50 lat temu lawina w Białym Jarze zabiła 19 osób. Rocznica największej tragedii w polskich górach

Polska
50 lat temu lawina w Białym Jarze zabiła 19 osób. Rocznica największej tragedii w polskich górach
Wikimedia Commons/Kicior99/Public Domain

20 marca 1968 roku w Karkonoszach około 21 tys. ton mokrego śniegu zsunęło się z czoła Białego Jaru i Złotówki wprost na podchodzących pod górę turystów. Czoło lawiny było wysokie na blisko 24 metry. Pędzący z prędkością 100 km/h śnieg porwał 24 osoby - 19 z nich zginęło. Ciało ostatniej ofiary wydobyto spod śniegu 5 kwietnia. Była to największa tragedia w historii polskich gór.

Pogoda tego dna zachęcała do spaceru w góry. Słońce, lekki wiatr. Ale wyżej warunki były już znacznie gorsze. Silny wiatr, ograniczona widoczność i zagrożenie lawinowe. Z tego powodu stacja wyciągu na Kopę była zamknięta. Część turystów, którzy chcieli wejść na Śnieżkę,  wycofała się.  

 

48 sekund

 

Kilkadziesiąt osób poszło jednak dalej - na Śląską Drogę. Gdy okazało się, że wiatr jest coraz silniejszy, kolejni turyści zrezygnowali i zawrócili. W górę dnem Białego Jaru  wybrało się niespełna trzydzieści osób.

 

Jak teraz wiadomo, lawina ruszyła ok. godz. 10:50. Śnieg uderzył w zakręt Śląskiej Drogi w Białym Jarze. Na drodze lawiny znalazły się 24 osoby.

 

W tym czasie warstwa śniegu miała od metra do dwóch metrów. Szacuje się, że w czasie lawiny osunęła się znaczna część śniegu - łącznie blisko 60 tys. metrów sześciennych. Wszystko to trwało zaledwie 48 sekund.

 

Uratował ich podmuch wiatru

 

Lawinisko miało około 700-800 metrów długości i blisko 40 metrów szerokości. Warstwa śniegu wahała się od kilku do blisko 24 metrów w czole lawiny.


Pierwsi lawinę zauważyli sportowcy, którzy biegli w niewielkiej odległości za grupą radziecko-wschodnioniemiecką i to oni jako pierwsi rozpoczęli poszukiwania. 

 

Właściwą akcję ratunkową rozpoczęto ok. godz. 11:15. Do szpitala odtransportowano 5 turystów, których podmuch wiatru odrzucił z trasy lawiny - dwóch Niemców, dwóch Polaków i jednego Rosjanina, były to jedyne osoby, które przeżyły kataklizm.

Nie wiedzieli, ile osób jest pod śniegiem

 

Pierwsze ofiary lawiny wykopał czeski pies. Za nim posuwali się ratownicy z sondami, po których następowali kopacze z łopatami, penetrując miejsca oznaczone przez poprzedników czarnymi chorągiewkami. 

 

Poszukiwania kontynuowano mimo groźby zejścia następnej lawiny. Nikt bowiem nie wiedział, ile osób jest pod śniegiem. Następnego dnia

przed południem znaleziono ciało jedenastej ofiary. W ciągu kolejnych dwóch dni wydobyto ciała sześciu następnych osób.

 

Z powodu pogarszających się warunków i niemal pewności, że nikogo żywego nie uda się już odnaleźć - czwartego dnia wieczorem akcję przerwano. Uczestniczyło w niej ponad 1100 osób: ratownicy GOPR, Wojsko Obrony Pogranicza, milicja, mieszkańcy pobliskich miejscowości, turyści.

 

Jeszcze dwie ofiary

 

Wkrótce okazało się, że były jeszcze dwie osoby. Ich ciała wydobyto 1 i 5 kwietnia. 

 

Zginęło 19 osób: 13 Rosjan, 4 obywateli NRD, i dwoje Polaków. Przyczyną śmierci większości ofiar były doznane obrażenia, nieliczni zginęli w wyniku uduszenia. 

 

Wkrótce po zdarzeniu ustawiono w tym miejscu pomnik, zniszczony przez inną lawinę w 1974 roku. Obecnie trwa zbiórka na budowę nowego miejsca upamiętniającego ofiary lawiny z marca 1968 r.

 

polsatnews.pl

zdr/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze