5-letni Szymon utonął w niezabezpieczonej studzience. Prokuratura wini rodziców

Polska

Do wypadku doszło w Białogardzie niedaleko Koszalina. Szymon zginął wpadając do niezabezpieczonej studzienki. Prokurator postawił rodzicom zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci ich syna. Państwo Stąporowscy nie mogą się z tym pogodzić. Nie rozumieją, dlaczego za niezabezpieczoną studzienkę nie odpowie żaden z urzędników. Burmistrz twierdzi, że nikt nie zgłaszał braku włazu do studzienki.

21 czerwca 2017 roku to data, która zmieniła życie pana Krzysztofa Stąporowskiego i jego rodziny. Tego dnia 5-letni Szymon bawił się na placu zabaw sąsiadującym z jego domem. W pewnym momencie zniknął.

 

- Cały czas obserwowałem jego zabawę przez okno. Wybiegłem z domu, jak tylko zobaczyłem, że coś się dzieje. To były sekundy. W zaroślach znalazł się klapek dziecka, zacząłem badać ten teren, niewiele brakowało, a sam bym wpadł do tej dziury. To było 20-30 metrów od placu zabaw. Nie wiedziałem, co mnie czeka, wskoczyłem do tej studni, trzymając się góry i nogami próbowałem wyczuć, czy coś na dole się znajduje, po chwili wyczułem, że było jakby ciało - opowiada Krzysztof Stąporowski, tata Szymona.

 

"Wykazywali się nadopiekuńczością"

 

Pan Krzysztof chwycił syna nogami i wyciągnął na powierzchnię. Walczył o jego życie prowadząc reanimację. Niestety, po przyjeździe karetki stwierdzono zgon.

 

- To są ludzie, którzy na ironię losu wykazywali się nawet taką nadopiekuńczością, wystarczyły dwie sekundy, dziecko zniknęło z linii wzroku - opowiada o rodzicach Szymona kuzyn Tomasz Najda.


Niezabezpieczona studzienka wypełniona wodą znajdowała się w zaroślach niedaleko placu zabaw. Chwilę po tragedii miasto zabezpieczyło studzienkę, która dziś wygląda na bezpieczną.

 

Doszukują się winy miasta

 

- Teraz to jest wszystko okoszone, przykryte. A wtedy to było lato, to były krzaki, trawa na dwa metry. Nie było tej dziury widać. To była śmiertelna pułapka - mówi Krzysztof Stąporowski i dodaje, że nie wiedział wcześniej o studzience.

 

- Najprawdopodobniej nie była zabezpieczona kilka miesięcy, a może kilka lat, o czym świadczyły zarośla wrośnięte w studzienkę i to dość okazałe. Potrzebna była śmierć dziecka, żeby ktoś się tym zainteresował - ocenia Tomasz Najda, kuzyn Stąporowskich.

 

Rodzice Szymona nie mogą otrząsnąć się po tragedii. Doszukują się winy miasta, które powinno dbać o bezpieczeństwo mieszkańców. Burmistrz twierdzi, że nikt nie zgłaszał kradzieży włazu do studzienki.

 

- Sąsiedzi twierdzili, że zgłaszali do urzędu miasta ten fakt, natomiast policja rozpytała mieszkańców i okazało się, że nikt nie zgłaszał. Nasi ludzie nie zauważyli tego braku. To nie jest tak, że codziennie patrolują te miejsca. Wtedy, kiedy tam byli, to wszytko było w porządku. Kiedy doszło do tragedii, najzwyczajniej w świecie tych pokryw brakowało. Gdyby ktoś to wcześniej zgłosił, a nie byłoby reakcji, to jakaś osoba byłaby ukarana - tłumaczy Krzysztof Bagiński, burmistrz Białogardu.

 

To był dla nich kolejny cios

 

Dzień przed świętami Bożego Narodzenia rodzice Szymona otrzymali list z prokuratury. To był dla nich kolejny cios. Prokurator postawił panu Krzysztofowi i jego żonie zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci ich syna.

 

- Doszło do sytuacji, gdzie dziecko oddaliło się od posesji, na plac zabaw, potem na teren, który był nieużytkiem i tam doszło do utonięcia. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie były zaniechania ze strony rodziców. Na razie to postępowanie toczy się tylko przeciwko rodzicom. Innej osobie nie postawiono w tej sprawie zarzutów - informuje Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

 

- Prokuratura niech szuka odpowiedzialnych za zabezpieczenie tego terenu, kto odpowiada za bezpieczeństwo, kto odpowiada za tę kanalizację. Dlaczego my jesteśmy tym wszystkim obciążani. Tym bardziej, że dostaliśmy już jeden cios, stratę dziecka - mówi Krzysztof Stąporowski, tata Szymona.

 

Mężczyzna uważa, że główną przyczyną śmierci Szymona było niedopełnienie obowiązków przez urzędników. - Gdyby studzienka była zabezpieczona, nasze dziecko żyłoby do dzisiaj. Żona jest teraz w tragicznym stanie, tym bardziej, że jest w ciąży. Czy prokuratura chce mieć na sumieniu nasze kolejne dziecko? - pyta Stąporowski.

 

- Nikt nie zwraca uwagi na ich stan zdrowia psychicznego, że oni jeszcze nie wrócili do siebie po tak traumatycznych przeżyciach. Tymczasem są niepokojeni przez prokuraturę, raz po raz wzywani na przesłuchania - dodaje kuzyn Tomasz Najda.

 

Interwencja, polsatnews.pl

paw/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze