Diamentowa "drobnica" vs. karaty - niepewna przyszłość diamentowej dzielnicy Antwerpii

Biznes

"Młodzi ludzie są dużo bardziej romantyczni niż ich rodzice, zaręczają się i przychodzą do nas po pierścionki już dwudziestolatkowie, ale wybierają najtańsze diamenty za 800-2000 euro" - w taki pozytywny sposób jubilerzy w Antwerpii próbują spoglądać na "kryzys" na rynku drogocennych kamieni.

- 20 lat temu najczęściej kupowano kamienie o masie 0,8-1,5 karata, teraz popularne są diamenty o masie 0,3-0,7 karata - przyznaje Steven Van Der Veyken, którego rodzina od prawie 70 lat handluje w Antwerpii biżuterią.

 

Diamentowy mak

 

O wartości diamentów decyduje ich kolor, przejrzystość, cięcie i masa. - Im bielszy kolor kamienia, tym jest on cenniejszy - tłumaczy Van Der Veyken, ale klienci coraz częściej w wyborze pierścionka czy naszyjnika kierują się przede wszystkim ceną.

 

- Tu najlepiej jest kupować, bo ceny można zawsze negocjować w sklepie - mówi korespondentce Polsat News Dorocie Bawołek Sandra, która przyjechała do Antwerpii z narzeczonym by wybrać pierścionek "z kilkoma drobnymi kamieniami".

 

O ile jeszcze w 2011 roku najczęściej kupowana biżuteria w jednej trzeciej składała się z diamentów (33 proc.), to od ok. trzech lat największą popularnością cieszą się pierścionki i naszyjniki z drobnymi kamieniami, których zaledwie 1/4 (25-26 proc.) stanowią diamenty.


Diamenty dla singielek

 

Rzeczniczka Światowego Centrum Diamentów, Margaux Donckier tłumaczy, że branża stopniowo przyzwyczaja się do nowego zapotrzebowania na rynku, choć ma nadzieję, że młodzi nabywcy diamentowej drobnicy powrócą w przyszłości, gdy ich portfele będą zasobniejsze, po bardzie okazałe diamenty.

 

- Dajemy klientom gwarancje, że wybranka, która otrzyma nasz pierścionek, na pewno powie „tak”, a jeśli tak się nie stanie, to zwracamy pieniądze - taki chwyt reklamowy wymyśliła rodzina Van Der Veykenów.

 

Margaux Donckier tłumaczy, że nawet bez dodatkowej reklamy raz złapany na diamentowy haczyk klient, na pewno powróci do jubilera: "nabywca biżuterii z diamentami nigdy nie poprzestaje na zakupie jednego pierścionka czy naszyjnika, ale wraca po kolejne, bo drogocenne kamienie są uzależniające".

 

By nie stracić klientów, diamentowy rynek dostosowuje się też do zmieniającego się stylu życia. - Diamentową biżuterię nie kuje się tylko na zaręczyny, ale rodzice mogą sprawić taki prezent dziecku na 18 urodziny, albo z okazji ukończenia studiów. Coraz częściej po drogocenne kamienie przychodzą też singielki, zazwyczaj wiedzą dokładnie czego chcą, diamentową biżuterię mają zaprojektowaną w głowie, a my spełniamy ich oczekiwania - tłumaczy rzeczniczka Światowego Centrum Diamentów w Antwerpii.


Brak kamieni i inne problemy branży

 

Prawdziwym zmartwieniem diamentowej branży są natomiast wyczerpujące się złoża drogocennych kamieni na świecie. - Powinno wystarczyć ich na 30 lat, bo kopalnie wciąż działają i otwieranych jest kilka nowych. Na rynek zawsze będą też wracały już raz sprzedane diamenty, bo to w końcu wieczne kamienie - tak ustami rzeczniczki Światowego Centrum Diamentów, pociesza się branża.

 

Antwerpia już od kilku lat odczuwa skutki wyczerpujących się złóż drogocennych kamieni i depczącej jej po piętach konkurencji. Do tej pory w diamentowej dzielnicy miasta, na dosłownie 2 kilometrach kwadratowych sprzedawało, obrabiało i kupowało się ponad 80 proc. światowej produkcji diamentów.

 

Na tyłach jubilerskich sklepów drogocenne kamienie obrabiało w Antwerpii ponad pięciuset szlifierzy, głównie żydowskiego pochodzenia. Dziś o rynek drogocennych kamieni w Antwerpii, pod czujnymi okiem ochroniarzy i policji, z Żydami rywalizują Hindusi i Arabowie, którzy dużą część produkcji przenoszą do swoich rodzimych krajów, bliżej wciąż działających kopalni drogocennych kamieni.

 

Polsat News, polsatnews.pl

 

Dorota Bawołek/prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze