Ks. Adam Żak: księża wymieniani w mediach nie są recydywistami, dlatego nie ma ich w rejestrze jawnym
W rozmowie z portalem wp.pl ksiądz Adam Żak, pełnomocnik episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży, odniósł się do zarzutów, że Ministerstwo Sprawiedliwości chroni pedofilów w sutannach. Według niego reakcja opinii publicznej w tej sprawie jest "histeryczna", w rejestrze publicznym brak księży, bo znajdują się tam recydywiści skazani na karę pozbawienia wolności bez zawieszenia.
Pełnomocnik episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży stwierdził, że Kościół będzie szczegółowo sprawdzał, czy osoby pracujące z dziećmi nie były wcześniej karane za pedofilię, bo taki obowiązek nakłada ustawa, która weszła niedawno w życie (ustawa o przeciwdziałaniu przestępczości na tle seksualnym; ta sama, która zakładała powstanie rejestru przestępców - red.).
- Wszyscy zatrudniani do pracy z dziećmi i młodzieżą muszą być weryfikowani, czy nie byli karani za przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich - podkreślił.
"Księża nie byli recydywistami"
W rozmowie wyjasnił też, że zarzuty o ochronę nazwisk księży pedofilów przez resort sprawiedliwości wynikają z nieznajomości rzeczy.
- Z tego, co wiem, żaden z księży, których publicznie wymienia się w mediach, nie był recydywistą skazanym za najcięższe przestępstwa i dlatego nie są wymienieni w rejestrze jawnym. Zresztą nie ma w nim również wielu innych osób - powiedział portalowi ks. Żak.
Jednak w ogólnodostępnej części rejestru znajdują się nie tylko recydywiści. Zamieszczono tam też imiona, nazwiska i zdjęcia pedofilów, którzy dopuścili się gwałtów na dzieciach poniżej 15 roku życia i sprawców gwałtów popełnionych ze szczególnym okrucieństwem. Kilka przykładów podawała w ubiegłym tygodniu fundacja "Nie lękajcie się".
Do 1 grudnia osoby prawomocnie skazane za przestępstwa mogły wystąpić do sądu wnioskiem o wyłączenie zamieszczenia ich danych w spisie, a sądy mogły w szczególnych przypadkach orzec o wyłączeniu danych.
Rejestr bez nazwisk księży
Za wielomiesięczne molestowanie 13-latki został skazany m.in. ksiądz Roman B. Mężczyzna spędził w więzieniu cztery lata. Wykonuje posługę księdza, jednak, jak zapewnia rzecznik prasowy Towarzystwa Chrystusowego, do którego należy ksiądz, "nie ma kontaktu zawodowego z młodzieżą ani z dziećmi" - dowiedział się gs24.p.
Pełnomocnik Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży, ks. Adam Żak mówił w rozmowie z wp.pl, że opinia publiczna skupia się na pedofilii w kościele, nie dostrzegając, że wykorzystywanie seksualne jest problemem społecznym.
W podobnym tonie wypowiedział się w Polsat News wiceminister sprawiedliowości Michał Woś.
Obowiązek powiadomienia o podejrzeniach wobec duchownego
W lipcu ubiegłego roku Konferencja Episkopatu Polski zaktualizowała wytyczne obowiązujące Kościół w tej sprawie, aby odpowiadały znowelizowanemu prawu karnemu.
Jeszcze do lipca ubiegłego roku decyzję o tym, czy powiadomić organy ścigania o podejrzeniu pedofilii w parafii, podejmował przełożony kościelny - biskup miejsca bądź prowincjał (zakonnik mianowany na wyższego przełożonego prowincji zakonu - red.). Teraz powiadomienie o podejrzeniu przestępstwa wobec małoletnich jest obowiązkiem prawnym przełożonych duchownych.
Poniżej materiał "Wydarzeń" dot. upublicznionego Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.
wp.pl, gs24.pl, polsatnews.pl
Czytaj więcej