to to nie wiem, ile trzeba zarabiać, staramy się jak możemy, ale nikt tego nie udźwignie - mówi Marcin Markiewicz, mąż pani Marioli.

 

- Chciałabym zobaczyć, jak dziecko dorasta, jak żyje, ale nie wiem, czy to będzie mi dane - rozpacza pani Mariola.

 

- Lokalnie nie jesteśmy w stanie uzbierać tych pieniążków, dużo ich się pojawiło po państwa programie i dziękujemy, bo dzięki wam Mariola jeszcze żyje. Mamy taką prośbę, żeby wznowić tę zbiórkę i jeszcze raz okazać serce Marioli, naprawdę jest tego warta - apeluje pani Katarzyna, koleżanka pani Marioli.

 

Interwencja

paw/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze