Łódź zaskarży do sądu decyzję wojewody o zmianie nazwy Placu Zwycięstwa na Plac Lecha Kaczyńskiego

Polska
Łódź zaskarży do sądu decyzję wojewody o zmianie nazwy Placu Zwycięstwa na Plac Lecha Kaczyńskiego
google maps

Łódzcy radni miejscy, przy sprzeciwie klubu PiS, zdecydowali o zaskarżeniu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego decyzji wojewody łódzkiego nadającego Placowi Zwycięstwa nazwę Plac Lecha Kaczyńskiego. Uchwałę przyjęto podczas środowej sesji. W Katowicach podobny spór toczy się o zmianę nazwy placu Wilhelma Szewczyka na Marii i Lecha Kaczyńskich. W czwartek w tej sprawie zbierze się rada miasta.

Wojewoda łódzki Zbigniew Rau nową nazwę skwerowi znajdującemu się w centrum miasta nadał w grudniu br. w związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną. Przeciwko przemianowaniu Placu Zwycięstwa na Plac Lecha Kaczyńskiego sprzeciwiła się część łódzkich radnych.

 

Przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi Tomasz Kacprzak (PO), który jest jednym z projektodawców uchwały ws. zaskarżenia do sądu zarządzenia zastępczego wojewody, podkreślił, że "Placu Zwycięstwa nie można zdekomunizować z różnych powodów i nie zachodzi żadna przesłanka z ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego, aby to miejsce miało mieć zmienioną nazwę".

 

"Nie było negatywnej opinii IPN"

 

Jak tłumaczył, wojewoda taką decyzję mógł wydać jedynie w przypadku bezczynności Rady Miasta w tej kwestii. Wskazał jednak, że przez 12 miesięcy obowiązywania nowej ustawy, w dokumentach z korespondencji wiceprezydenta Łodzi "w żadnej z opinii Instytutu Pamięci Narodowej nie było zapisane, iż Plac Zwycięstwa podlega ustawie dekomunizacyjnej i nie było negatywnej opinii dotyczącej tej nazwy".

 

Przypomniał również, że nazwa Plac Zwycięstwa została nadana na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej 8 maja 1945 r. dla uczczenia zwycięskiego zakończenia wojny z faszyzmem hitlerowskim.

 

"Służby (wojewody - PAP) tak gorliwie szukały określonej przestrzeni w Łodzi, aby znaleźć miejsce dla określonego patrona, że przeoczyły ustawę z dnia 24 kwietnia 2015 r. o ustanowieniu Narodowego Dnia Zwycięstwa" - dodał Kacprzak.

 

Argumentował, że "ta ustawa obowiązuje i nie można decyzją wojewody, który jest reprezentantem rządu, delegalizować święta państwowego". "Nie można zarządzeniem zastępczym stwierdzić, że święto, które zostało ustanowione przez Sejm takim świętem nie jest, a dzień, z którego powinniśmy być wszyscy dumni, powinien być dniem hańby, bo ustawa o zakazie propagowania komunizmu miała takich haniebnych patronów usuwać z przestrzeni publicznej" - stwierdził.

 

"Wojewoda przekroczył kompetencje"

 

Dlatego - jak mówił - w tym przypadku Rada Miejska "nie ma innego wyjścia, jak tylko przyjąć uchwałę ws. zaskarżenia zarządzenia do sądu administracyjnego". Zdaniem Kacprzaka wojewoda przekroczył kompetencje zapisane w ustawie dot. zmiany nazw odwołujących się do komunistycznej i totalitarnej przeszłości, ponieważ "Plac Zwycięstwa nie podlega dekomunizacji".

 

Radni przyjęli uchwałę stosunkiem głosów 26 do 13. Przeciwny zaskarżeniu decyzji wojewody był klub PiS. Radni Sebastian Bulak i Łukasz Magin (PiS) wskazali, że stosowne uzasadnienie w postaci opinii IPN powodu zmiany nazwy pl. Zwycięstwa znajduje się w wydanym przez wojewodę zarządzeniu zastępczym.

 

IPN potwierdzając niezgodność nazwy Plac Zwycięstwa z ustawą podkreślił, że nazwa ta została nadana przez powołaną przez władze komunistyczne Miejską Radę Narodową (MRN) w maju 1945 r., kiedy "Polska wciąż była poddana obcej dominacji". "(MRN - PAP) uzurpowała sobie funkcję lokalnego organu władzy, nie była ciałem reprezentatywnym dla mieszkańców miasta. Działała w imieniu nowych struktur państwowych, podporządkowanych Stalinowi" - wskazano w opinii.

 

"W okresie PRL, podobnie jak identyczna nazwa placu w centrum Warszawy, była ona podkreśleniem przede wszystkimi sowieckiego zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem, interpretowanego w zgodzie z propagandowymi hasłami komunistów również jako polskie zwycięstwo. Mechanizm ten znalazł także odbicie w dyskusji w Łodzi, która poprzedziła przyjęcie uchwały w sprawie nazwy Plac Zwycięstwa" - zaznaczono.

 

IPN podsumował w opinii, że "ten kontekst czynił z Placu Zwycięstwa w Łodzi nazwę od początku obarczoną zafałszowaniem historii przemilczeniami".

 

W związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną wojewoda łódzki zmienił w Łodzi nazwy 26 ulic i jednego placu. Podczas ogłaszania decyzji Rau wyjaśnił, że w ciągu ustawowego terminu 12 miesięcy (do 2 września br.) obowiązywania ustawy, Rada Miejska w Łodzi nie podjęła żadnej uchwały dot. zmiany nazw odwołujących się do komunistycznej i totalitarnej przeszłości, choć - jak zaznaczył - w tym okresie odbyły się 22 sesje rady.

 

Ponad 5,5 tys. podpisów w obronie starej nazwy

 

Podobny spór o toczy się w Katowicach. Ponad 5,5 tys. podpisów złożyli mieszkańcy, sprzeciwiający się zmianie nazwy położonego centrum miasta placu Wilhelma Szewczyka - śląskiego pisarza, ale też działacza partii komunistycznej w PRL. Decyzją wojewody plac ma nosić imię Marii i Lecha Kaczyńskich.

 

W środę przedstawiciele katowickich struktur Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Ruchu Autonomii Śląska i stowarzyszenia BoMiasto złożyli zebrane podpisy pod petycją w tej sprawie u wojewody. Kwestią zmiany nazwy placu zajmą się w najbliższy czwartek katowiccy radni podczas nadzwyczajnej sesji.

 

Szef katowickiej PO Jarosław Makowski tuż przed złożeniem podpisów w rozmowie z dziennikarzami określił zmianę nazwy placu jako "skandaliczną". „Protestujemy z jednej strony przeciwko arogancji wojewody, który w taki sposób wprowadza zmiany, a z drugiej strony przeciwko tchórzostwu i oportunizmowi prezydenta Marcina Krupy, który miał trzy miesiące, by reagować na pisma i decyzje pana wojewody” - mówił.

 

Nie zgadzają się z trybem podjęcia decyzji

 

Zaznaczył, że autorzy protestu nie mają nic przeciwko osobom Marii i Lecha Kaczyńskich, ale nie zgadzają się z trybem podjęcia decyzji i brakiem konsultacji z mieszkańcami. "Jeżeli miasto jest domem, a Katowice są naszym domem, to dziś jesteśmy tutaj, żeby bronić prawa do naszego miasta i decydowania o tym, jak to miasto jest meblowane. Nie chcemy i nie pozwolimy, by ktoś z zewnątrz zmieniał nazwy naszych placów i ulic bez naszego udziału" - oświadczył szef katowickiej PO.

 

Adam Lejman-Gąska z Nowoczesnej powiedział, że akcja zbierania podpisów rozpoczęła się jeszcze podczas protestu, który kilkanaście dni temu miał miejsce na pl. Szewczyka. Wówczas pod petycją podpisało się ponad 200 osób. "Wśród tych osób narasta coraz większy sprzeciw wobec tego, co nam funduje PiS. Katowice są miastem ludzi, którzy nie chcą, by ktoś z góry decydował o ich losie" - zaznaczył i dodał, że to nie tylko protest przeciwko zmianie nazwy, ale też "arogancji władzy, która narzuca swoje decyzje".

 

Patryk Białas z fundacji BoMiasto poinformował, że zbieranie podpisów pod petycją w dalszym ciągu trwa w internecie. Wyraził nadzieję, że wojewoda zmieni swoją decyzję. "Katowiczanie mają prawo do miasta, mają prawo nazywać prace i ulice tak, jak tego chcą" - powiedział. Do pudełka z zebranymi podpisami protestujący dołączyli książkę - zbiór esejów Szewczyka.

 

Zmiana nazwy pl. Szewczyka na pl. Marii i Lecha Kaczyńskich, była jednym z pierwszych 12 zarządzeń nadzorczych wojewody śląskiego Jarosława Wieczorka, wydanych w związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną 13 grudnia br.

 

PAP

paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze