Sąd uchylił postanowienie o umorzeniu spraw za blokadę Wawelu

Polska
Sąd uchylił postanowienie o umorzeniu spraw za blokadę Wawelu
Polsat News

Krakowski Sąd Okręgowy w wydziale odwoławczym uchylił w środę postanowienie o umorzeniu spraw dotyczących blokady Wawelu w grudniu 2016 r. Uznał, że zostało ono wydane przedwcześnie i decyzja w sprawie powinna zapaść po przeprowadzeniu postępowania dowodowego przed sądem.

Sąd uwzględnił w tym zakresie zażalenie oskarżyciela publicznego, czyli policji. O nieuwzględnienie zażalenia wnosili obrońcy obwinionych i niektórzy obecni w sądzie obwinieni.

 

Sprawa dotyczy próby zablokowania 18 grudnia ubiegłego roku wjazdu na Wawel politykom PiS, w tym m.in. prezesowi partii Jarosławowi Kaczyńskiemu.

 

W stosunku do siedmiu obwinionych - o wykroczenie przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji, polegające na blokowaniu przejazdu samochodów zmierzających na Wawel - sąd wydał wyroki nakazowe, skazując ich na kary grzywny w wysokości 300, 400 lub 500 zł.

 

Sąd uznał, że obwinieni nie dopuścili się wykroczenia

 

Wszyscy obwinieni wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego. Sąd na posiedzeniu na początku października ub.r. postanowił umorzyć wszystkie postępowania. Uznał, że osoby obwinione nie dopuściły się wykroczenia, a ich działanie nie miało znamion społecznej szkodliwości. Uzasadniał też, że zgromadzenie nie naruszyło zasad określonych w ustawie o zgromadzeniach, w związku z tym nie zostało rozwiązane i jako takie do końca pozostało zgromadzeniem legalnym. Ponadto, miało spokojny charakter, a jego uczestnicy wykonywali polecenia policjantów; jedynie sporadycznie osoby blokujące stawiały opór bierny.

 

Na to postanowienie zażalenie złożył Komendant Miejskiego Policji w Krakowie. Wskazał w nim m.in., że zarzucone obwinionym czyny nie zostały dostatecznie opisane, ponieważ brakowało opisu okoliczności ich popełnienia; ponadto, zarzucił bezpodstawne przyjęcie, że czyny sprawców nie zawierały wykroczenia.

 

Sąd uwzględnił zarzuty Komendy Miejskiej Policji i uchylił zaskarżone postanowienie. Uznał, że umorzenie na posiedzeniu było przedwczesne, ponieważ sąd w postępowaniu dowodowym powinien dokonać merytorycznej oceny zarzutów i dowodów wobec obwinionych. Sąd wskazał m.in. na wątpliwości dotyczące zarzutów i okoliczności ich popełnienia, jak i dwa sprzeczne stanowiska sądu w tej sprawie, dotyczące społecznej szkodliwości czynu. Na początku sąd wydał bowiem wyrok nakazowy w tej sprawie, a po sprzeciwach obwinionych - postępowanie umorzył.

 

"Mała szansa na merytoryczne rozpoznanie sprawy"  

 

"Należy zatem zgodzić się ze stanowiskiem oskarżyciela publicznego, że sprawa powinna być wyjaśniona na rozprawie głównej. Przy ponownym rozpoznaniu sprawy, po przeprowadzeniu postępowania dowodowego sąd dokona oceny, czy obwinieni swoim zachowaniem zrealizowali znamiona zarzucanych im wykroczeń" - podkreślił sąd.

 

Obrońca jednego z obwinionych mec. Jan Widacki powiedział po posiedzeniu, że ma nadzieję, iż sprawa będzie rozpoznawana w sposób jawny. - Będziemy przesłuchiwali tych 90 świadków, będziemy rozważać, czy droga spacerowa do Bramy Herbowej jest drogą publiczną w rozumieniu polskiego prawa; będziemy publicznie rozważać, czy policja miała prawo wykonywać czynności operacyjno-rozpoznawcze przy ściganiu wykroczeń, bo wydaje się, że nie. Będziemy także rozważać, czy prywatne samochody mogą być uznane za kolumnę rządową, jak wskazuje oskarżyciel - powiedział adwokat. - To wszystko jest przed nami. Mam nadzieję, że będzie to bardzo pouczające także dla opinii publicznej - dodał mec. Widacki.

 

Z kolei adw. Tomasz Banaś stwierdził, że "istnieje mała szansa, żeby doszło do merytorycznego rozpoznania tej sprawy, ponieważ termin jej przedawnienia przypada w grudniu br.". - Jest mi po prostu przykro, że kolejny raz obecna władza i państwo polskie narazili obywateli na koszty. Uważam, że nie jest to w porządku - powiedział z kolei jeden z obwinionych Andrzej Bałek.

 

"Idź pan do diabła"

 

W środowisku krakowskich prawników sprawa siedmiu obwinionych określana jest jako "Rejtany".

 

18 grudnia ub.r. kilkadziesiąt osób próbowało zablokować wjazd polityków PiS na Wawel, m.in. Jarosława Kaczyńskiego i premier Beaty Szydło. Demonstrujący skandowali: "Wolność, równość, demokracja", "Solidarni z opozycją". Kilkanaście osób usiadło na podjeździe, potem niektórzy z nich się położyli; zostali usunięci siłą przez policjantów. Protestujący przeciwko polityce rządu blokowali także wyjazd z Wawelu samochodów, którymi podróżowali posłowie PiS, w kierunku pierwszego z aut rzucono jajka. Na murze otaczającym Wawel wyświetlano hasła: "Idź pan do diabła", "Mamy smoka i nie zawahamy się go użyć".

 

Prawie każdego 18. dnia miesiąca - w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej - Jarosław Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej w krypcie katedry wawelskiej. Prezesowi PiS zwykle towarzyszą politycy i wysocy przedstawiciele władz państwowych. Trasę przejazdu policja odgradza barierkami, a pod Wzgórzem Wawelskim gromadzą się zarówno przeciwnicy takich uroczystości - protestujący przeciwko "upartyjnieniu Wawelu", jak i zwolennicy PiS-u.

 

Śledztwo w sprawie wydarzeń pod Wawelem z 18 grudnia ub.r., 18 marca i 18 kwietnia prowadzi krakowska prokuratura.

 

PAP

dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze