Uczestnicy zimowej wyprawy na K2 już w Polsce. "To była szczęśliwa wyprawa - wszyscy wróciliśmy"

Polska

- Wróciliśmy na tarczy, a nie z tarczą, ale chociaż szczęśliwi, bo wszyscy. Moją filozofią było, żeby nic już więcej się nie stało, bo pomyślałem, że już całkiem osiwieję. Nie było już niemal członka ekipy, który by nie dostał kamieniem. Jeden z naszych pakistańskich kolegów przyniósł nam pół kasku - powiedział podczas konferencji prasowej Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy.

- Zaczęliśmy wspinaczkę zgodnie z planem - drogą Basków. Początkowo, mimo że rzeczywiście okna pogodowe nie były stabilne i wiało, akcja dobrze się rozwijała. Szybko osiągnęliśmy obóz drugi i kolejne zespoły wychodziły, aby tam spędzać noce i się aklimatyzować, ale ta droga cechuje się dość sporymi trudnościami technicznymi. Okazuje się, że zimą jest tam znacznie mniej śniegu niż latem, co powodowało lawiny kamienne - powiedział Janusz Gołąb, kierownik wyprawy ds. sportowych. 

 

Jak dodał, kamienie spadały na różne sposoby. - Były uwalniane przez wiatr, były strącane przez liny poręczowe. Te zagrożenia spowodowały, że podjęliśmy decyzję o zmianie drogi na Żebro Abruzzi. Jest to droga pierwszych zdobywców K2 z 1954 r., potencjalnie łatwiejsza, ale dłuższa. Tu kluczowe były okna pogodowe, które pojawiały się znacznie rzadziej niż w sezonie letnim  - mówił Gołąb. 

 

Wspinaczkę utrudniał silny wiatr

 

Kierownicy wyprawy przyznali, że mieli bardzo dobrze opracowane prognozy pogody. Wspinaczkę utrudniał tzw. jet stream, czyli intensywny i prawie poziomy strumień przenoszący olbrzymie masy powietrza. Charakteryzuje się on prędkością wiatru powyżej 108 km/h, a maksymalnie osiąga nawet 500 km/h.

 

- Samo przebywanie w bazie i słuchanie tego, co się dzieje nad głową robi niesamowite wrażenie, a można działać jedynie wtedy, gdy "jet stream" omija K2. Takich okien jest bardzo mało zimą - dodał Gołąb. 

 

"Mówią, że chcą wracać"

 

Jak powiedział Wielicki, uczestnicy tegorocznej zimowej wyprawy nie zamierzają się poddać. - Wszyscy mówią, że chcą wrócić, tylko przepakują plecaki - żartował kierownik wyprawy. 

 

- To moja trzecia próba zdobycia K2 zimą. Zbieramy coraz więcej doświadczeń. Naszym wielkim osiągnięciem są prognozy. Zauważyliśmy, że jest pewna powtarzalność cykli pogodowych i można to jakoś w przyszłości "ugryźć" - mówił Wielicki.

 

Sprowadzenie Revol, śmierć Mackiewicza i samodzielna próba Urubki

 

Na początku marca zapadła decyzja o przerwaniu ekspedycji ze względu na bardzo trudne warunki pogodowe i niekorzystne prognozy.


Pod koniec lutego wyprawę opuścił Denis Urubko - po samodzielnej, nieuzgodnionej z zespołem próbie zdobycia szczytu.

 

Podczas akcji górskiej kontuzje odniosło dwóch himalaistów: Rafał Fronia złamał rękę, przez co wcześniej musiał wrócić do kraju, a Adamowi Bieleckiemu spadający kamień złamał nos.


Podczas tej samej wyprawy Urubko i Bielecki sprowadzili ze zboczy Nanga Parbat Francuzkę Elisabeth Revol, która wraz z Tomaszem Mackiewiczem wchodziła na szczyt. Polskiego himalaisty nie udało się uratować.

 

polsatnews.pl, Polsat News

 

nro/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze