W środę protest kobiet ws. aborcji. "Najcięższe czasy przed nami, a polegać możemy tylko na sobie"

Polska
W środę protest kobiet ws. aborcji. "Najcięższe czasy przed nami, a polegać możemy tylko na sobie"
Polsat News

"Obudziłyśmy się w Polsce, w której za nieodrzucaniem projektu gwarantującego nam normalne prawa reprodukcyjne byli Kaczyński, Macierewicz, Błaszczak i Pawłowicz. A jego odrzucenie zawdzięczamy m.in. tchórzliwej ucieczce 39 posłów opozycji" - głosi oświadczenie Strajku Kobiet. W środę w wielu miejscach w Polsce odbędą się demonstracje przeciw kolejnej próbie zaostrzenia przepisów aborcyjnych.

Protest 17 stycznia organizuje Ogólnopolski Strajk Kobiet. Jego uczestniczki obawiają się bowiem, że po głosowaniach w Sejmie sprzed tygodnia, kiedy posłowie odrzucili obywatelski projekt komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" liberalizujący przepisy ws. aborcji, postawiono już kolejny krok na drodze zaostrzenia przepisów i ograniczenia praw kobiet.

 

Demonstracje mają się odbyć m.in. w Białymstoku, Hajnówce, Lęborku, Międzyrzeczu, Nowym Sączu, Wejherowie i Wrocławiu. W Warszawie o godz. 17:30 uczestniczki spotkają się przed biurem PO na ul. Wiejskiej, skąd pójdą przed siedzibę Nowoczesnej na Nowym Świecie, a później przed siedzibę PiS na Nowogrodzkiej.

 

"Nie potrzebujemy teraz opozycji"

 

Jak tłumaczą organizatorki akcji, celem nie jest protest sam w sobie, a "dzielenie się robotą".

 

"Najcięższe czasy przed nami, a polegać możemy tylko na sobie. Zbudować i odbudować sieć edukacji obywatelskiej i wzajemnego wsparcia. Porozmawiać o tym, co zrobić, nie tylko żeby odzyskać Polskę dla nas - obywatelek i obywateli, ale żeby ona była dla wszystkich" - napisały na FB.

 

 

I wyjaśniły, "nie potrzebujemy teraz opozycji i jej przeprosin, nie potrzebujemy polityków i polityczek, nie potrzebujemy tej medialno-politycznej papki, która doprowadziła nas do miejsca, w którym jesteśmy. Do piekła kobiet. Potrzebujemy Ciebie, Polsko".

 

"A posłom i posłankom opozycji radzimy, żeby wykorzystali ten czas jako okazję do intensywnego milczenia w mediach, także społecznościowych oraz zastanowienia się nad tym, czy są gotowi zmierzyć się z hańbą ich macierzystych ugrupowań oraz kontrowersyjnym poglądem, że kobiety są ludźmi, wnosząc ponownie, jako poselski, odrzucony projekt #RatujmyKobiety" - oświadczyły przedstawicielki Strajku Kobiet.

 

"Albo zaczną brać nas pod uwagę, albo trzeba ich wykopać z Sejmu"

 

10 stycznia Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu obywatelski projekt komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" liberalizujący przepisy ws. aborcji.

Za dalszymi pracami nad projektem było m.in. 58 posłów PiS, w tym Jarosław Kaczyński, Krystyna Pawłowicz i Antoni Macierewicz.

 

Do skierowania projektu do komisji zabrakło 9 głosów. 39 posłów PO i Nowoczesnej albo nie uczestniczyło w głosowaniu, albo opowiedziało się przeciw dokumentowi.

 

"Sejm głosami prawicy i prawicy udającej centrum, w tym posłów i posłanek udających opozycję, wyrzucił do kosza obywatelski projekt #RatujmyKobiety. Nie głosował nad liberalizacją prawa. Nie głosował nad legalizacją aborcji. Nie głosował za skończeniem z prawicową hipokryzją. Nie głosował nad ustawą. Głosował - zaledwie - w sprawie przekazania projektu do dalszych prac" - podkreśla Warszawski Strajk Kobiet.

 

I przypomina: "trzech posłów wyrzucono z PO po ich odrzuceniu skierowania projektu Ratujmy Kobiety do komisji, trzech zawiesiło swoją działalność w .N na znak protestu wobec swoich kolegów z klubu, którzy uczynili podobnie". "To znak, że już dochodzi do partii, że nie ma miejsca na odkładanie spraw kobiet na potem. Albo zaczną brać nas pod uwagę, albo trzeba ich wszystkich wykopać z Sejmu" - argumentują autorki oświadczenia.

 

Celem Kai Godek "całkowity zakaz aborcji"

 

"10 stycznia 2018 Sejm, głosami posłów PiS, PSL, Kukiz’15 i innych prawicowych przystawek zdecydował, że będzie procedować projekt zaostrzający prawo aborcyjne i zmuszający kobiety do noszenia i rodzenia płodów niezdolnych do samodzielnego życia autorstwa pani Kai Godek - która swój wybór w tej sprawie miała, a teraz prowadzi krucjatę, żeby pozbawić go wszystkie inne kobiety".

 

Zdaniem stowarzyszenia, Kaja Godek "mówi wprost, że to tylko pierwszy krok, bo jej celem jest całkowity zakaz aborcji w Polsce i możliwość zamykania nas w więzieniach za poronienia".

 

Godek jest pełnomocniczką Komitetu Obywatelskiego #ZatrzymajAborcję, którego projekt zaostrzający przepisy aborcyjne został skierowany do dalszych prac w sejmowej komisji.

 

polsatnews.pl

mr/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze