Nierówna walka z deweloperem. Zapłacili, a nie są właścicielami mieszkań

Polska

Zapłacili za mieszkania, a deweloper zamiast wpisać ich do księgi wieczystej, zbył lokale na rzecz spółki swojej córki. Pani Anna, pani Beata i państwo Szklarzowie przelali pieniądze za lokale w Słupsku jeszcze w 2012 r. Mieszkania, do których się wprowadzili, mogą w każdej chwili zostać zlicytowane, bo deweloper ma długi. Nie przestrzega też sądowych wyroków, nakazujących zwrot pobranych sum.

Pani Anna zapłaciła 230 tys. zł za mieszkanie, państwo Szklarzowie 170 tys. zł, a pani Beata 320 tys. zł. Wszystkich połączyła wspólna walka ze słupskim deweloperem, od którego kupili mieszkania w 2012 roku. Miały to być ich wymarzone lokale, które pochłonęły oszczędności ich życia.

 

- Mój dorobek życia to jest właśnie to mieszkanie, które sobie umeblowałam. Myślałam, że będę miała spokojną przyszłość - mówi pani Beata.

 

Wpłacili oszczędności życia


- Chcieliśmy sobie kupić takie małe mieszkanko, gdzie spędzilibyśmy ostatnie swoje lata życia. Kosztowało nas to bardzo dużo pracy, bo pracowaliśmy z mężem, a jednocześnie wychowywaliśmy 5 dzieci. To były oszczędności całego naszego życia - opowiada Irena Szklarz.

 

Spółka deweloperska, od której bohaterowie reportażu Interwencji kupili mieszkania należała do Wiesława Ś. Deweloper podpisał z nimi umowy w formie aktu notarialnego, zobowiązując się do przeniesienia własności mieszkań na kupujących i wpis do księgi wieczystej. Niestety deweloper własności nie przeniósł, co więcej zbył mieszkania na rzecz spółki swojej córki.

 

- Całą sumę przelaliśmy na jego prywatne konto. I on sobie zarządzał nią jak chciał. A później dowiedzieliśmy się, że nasze mieszkanie zostało po raz drugi sprzedane spółce, którą założyła córka pana Ś. - mówią Zbigniew i Irena Szklarzowie.

 

Nie są pełnoprawnymi właścicielami

 

- Bez wpisania w księgach wieczystych nie jesteśmy z mężem pełnoprawnymi właścicielami mieszkania. Jest nim spółka, której prezesem do czerwca zeszłego roku była córka pana Wiesława Ś, a na dzień dzisiejszy spółką nikt nie rządzi - dodaje Anna Niekrasz.

 

- Sytuacja powstała "pod rządami" starej ustawy deweloperskiej, kiedy istniały inne mechanizmy zabezpieczenia niż obecnie. Deweloper dostawał pieniądze z tytułu zapłaty ceny na swój rachunek bankowy i jedynie zobowiązywał się do tego, że przeniesie własność bez obciążenia hipotecznego - wyjaśnia radca prawny Bartłomiej Żukowski.

 

O deweloperze od dawna jest głośno w Słupsku. Na forach internetowych są wpisy przestrzegające przed jego działalnością i spółek z nim powiązanych. Dotarliśmy do kolejnych osób, które czują się poszkodowane, a które kupiły od niego domy za pawie pół miliona złotych.

 

- Wpłaciłam całą gotówkę i nie jestem nadal właścicielem domu, bo deweloper, pan Wiesław Ś. unika podpisania aktu notarialnego. Sprawa została skierowana do sądu - opowiada jedna z klientek Wiesława Ś.

 

- Nie jesteśmy jedyni. Wszyscy, którzy mieszkają na tym osiedlu z panem Wiesławem przechodzą i przeżywają to samo. Ludzie całe życie ciężko pracowali i jeszcze pracują na to - dodał inny mieszkaniec osiedla.

 

Komornik puka im do drzwi


W sądzie o przeniesienie własności również walczy z deweloperem pani Anna. Jej sprawa trwa nadal. Pani Beata sprawę wygrała, ma prawomocny wyrok, że jest właścicielem mieszkania. Niestety jej mieszkanie już zostało wycenione przez komornika, bo kobieta odziedziczyła dług dewelopera prawie 12 milionów złotych.

 

Reporterka: Dlaczego komornik już puka do pani drzwi?

 

Pani Beata: Deweloper zaczerpnął kredyt na wybudowanie tej kamienicy w Banku Wielkopolskim i nie wpłacił należnych pieniędzy, więc zostałam obciążona tym długiem, długiem dewelopera.

 

- Formalnie jest właścicielem, natomiast bank egzekwuje z tego mieszkania swój kredyt. Czyli krótko mówiąc osoba zapłaciła pieniądze, natomiast stoi wobec obawy realnej utraty mieszkania, które może zostać zlicytowanego przez bank - wyjaśnia radca prawny Bartłomiej Żukowski.

 

Sytuacja państwa Szklarzów jest również dramatyczna. Przeniesienia własności nie mają do dziś. Mają za to prawomocny wyrok sądu z 2017 roku, że spółka, której prezesem był deweloper ma zwrócić im pieniądze za mieszkanie, które kupili. Pieniędzy do dziś nie dostali.

 

- Niedługo będziemy musieli stać się ludźmi bezdomnymi, już jesteśmy na liście u komornika do licytacji. Lada moment może do nas zapukać, wycenić lokal, a potem wyprowadzi nas z tego mieszkania - przyznaje Irena Szklarz.

 

Nie ma sobie nic do zarzucenia

 

Wiesław Ś. nie zgodził się na oficjalną rozmowę przed kamerą. Naszej reporterce przekazał, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

 

Reporterka: Wpłacili panu pieniądze, ma pan wyrok sądowy mówiący, że pan powinien oddać im wartość tego mieszkania. Widziałam ten wyrok sądowy.


Deweloper: To niech się wyprowadzą z mieszkania, bo wie pani, trudno mieć mieszkanie i pieniądze.


Reporterka: Ale to pan nie zamierza tego wyroku w ogóle przestrzegać?


Deweloper: Proszę panią, nie ja. Pani do tego źle podchodzi, dlatego że jeśli są wyroki, to one nie dotyczą mnie.

 

Reporterka: A kogo? Firmy dotyczą, której był pan prezesem.


Deweloper: Której kiedyś byłem prezesem. Jeżeli ktoś ma roszczenia do firmy, to ja nie jestem ani właścicielem, ani jej prezesem, bodajże od 3 lat. Nie odpowiadam za sytuacje, które teraz są.


Reporterka: Czy pan się czuje w porządku w tej sytuacji, bo ja by tylko tyle chciała wiedzieć?


Deweloper: Tak, czuję się w porządku. Nie mam sobie nic do zarzucenia.

 

Śledztwo prokuratury

 

Sprawą działalności dewelopera i spółek rodzinnie z nim powiązanych zajmuje się od dwóch lat Prokuratura Okręgowa w Słupsku. Rzecznik prokuratury odmówił wypowiedzi przed kamerą.

 

Ograniczył się do przesłania maila: Powyższe śledztwo prowadzone jest przeciwko Wiesławowi Ś., jego byłej żonie Annie T., córce Katarzynie B. oraz synowi Michałowi Ś., a także przeciwko jeszcze dwóm innym osobom w związku z szeregiem przestępstw o charakterze gospodarczym. W szczególności śledztwo to dotyczy: wyłudzenia dwóch kredytów w łącznej kwocie około 11 365 000 PLN przy posłużeniu się sfałszowaną dokumentacją na szkodę jednego z banków.(…)"

 

- Nie chciał prowadzić z nami żadnej rozmowy. Nie odbiera telefonów, nie wpuszcza. To jest człowiek bez uczuć. Nie potrafię znaleźć określenia na to postępowanie - mówi Irena Szklarz.

 

- Chciałbym tylko zadać temu panu pytanie, czy on by tak ze swoimi rodzicami postąpił – dodaje Zbigniew Szklarz.

 

Interwencja, polsatnews.pl

paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze